Reklama

Reklama

PiS kontra Ślązacy. Ustawy o mniejszości śląskiej nie będzie?

Opublikowana na stronie MSWiA 15 grudnia 2015 roku opinia rządu o obywatelskiej ustawie, uznającej Ślązaków za mniejszość etniczną, jest krytyczna. Jutro będzie miało miejsce pierwsze czytanie projektu w Sejmie. O inicjatywie obywatelskiej oraz argumentach w dyskusji nad przyznaniem statusu mniejszości etnicznej Ślązakom rozmawiamy z Jerzym Gorzelikiem, przewodniczącym Ruchu Autonomii Śląska.

Justyna Mastalerz, Interia.pl: Ruch Autonomii Śląska, Rada Górnośląska, Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej... Kto jeszcze jest zaangażowany w obywatelski projekt nowelizacji ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym?

Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska: Animatorem przedsięwzięcia był Ruch Autonomii Śląska. Zaproponował inicjatywę na Radzie Górnośląskiej, która zrzesza 11 górnośląskich stowarzyszeń. Większość z nich włączyła się w zbiórkę podpisów latem 2014 roku. W lipcu 2014 roku wniosek został złożony z poparciem ponad 140 tys. obywateli, którzy złożyli pod nim swoje podpisy. Odbyło się już czytanie projektu w Sejmie ubiegłej kadencji, po którym projekt został odesłany pod obrady komisji, odbił się od podkomisji. Wszystkie te meandry były skomplikowane, ale teraz wraca. Kolejne pierwsze czytanie będzie miało miejsce jutro w Sejmie.

Reklama

Przypomnijmy, jakie są główne postulaty złożonego latem 2014 roku projektu obywatelskiego?

- Pomysł i postulat jest prosty. Chodzi o uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną, czyli dopisanie ich do zamkniętego katalogu, który zawiera ustawa.

Co dałoby wejście projektowanej nowelizacji w życie?

- Status mniejszości etnicznej to nie jest tylko tytuł honorowy, ale z tego wynikają możliwości wsparcia dla edukacji i kultury. Z naszej perspektywy najważniejsze jest to, że Śląsk mógłby wreszcie pojawić się w szkołach i edukacji. Wbrew temu, co sugeruje projekt stanowiska rządu i zawartym w nim sugestiom, historia i tradycje Śląska tak naprawdę nie zostały włączone w programy nauczania. W projekcie czytamy, że "historia i tradycja Śląska są nieodłączną częścią historycznego dziedzictwa narodu polskiego", natomiast dopóki nie ma to swojego wyrazu w programach nauczania, to jest to sformułowanie puste.

Uważa pan, że historia Śląska nie została włączona w dotychczasowe programy nauczania?

- Tak się składa, że przeprowadzono badania zawartości podręczników historii po roku 1989 i w większości, które są wykorzystywane w procesie edukacyjnym, problematyki związana z Górnym Śląskiem zajmuje 0,94 objętości owych podręczników. Tylko tyle treści poświęcanych jest Górnemu Śląskowi. To jest miara wykluczenia tej historii Śląska i tradycji śląskich. Badania skutków takiego skonstruowania programów nauczania były wprowadzone kilka lat temu w woj. śląskim. Wśród uczniów przeprowadzono ankietę, która miała zmierzyć poziom ich wiedzy na temat Górnego Śląska. Wyniki były porażające. Około 95 proc. uczniów nie było w stanie wskazać  żadnej postaci z historii regionu, a niewiele mniej nie było w stanie wskazać żadnego wydarzenia z historii regionu. Brak śląskich treści w systemie edukacji powoduje postępujące wykorzenianie młodych ludzi. W ten sposób już niejedna grupa etniczna zniknęła w Polsce.

W opublikowanym przez MSWiA projekcie stanowiska rządu czytamy: "Uznanie Ślązaków za odrębną mniejszość etniczną byłoby możliwe tylko wówczas, gdyby ich język, kultura i tradycja były odrębne od języka, kultury i tradycji polskiej i nie stanowiły jej integralnej części.  (...) Nie można mówić o istnieniu współczesnej, odrębnej od polskiej kultury Śląska i zamieszkujących go mieszkańców". Jak RAŚ odnosi się do tych argumentów?

- Przeciwko argumentom autorów projektu stanowiska rządu stoi bogata literatura naukowa. Trudno w Sejmie cytować obszerne elaboraty, niemniej jednak ktoś, kto przygotowuje projekt stanowiska rządu powinien, występując w charakterze rządowego eksperta, do takiej literatury sięgnąć. Możemy mówić o różnym stopniu odrębności, w różnych zakresach. Tam, gdzie ta odrębność zaznacza się najsłabiej, stanowi to, tak naprawdę, wynik polityki prowadzonej przez kilkadziesiąt lat, obliczonej na to, żeby te odrębność zatrzeć.

Projekt miał jednak udowodnić, że odrębność Ślązaków nigdy nie została zatarta...

- Odrębność językowa może być dziś zdecydowanie słabiej zauważalna, niż kilkadziesiąt lat temu. To efekt polityki, która programowo odrębności Górnoślązaków nie dostrzegała, nie mówiąc o wspieraniu jej. To jest ważne nie tylko dla Ślązaków, ale dla całej Polski, która utraciła wiele takich wspólnot.

Kontrowersje wzbudził argument budżetowy w projekcie stanowiska rządu. Według wyliczeń strony rządowej, kwota związana z objęciem Ślązaków przepisami ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym może sięgnąć nawet 870 mln rocznie. Autorzy projektu stanowiska rządu wskazują, że jest to nieopłacalne finansowo. Według projektu obywatelskiego koszty miałyby być znacznie niższe. Skąd tak duża rozbieżność?

- Za podstawę wyliczeń europoseł Marek Plura wziął liczby, które padły w Spisie Powszechnym i obecne kwoty, które są dedykowane poszczególnym, uznanym w ustawie wspólnotom.

Autorzy inicjatywy obywatelskiej oparli wyliczenia potencjalnych kosztów na porównaniu ze społecznością kaszubską. Następnie czytamy: "W ocenie rządu właściwsze wydaje się porównanie z mniejszością niemiecką". Czy RAŚ zgadza się z tym argumentem?

 - Argument finansowy jest dla mnie... dosyć nietaktowny. Część z nas ma w pamięci ostatnią zorganizowaną falę wyjazdów w latach 70. w ramach tzw. akcji łączenia rodzin, kiedy władze komunistyczne sprzedały tysiące Ślązaków, Mazurów i Warmiaków za zachodnioniemieckie marki. Jeśli to przeliczyć, nie biorąc pod uwagę dodatkowych korzyści, w tym różnych umów gospodarczych podpisanych z RFN, to wychodziła kwota 11 tys. marek zachodnioniemieckich na głowę. Tak wówczas wyceniono m.in. Górnoślązaków.

Dziś rząd Polski także dokonuje jakiejś "wyceny"?

- Tak, pozostaje pytanie, na ile dziś wycenia nas rząd Polski... To są argumenty nietaktowne. Jeżeli te kwoty są w optyce rządu i parlamentu zbyt wysokie, to kluczem jest tak naprawdę zmiana systemu finansowania tego wsparcia. Jeżeli państwo mówi, że nie stać go na wspieranie mniejszości etnicznych i narodowych w takiej wysokości, to powinno to zostać poddane pod publiczną dyskusję. Dyskusji powinien podlegać jednak cały system, a nie status konkretnej mniejszości. Autorzy projektu stanowiska rządu sygnalizują, że "mamy pieniądze na Niemców, Karaimów, Kaszubów, ale nie mamy pieniędzy na Ślązaków". Tak nie można prowadzić dyskusji.

Jutro pierwsze czytanie obywatelskiego projektu. Jeśli zostanie odrzucony, zgodnie z opublikowanym przez MSWiA w grudniu negatywnym projektem stanowiska rządu, co dalej?

- Sądzę, że Ślązacy są na tyle zmobilizowani i zdeterminowani, by doprowadzić tę sprawę konsekwentnie do końca. Rządy się zmieniają, skład parlamentu się zmienia, ale tak szybko nie zmieni się tożsamość Górnoślązaków. Bez względu na losy tej inicjatywy, mam nadzieję, że ona pobudzi ludzi w regionie do dalszego działania.

To wystarczy?

- Mam nadzieję, że pobudzi także tych, którzy decydują i współtworzą elitę polityczną, by zdobyć się na refleksję nad statusem i społeczności śląskiej i w ogóle nad tym, jak ma wyglądać polskie społeczeństwo. Na ile ma być tolerancyjne wobec odrębności i na ile ma postrzegać odrębności nie jako zagrożenie, ale jako potencjalną szansę.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje