Reklama

Reklama

Odgrodzeni od rzeczywistości

Od wielu lat można zaobserwować w Polsce proces grodzenia terenów będących własnością wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. To naturalny proces po czasach socjalistycznej własności wspólnej, ale temat "gated communities" budzi ogromne emocje i jest powodem wielu dyskusji.

Moda na osiedla grodzone dotarła do Polski w latach 90. Trudno już spotkać nowo powstałe osiedle, które nie miałoby bram, szyfrów, kamer, strażników. Także stare bloki odgradza się dla prestiżu. Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym zamknięte osiedla są aż tak popularne. Są one wyznacznikiem metropolitarności. Zagraniczni badacze, dziennikarze przyjeżdżają do Polski, aby badać to zjawisko. Na zachodzie Europy takie osiedla należą do rzadkości i są raczej kojarzone z krajobrazem krajów Trzeciego Świata. W Berlinie jest tylko jedno takie osiedle, w Paryżu trzy, natomiast w Warszawie około 400.

Prestiż i bezpieczeństwo

Reklama

Osiedla grodzone, skupiając ludzi o zbliżonym statusie materialnym i społecznym, budują iluzyjne poczucie wspólnoty. Ludzie, wybierając mieszkanie na zamkniętym osiedlu, odreagowują, cieszą się tym, że mają coś swojego, chronią własność i uczą się gospodarować nią. Efektem tych zabiegów są piękne zadbane podwórka, zielone skwery i świetnie utrzymane place zabaw - dostępne tylko dla mieszkańców. Jednak płot to już nie tylko symbol lub element dekoracyjny, ale pilnie strzeżona granica, dzieląca przestrzeń publiczną w sposób sztuczny i niezgodny z zasadami obowiązującymi mieszkańców miast. Żeby odwiedzić znajomych należy się meldować ochroniarzowi, a samochód zostawić poza osiedlem lub na specjalnym parkingu dla gości. Ogrodzenie pozornie zapewnia poczucie bezpieczeństwa oraz prestiżu. Poczucie bezpieczeństwa jest jednak tam złudne, bo po pierwsze - poczucie zagrożenia i podejrzliwość wcale nie znikają wraz z kolejnymi zasiekami, a po drugie - otaczający świat obserwowany zza krat jawi się jako coraz bardziej niebezpieczny i wrogi. Można powiedzieć, iż kupujemy bezpieczeństwo na rynku.

Niechęć do sąsiadów

Poza tym pozorne ogrodzenie i ochroniarze wcale nie chronią przed złodziejami. Nie możemy też liczyć na sąsiadów, którzy zainteresują się tym, co dzieje się z naszym mieszkaniem podczas nieobecności, ponieważ przeważnie ich nie znamy. Niechęć do obcych, która przyczyniła się do tego, że ludzie zdecydowali się odseparować od innych, przeradza się w niechęć do sąsiadów. W tych, którzy się odgradzają, niechęć do innych może się jeszcze bardziej pogłębiać. Ludzie chcą się ogrodzić, żeby ich dzieci mogły się bezpiecznie bawić, a potem okazuje się, iż nie mają się one z kim już bawić.

Płoty w ogrodzeniach

Płot jest pierwszą wyraźną granicą, a potem pojawia się grodzenie wtórne. W wielu dyskusjach przywoływany jest przykład warszawskiego osiedla Marina Mokotów - miasta w mieście. Teren 32 ha jest ogrodzony, a pojawiło się także grodzenie wtórne - płoty mają też poszczególne budynki. Osoby, które zapłaciły za mieszkanie więcej, odgradzają się od tych, którzy zapłacili mniej.

Jednym z wyznaczników prestiżu jest mieszkanie w czystej i zadbanej okolicy. Tego w naszych miastach brakuje. Jest brudno, panuje architektoniczny nieład. Ogrodzenie daje właśnie taką namiastkę porządku. Coraz wyraźniej widać granicę między tym, co publiczne, a tym, co prywatne. Chodnik przy prywatnym obiekcie jest równy, dobrze oświetlony, a zieleń zadbana, natomiast przestrzeń publiczna ulega degradacji.

"Dyskurs psiej kupy"

Jak twierdzi dr Jacek Gądecki, który był gościem spotkania "Zamknięte osiedla - otwarte pytania" zorganizowanego w Małopolskim Instytucie Kultury w Krakowie, pojawia się tutaj coś, co on sam nieco żartobliwie nazywa "dyskursem psiej kupy". - Niby to nie do końca poważne, ale to właśnie psia kupa urasta do rangi symbolu tego wszystkiego, od czego chce się uciec za ogrodzenie: brudu, braku kultury czy wręcz chamstwa - uważa Gądecki. Według niego zamknięte osiedle jest symbolem beznadziejnego uwikłania współczesnego Polaka. Żyje on w świecie nieustającej rywalizacji. Radzi sobie w nim dobrze, ale płaci za to wysoką cenę - nie tylko w postaci różnych chorób, brakuje mu także poczucia wspólnoty i bezpieczeństwa. Za zarobione w tej brutalnej konkurencji pieniądze próbuje kupić sobie poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa - tyle że to nie wychodzi. Stąd frustracja: przecież tyle zapłaciłem, a i tak mam sąsiada chama, który myśli, że mu wszystko wolno.

Więcej na ten temat można przeczytać w książce Jacka Gądeckiego "Za murami. Osiedla grodzone w Polsce - analiza dyskursu".

Joanna Wałęga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy