Reklama

Reklama

​PiS idzie po służby

Od pierwszego posiedzenia Sejmu minęło dokładnie 12 dni. Przez ten czas Prawo i Sprawiedliwość poważnie zatrzęsło polską sceną polityczną. Zarzuty opozycji wobec działań nowego rządu opierają się na dwóch filarach: zmianach w Trybunale Konstytucyjnym i rewolucji na kierowniczych stanowiskach w służbach. Pojawiły się także nieoficjalne informacje, że poza szefami czterech służb (AW, ABW, SWW i SKW), również CBA przejdzie pod nowe kierownictwo. Co w rzeczywistości oznaczają te zmiany? Czy powinniśmy się obawiać ich konsekwencji? Te kwestie pomaga mi wyjaśnić gen. bryg. WP w stanie spoczynku, profesor nauk wojskowych, były wiceminister obrony narodowej i b. szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Stanisław Koziej.

W środę 18 listopada późnym wieczorem Sejm powołał skład komisji ds. służb specjalnych, która następnie zebrała się jeszcze w nocy ze środy na czwartek i po ukonstytuowaniu i wyborze prezydium pozytywnie zaopiniowała wniosek premier Beaty Szydło o odwołanie szefów wojskowych i cywilnych służb specjalnych - Agencji Wywiadu, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Dzisiaj poinformowano także, że ma zostać odwołany szef CBA - Paweł Wojtunik. Czemu służą te zmiany? Czy to strategia, której można się było spodziewać?

Reklama

Kiedy opozycja zaczęła komentować te roszady jako "nocny zamach na służby" (takie słowa padły m.in. z ust Marka Biernackiego, byłego koordynatora ds. służ - przyp. red.), wówczas nowo wybrany szef komisji ds. służb Marek Opioła (PiS) powiedział, że "dziwi się politykom PO, że mają tak krótką pamięć" i przypomniał, że na przełomie piątej i szóstej kadencji Sejmu w 2007 roku  też "odwoływali szefów służb". 

Przełom V i VI kadencji Sejmu był momentem, kiedy Platforma Obywatelska przejęła władzę. Jeszcze w tym samym roku zmienili się szefowie dwóch z pięciu służb, w których obecnie Prawo i Sprawiedliwość wprowadza zmiany.

Zmiany na stanowiskach szefów służb nie powinny budzić większych emocji, ponieważ to powszechna praktyka. Generał Stanisław Koziej zwraca jednak uwagę na inną istotną kwestię. - Nowa władza ma prawo dobierać sobie osoby, które będą realizowały jej politykę. W związku z tym wybór nowych szefów służb jest tu jak najbardziej uprawniony, jeśli tylko nowy rząd, premier i ministrowie oceniają, że jest taka potrzeba - zaznacza ekspert. 

Według byłego szefa BBN pewne wątpliwości może budzić jednak sposób wprowadzania tych zmian. - Tym bardziej, że Polska żyje obecnie w niebezpiecznym środowisku, a świat jest rozchwiany pod względem bezpieczeństwa. Na wchodzie, południu i w środkowej Europie jest mnóstwo zagrożeń. W związku z tym zmiana powinna odbywać się spokojnie, aby nie przerywać ciągłości kierowania służbami. Jeżeli niektórzy szefowie służb poddali się sami do dymisji - takie jest ich prawo. Jednak nowi ministrowie powinni w tych warunkach zapewnić ciągłość kierowania służbą i stworzyć pewien okres przekazywania obowiązków - zaznacza były wiceminister obrony narodowej. 

Nowe twarze? 

Pełnienie obowiązków szefa ABW Beata Szydło powierzyła prof. Piotrowi Pogonowskiemu, a AW - płk. Grzegorzowi Małeckiemu. Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego zastąpił p.o. szef Piotr Bączek, a szefa Służby Wywiadu Wojskowego płk Andrzej Kowalski. Według mediów ma się też zmienić szef CBA - Pawła Wojtunika ma zastąpić Ernest Bejda.

- Jeśli chodzi o poszczególne osoby, które obejmują te stanowiska, to nie są one przypadkowe. Interesowały się i zajmowały tematyką służb specjalnych już wcześniej i nie są to ludzie "wzięci z ulicy". Mają jakieś przygotowanie do swojej roli. Te osoby są oczywiście bardziej znane z działalności publicznej czy publicystycznej - zaznacza w rozmowie z Interią generał Koziej. - Teraz wypadałoby od nich oczekiwać, że jako szefowie służb będą bardziej wstrzemięźliwi w swoich wypowiedziach. Zobaczymy, czy w tej roli się sprawdzą, czy będą dobrze funkcjonowali. Wtedy będziemy mogli ich oceniać. Dzisiaj jeszcze nie chcę tego robić. Każdemu trzeba dać pewien kredyt zaufania w momencie kiedy to stanowisko obejmuje - mówi były szef BBN. 

Koziej podkreśla jednak, że nowi szefowie służb są znani z "mocnej żarliwości politycznej", a to, samo w sobie, nie jest najlepszym sygnałem. - Na świecie politykę partyjną oddziela się od sfery służby cywilnej. To powinni być urzędnicy służby cywilnej, funkcjonariusze, żołnierze, którzy powinni być apolityczni - podkreśla ekspert. -  Do kierowania służbami jest potrzebny chłodny i zimny umysł - podsumowuje generał Koziej w rozmowie z Interią. 

Zmiany w służbach? Nic nowego

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego

Jerzy Kiciński w 2007 roku oddał się do dyspozycji ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Choć mówiono, że pobił rekord stojąc na czele ABW przez zaledwie dwa tygodnie, to jego następca Tomasz Klimek szefował jeszcze krócej. "Dziennik" donosił wówczas, że Klimek trzykrotnie oblewał badanie na wykrywaczu kłamstw, a jego problemy pojawiały się wtedy, kiedy padały pytania o korupcję. ABW dementowało te doniesienia. Jednak po jednym dniu pełnienia obowiązków Klimek został odwołany przez premiera Donalda Tuska.

W trakcie sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską formalnych szefów ABW było dwóch. Od 16 stycznia 2008 do 2 stycznia 2013 funkcję tę pełnił Krzysztof Bondaryk, a od 15 kwietnia do 19 listopada 2015 Dariusz Łuczak.

Bodnaryk był związany z Platformą Obywatelską, a w 2001 roku startował z jej list w wyborach parlamentarnych. Później sam podał się do dymisji, którą komentowano wówczas jako zaskoczenie. Dymisję przyjął Donald Tusk. Niemal od razu obowiązki Bondaryka przejął Dariusz Łuczak. 

Łuczak był funkcjonariuszem UOP, a także m.in. generałem brygady w korpusie oficerów ABW. Został odwołany 19 listopada 2015, a jego miejsce zajął Piotr Pogonowski, który aktualnie pełni obowiązki szefa ABW. 

Pogonowski studiował prawo i historię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tam też pracował. Kiedy Mariusz Kamiński kierował Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, Pogonowski był dyrektorem jego gabinetu. W wyborach parlamentarnych w 2011 roku startował z list Prawa i Sprawiedliwości, jednak nie udało mu się uzyskać mandatu. Od 2014 roku Pogonowski jest członkiem rady programowej PiS.

Agencja Wywiadu

Podczas poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości (2005-2007) na stanowisko szefa Agencji Wywiadu powołano gen. Bryg. Zbigniewa Nowka. Pełnił on swoją funkcję od 25 listopada 2005 roku do 5 marca 2008 roku. Kolejnym pełnoprawnym szefem AW był odwołany 19 listopada 2015 roku gen. bryg. Maciej Hunia. Hunia pracował m.in. w kontrwywiadzie Urzędu Ochrony Państwa i w ABW.

Aktualnie obowiązki szefa AW pełni płk Grzegorz Małecki. Małecki był oficerem UOP, AW i ABW. Wiadomo również, że jest założycielem firmy BINANSE, która zajmuje się  świadczeniem usług doradztwa strategicznego w zakresie wywiadu konkurencyjnego i bezpieczeństwa biznesu.  

Służba Kontrwywiadu Wojskowego

Służba Kontrwywiadu Wojskowego została powołana po rozwiązaniu WSI. Jej pierwszym szefem był Antoni Macierewicz. Na czele SKW stał od lipca 2006 roku do 5 listopada 2007 roku. Później obowiązki szefa SKW pełnił płk Andrzej Kowalski (5 listopada - 20 listopada 2007). Kowalski był bliskim współpracownikiem Macierewicza. Od 20 listopada 2007 do 20 lutego 2008 p.o. szefa SKW był płk Grzegorz Reszka. Na to stanowisko powołał do Donald Tusk.  

20 lutego - 20 maja 2008 p.o. szefa SKW był płk Janusz Nosek. A od 20 maja, już jako gen. bryg. Janusz Nosek pozostawał formalnym szefem SKW do 8 października 2013. Nosek został powołany przez Donalda Tuska, a później, na wniosek ówczesnego szefa MON Tomasza Siemoniaka, został odwołany. 

Jego miejsce zajął płk Piotr Pytel (p.o. 9 października 2013 do 10 stycznia 2014) i formalnie jako gen. bryg. Od 10 stycznia 2014 do 18 listopada 2015. Na to stanowisko powołał go premier Donald Tusk. Teraz Pytel został odwołany przez Beatę Szydło.   

Nowy szef SKW Piotr Bączek to były członek Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz były dyrektor Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego.  

Bączek był także szefem zespołu doradców zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej. W 2008 roku mieszkanie Bączka zostało przeszukane przez ABW. Miało to związek ze śledztwem dot. płatnej protekcji przy weryfikacji b. żołnierza WSI. W sprawie toczy się proces. Bączek nie usłyszał żadnych zarzutów. 

Służba Wywiadu Wojskowego

Powstanie SWW było pokłosiem rozwiązania WSI. Od 1 października 2006 do 4 października 2006 pełnomocnikiem ds. tworzenia służby był Witold Marczuk, który od 4 października 2006, już jako gen. bryg. został zefem SWW i swoją funkcję pełnił do 16 stycznia 2008. Marczuk był m.in. bliskim współpracownikiem Lecha Kaczyńskiego i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

Kolejnym szefem SWW został gen. bryg. Maciej Hunia. Swoja funkcję pełnił od 16 stycznia 2008 do 11 sierpnia 2008. Wcześniej był zastępcą gen. bryg. Marczuka. Miejsce Huni w SWW zajął płk Radosław Kujawa (p.o. 7 czerwca - 11 sierpnia 2008), który następnie jako gen. bryg. sprawował urząd od 11 sierpnia 2008 do 18 listopada 2015. Odwołany został przez premier Beatę Szydło.   

Na jego miejsce powołano płk Andrzeja Kowalskiego. Kowalski był już zastępcą szefa SKW, a w 2007 roku pełnił obowiązki jej szefa. Odwołano go w związku ze sprawą zabezpieczenia i przewożenia dokumentów Komisji Weryfikacyjnej b. WSI z kierowanego przez Bogdana Klicha (PO) MON do prezydenckiego BBN w czasach Lecha Kaczyńskiego. Kowalski ma za sobą ponad 15 lat doświadczenia, które zdobywał w kontrwywiadzie w UOP i ABW. 

Centralne Biuro Antykorupcyjne

CBA powołano do życia w 2006 roku. Od 6 lipca do 3 sierpnia 2006 roku pełnomocnikiem ds. organizacji był Mariusz Kamiński, a 3 sierpnia 2006 został szefem CBA funkcję pełnił do 13 października 2009. Kamińskiego odwołał Donald Tusk. Premier zarzucał mu wówczas wykorzystywanie biura do celów politycznych w kontekście tzw. afery hazardowej.

Donald Tusk zdecydował, że od 13 października do 30 grudnia 2009 p.o. szefa CBA będzie Paweł Wojtunik. 30 grudnia 2009 Wojtunik został pełnoprawnym szefem. W 2013 roku Wojtunik został powołany na drugą kadencję. 

Jako potencjalnego następcę Wojtunika wymienia się Ernesta Bejdę. Bejda ściśle współpracował z Mariuszem Kamińskim w latach 2006-2009 jako zastępca w CBA. Jest prawnikiem. W 2011 roku kandydował w wyborach parlamentarnych z list PiS. Posłem jednak nie został.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne