Reklama

Reklama

Piekło: Zdrada partnerów ze Wschodu oznacza koniec projektu europejskiego

​Polska znowu stała się centrum odniesienia i miejscem, gdzie rozgrywa się przyszłość Europy - twierdzi Jan Piekło. - Pytanie o to, jak doprowadzić do zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, nadal pozostaje bez odpowiedzi. Powinniśmy jednak zrobić, wszystko, żeby nie porzucić tych krajów, które chciały być z nami w umowie stowarzyszeniowej w ramach Partnerstwa Wschodniego. Zdradzenie ich w tej chwili oznacza koniec projektu europejskiego - ostrzega.

Polska w relacjach ze Wschodem kieruje się przede wszystkim strachem, czy patrzy na niego z wyższością? A może wciąż tkwi pomiędzy tymi skrajnie odmiennymi emocjami i  usiłuje wypracować złoty środek, mając świadomość, że efektów tych starań może się nigdy doczekać?  Próby odpowiedzi na tego rodzaju pytania podjął się podczas swojego wystąpienia na zorganizowanej w Oświęcimiu III Międzynarodowej konferencji "Europa wobec wyzwań XXI wieku. Europejczyk/Europejka - czyli kto?" Dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI, pisarz i edukator Jan Piekło.

Reklama

Polska sukcesu, a nie Polska strachu

Głównym punktem odniesienia dla jego rozważań stała się historia, która zatoczyła swoiste koło i niczym w soczewce skupiła wszystkie problemy i zawiłości otaczającej nas rzeczywistości.

Kiedyś Polska była symbolem otwartości, a najlepszym tego dowodem są czasy renesansu. - Wówczas była tworem niezwykłym, potrafiącym w przedziwny sposób połączyć elementy Wschodu oraz Zachodu i to nie była Polska strachu, tylko Polska sukcesu - wyjaśnia ekspert. Sąsiad ze Wschodu nie tracił jednak czasu i robił wszystko, żeby dobrą passę Polski przerwać. - Powstała wówczas Rzeczpospolita Obojga Narodów - czyli polskiego i litewskiego. Pojawił się też pomysł, żeby oddzielić Rusinów (czyli dzisiejszych Ukraińców) i niestety Ukraina częścią tej Rzeczpospolitej się nie stała. W tym momencie zaczął się problem, który w rezultacie  wrogich działań trzech mocarstw doprowadził do jej upadku - zaznacza. 

Pamięć przekuta w ideę

Pamięć o tej Pierwszej Rzeczpospolitej, w której żyli zgodnie przedstawiciele różnych narodowości i religii, jak Żydzi, Tatarzy, czy Rusini, często idealizowana nawet do wymiaru raju, jednak przetrwała i została przekuta w pewną ideę. -To właśnie ona uruchomiła zrywy powstańcze, które co prawda nie doprowadziły do odzyskania niepodległości, ale pozwoliły ocalić ducha pojęcia, jakim była Pierwsza Rzeczpospolita - dodaje. Do tej tradycji usiłowała nawiązywać Druga Rzeczpospolita, która również była państwem – może tylko nieco w mniejszym wymiarze niż wcześniej - wielonarodowym. 

Przełomowy koncept marszałka Piłsudskiego

Ucieleśnieniem marzeń był projekt marszałka Józefa Piłsudskiego, czyli koncepcja stworzenia federacji Międzymorza, który jak się później okazało mógł odmienić losy świata . - Kiedy dziś popatrzymy na mapę, to właściwie możemy stwierdzić, że gdyby wtedy  ten koncept się udał, to nie byłoby drugiej wojny światowej, bo uniemożliwiał on działania podjęte w przyszłości przez Adolfa Hitlera – przekonuje Piekło. W tym samym czasie w Drugiej Rzeczpospolitej zaczęła dawać o sobie znać nowa koncepcja związana z myśleniem w kategoriach etnicznych, narodowych, czyli endecja.

Bitwa, która ocaliła Europę przed komunizmem

Do ucieleśnienia projektu Międzymorza niestety nie doszło, co więcej w wyniku konspiracji pomiędzy dwoma zbrodniczymi reżimami  - nazistami i Sowietami - doszło do kolejnej tragedii i państwo polskie przestało istnieć. Zdaniem Jana Piekło powstanie warszawskie, do którego wówczas doszło, można śmiało porównać do wcześniejszych zrywów powstańczych. - Ono miało podobny charakter i muszę stwierdzić, że trochę brzydzą mnie spory ludzi, którzy z dzisiejszego punktu widzenia osądzają powstańców i nazywają ich zbrodniarzami. To była bitwa, która ocaliła Europę przed komunizmem - zaznacza.

Po II wojnie światowej na nowych fundamentach opartych o układ jałtański powstała Polska Rzeczpospolita Ludowa,  która – jak przekonuje Piekło - zrealizowała idealnie koncepcję Polski etnicznej, czyli projekt  Romana Dmowskiego. - Udało się skutecznie przesiedlić Ukraińców i właściwie powojenna Polska PRL-owska stała się państwem endeckim - argumentuje.

Od Międzymorza do Partnerstwa Wschodniego

Wydarzenia, które miały miejsce później, są dowodem na to, że historia zatoczyła swoiste koło. Po zmianie ustroju i nazwy z Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej na III Rzeczpospolitą Polacy znowu stanęli przed pytaniem, co ze swoją polskością zrobić i jak się okazało sięgnęliśmy po propagowany, choć niezrealizowany projekt firmowany nazwiskiem marszałka Józefa Piłsudskiego. - Poszliśmy w kierunku wyznaczonym przez marszałka tylko to się nie nazywało już "koncepcją jagiellońską" czy "Międzymorza", tylko było określane mianem "Partnerstwa Wschodniego" i zostało wkomponowane w inicjatywy europejskie, stając się programem Wspólnoty Europejskiej - zaznacza.

Projekt Partnerstwa Wschodniego zaczął przynosić wymierne efekty. Nie tylko udało się go z sukcesami realizować, ale co więcej zachęcić trzy kraje do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Jednocześnie inicjatywa napotkała na niemałe trudności i spotkała się z wrogą reakcją wschodniego sąsiada, którego się boimy, czyli Rosji.

Polska miejscem, gdzie rozgrywa się przyszłość Europy

Obecnie Partnerstwo Wschodnie jako inicjatywa Unii Europejskiej nadal istnieje. Problem polega jednak na tym, że nie bardzo wiemy, co z nim zrobić. Plany podkopuje i szyki krzyżuje nam nie kto inny tylko Rosja, która będąc mocarstwem atomowym, zaczęła agresywne działania wymierzone w kraje zainteresowane podpisaniem umowy stowarzyszeniowej. - Niektóre z nich, a mam w tym momencie na myśli Armenię, będąc szantażowanymi przez Moskwę, wycofały się z Partnerstwa Wschodniego i w następstwie zawarły umowę z Unią Europejską – wyjaśnia. – Tym sposobem Polska i polskie sprawy znowu stały się centrum odniesienia i miejscem, gdzie rozgrywa się przeszłość Europy - dodaje.

Jan Piekło przestrzega, że bez myślenia w kategoriach wschodnich nie da się podejmować dyskusji o przyszłości kontynentu europejskiego.  - Pytanie o to, jak doprowadzić do zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, żebyśmy mogli żyć w bezpiecznej przestrzeni europejskiej, nadal pozostaje bez odpowiedzi.Powinniśmy jednak zrobić, wszystko, żeby nie porzucić tych krajów, które chciały być z nami w umowie stowarzyszeniowej w ramach Partnerstwa Wschodniego. Zdradzenie ich w tej chwili  oznacza koniec projektu europejskiego - puentuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy