Reklama

"Owoce zatrutego drzewa" częścią procesu

Jeśli prezydent Andrzej Duda podpisze nowelizację Kodeksu postępowania karnego, do procesu sądowego będzie można wprowadzić nielegalnie zdobyte dowody. - Ta zmiana narusza Konstytucję RP. Dopuszczenie takich dowodów otworzy furtkę politycznym prowokacjom - przekonuje sędzia Maciej Strączyński. - Istotna jest treść dowodu. Jeżeli świadczy on o zabójstwie, to mam z niego rezygnować tylko dlatego, że został zdobyty niezgodnie z procedurą i w rezultacie doprowadzić do tego, by zabójca nie poniósł odpowiedzialności? - broni zmian prokurator Jacek Skała.

W czwartek Senat opowiedział się za nowelizacją Kodeksu postępowania karnego. Senatorowie odrzucili wniosek Platformy, która domagała się odrzucenia nowelizacji w całości.Teraz dokument trafi na biurko prezydenta.

Senat nie wprowadził do noweli żadnych poprawek, mimo, że kilka artykułów budzi poważne wątpliwości. Najwięcej kontrowersji dotyczy możliwości wprowadzenia do procesu tzw. owocu zatrutego drzewa, czyli dowodów zdobytych z naruszeniem przepisów (np. nielegalne podsłuchy, dowody zebrane w wyniku bezprawnych działań funkcjonariuszy). Nowelizacja zakłada skreślenie przepisu zakazującego korzystania z takich dowodów. W jego miejsce wprowadzony zostaje przepis, który na to zezwala.

Reklama

Nowela mówi: "dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego".

Wyjątkiem mają być wyłącznie dowody uzyskane "w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych, w wyniku: zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności".

"Policjant może straszyć, grozić, a nawet bić tak, żeby nie pozostawiać śladów"

- Ta zmiana narusza Konstytucję RP - alarmuje w rozmowie z Interią Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Maciej Strączyński.

- Jedyne obostrzenia są takie, że funkcjonariuszowi nie wolno zabić, spowodować uszkodzenia ciała oraz pozbawić wolności. Zatem policjant, w celu wymuszenia zeznań, może: straszyć, grozić, a nawet bić tak, żeby nie pozostawiać śladów - mówi Strączyński.

- Przecież nie możemy  wprost pozwalać na zastraszanie przesłuchiwanego, by wymusić zeznania - dodaje. W jego opinii, kłóci się to z jedną z podstawowych zasad konstytucyjnych - praworządnością. W Konstytucji RP istnieje zapis, który mówi w art. 2, że Polska jest państwem prawa, a w art. 7, że organy władzy publicznej muszą postępować zgodnie z przepisami prawa i na podstawie jego przepisów.

To otworzy furtkę prowokacjom

- Jakim więc sposobem sąd, który jest organem władzy publicznej może przyjmować dowody zdobyte nielegalnie i nie naruszyć konstytucji? Kiedy sprawa nie była uregulowana w kodeksie i nie istniał ani zapis zakazujący używania takich dowodów, ani na to zezwalający, sądy odrzucały nielegalnie zdobyte dowody - przypomina sędzia. Tłumaczy, że zazwyczaj były to sprawy polityczne m.in.  afera z udziałem agenta Tomka i posłanki Beaty Sawickiej, czy afera gruntowa.

- Obecnie rządzącym nie podobało się, że zdobywane przez ich służby dowody były odrzucane przez sądy, bo uznawano je za owoce zatrutego drzewa. Dopuszczenie takich dowodów otworzy furtkę prowokacjom, które są przecież niedozwolone - mówi.

Jak podkreśla, nie chodzi tutaj o skuteczniejsze sądzenie np. zorganizowanych grup przestępczych. - W takich sprawach ten problem nie występuje. Przez całe swoje życie sądziłem dziesiątki gangsterskich spraw i nie pamiętam dowodów, co do których podniesionoby zarzut, że są one nielegalnie zdobyte - stwierdza Maciej Strączyński.

Sprzeciw polityków opozycji

Podczas debaty w Senacie zmianom sprzeciwiał się m.in. senator Bogdan Klich (PO). Wprowadzenie możliwości procesowego wykorzystania dowodów zebranych w wyniku działań przestępczych funkcjonariuszy państwowych jest rzeczą, która nie powinna zdarzyć się w cywilizowanym systemie prawnym.  W jego opinii ustawę należy czytać razem z ustawą o prokuraturze i z ustawą inwigilacyjną.

- Obawiamy się, że może to służyć do prowokacji wobec opozycji - mówiła Interii Katarzyna Lubnauer z ugrupowania Nowoczesna.

Zobacz także stanowisko w tej sprawie senatorów: Grzegorza Biereckiego (PiS) i Grażyny Sztark (PO):

Liczy się przede wszystkim dowód

- Zdecydowanie popieram zniesienie art. 168a Kodeksu postępowania karnego, który był ucieleśnieniem tzw. "teorii owoców zatrutego drzewa"  oraz wyrazem prymatu funkcji gwarancyjnej nad funkcją ochronną w polityce karnej - mówi nam z kolei Przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, prokurator Jacek Skała.

- Dla mnie jako prokuratora istotna jest treść dowodu. Jeżeli jest to dowód na zbrodnie zabójstwa, to mam z niego rezygnować tylko dlatego, że został zdobyty niezgodnie z procedurą i w rezultacie doprowadzić do tego, by zabójca nie poniósł odpowiedzialności? Takie dowody powinny być traktowane równorzędnie z innymi przy jednoczesnej, surowej prawnokarnej czy dyscyplinarnej ocenie zachowania funkcjonariusza, który złamał procedury - przekonuje prokurator Skała.

"Ten przepis dawał przewagę podejrzanym i oskarżonym"

- Art. 168a miał być narzędziem dla przestępców do uzyskiwania korzystnych rozstrzygnięć - dodaje i przekonuje, że to właśnie od poszukiwania uchybień w gromadzeniu dowodów miało się zaczynać konstruowanie linii obrony.

- Dobrze, że tego rozwiązania w kwietniu nie będzie już w kodeksie. Zniesienie art. 168a to właśnie powrót równości stron, bo  przepis ten dawał przewagę podejrzanym i oskarżonym. Zagrożenia wynikające z tego posunięcia rzeczywiście istnieją, ale wyłącznie dla przestępców. Zniesienie tego przepisu spowoduje, że nie będzie więcej umorzeń w głośnych sprawach, takich jak choćby ta dotycząca korupcji w Sądzie Najwyższym. Krótko mówiąc, wyeliminowanie tej regulacji jest ponad wszelką wątpliwość korzystne dla państwa i obywatela, ale nie tego popadającego w konflikt z prawem, tylko pokrzywdzonego przestępstwem - uważa Jacek Skała.

Odejście od kontradyktoryjności

Zmiany zaproponowane przez PiS w nowelizacji Kodeksu postępowania karnego polegają przede wszystkim na odejściu od kontradyktoryjnego procesu, w którym sędzia stał się bezstronnym arbitrem rozsądzającym spór między oskarżycielem a obroną. Przed zmianami funkcjonował model określany jako inkwizycyjny, w którym inicjatywa dowodowa, taka jak przesłuchiwanie świadków i zbieranie dowodów, ciążyła również na sądzie.

Najczęstsze zarzuty formułowane wobec nowelizacji, poza dopuszczeniem nielegalnie zdobytych dowodów, dotyczą m.in. zbyt krótkiego vacatio legis oraz cofnięcia reformy przygotowywanej od sześciu lat bez rzetelnego rozeznania jej skutków.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy