Reklama

Reklama

Nielegalny handel dziećmi z Ugandy do USA?

Kiedy 64-letnia Agatha Namusisi posłała wnuka na leczenie do zagranicznej kliniki, sądziła, że wkrótce znów go zobaczy. Ponad rok później obawia się, że zniknął na dobre. O problemie nielegalnej adopcji dzieci z Ugandy pisze AFP.

Siedmioletni wnuk Namusisi wraz z opiekunem wyruszyli w podróż do Stanów Zjednoczonych w maju ubiegłego roku. Operację zdeformowanego kręgosłupa chłopca zorganizowała chrześcijańska organizacja charytatywna z Arizony.

To jeden z licznych przypadków, kiedy mogło dojść do nielegalnej adopcji dzieci z Ugandy. Jej przyczyny czasem tkwią w nieporozumieniu, zaniedbaniu, niekiedy są to jawne przestępstwa. Władze podają, że liczba sierot wyjeżdżających z Ugandy do USA wzrosła w latach 2006-2013 czterokrotnie.

Organizacja zajmująca się pomocą afrykańskim dzieciom (ACC) opłaciła podróż Mohammada Luwasiego, wnuka Namusisi, na operację do Stanów Zjednoczonych, po tym jak dowiedziała się o jego problemach zdrowotnych.

Reklama

Prawdopodobnie na podstawie fałszywych dokumentów chłopiec został uznany za sierotę. Organizacja przejęła nad nim opiekę i, jak uważa Dickson Ogwang z ambasady Ugandy w Waszyngtonie, planuje adopcję dziecka w USA.

Ojciec siedmiolatka, 29-letni stolarz Isha Ssemata, chce odzyskać syna. "Tęsknie za nim. Nie chcę, żeby ktokolwiek adoptował moje dziecko" - podkreśla.

Los nie był dla mężczyzny łaskawy. Po śmierci żony nie mógł samodzielnie zaopiekować się niepełnosprawnym synem, dlatego wysłał go do babci. Nie stać jej było na kosztowne leczenie wnuka, dlatego - kiedy pojawiła się szansa na operację - skorzystała z propozycji organizacji charytatywnej.

"Podpisałam dokumenty. Nie umiem czytać, ale wiedziałam, że mają pomóc chłopcu w dostaniu się do Ameryki na zabieg" - wspomina babcia.

W Ugandzie nie ma odpowiednika słowa "adopcja", jakie rozumiemy. Nie ma mowy o trwałym oddaniu dziecka obcym. Wysyłanie pociech za granicę głównie związane jest z podjęciem nauki w szkole z internatem lub praktyką zawodową.

Wątpliwe okoliczności

W maju parlament Ugandy debatował na temat wątpliwych okoliczności, w których setki dzieci opuszczają kraj, chociaż 80 procent uznanych za sieroty maluchów ma żyjących krewnych. Rząd wkrótce wyda raport, w którym przedstawi zarzuty dot. możliwej korupcji i oszustw w międzynarodowych adopcjach.

Vikki Kattman, prezydent ACC, odpiera zarzuty o próbę nielegalnej adopcji  Mohammada Luwasiego. Zapewnia, że chłopiec wróci do Ugandy. Na wiadomo natomiast kiedy to nastąpi. Sprawą siedmiolatka zajmuje się stołeczny sąd w Kampali.

Przedstawiciel rządu James Kabogozza przyznał, że międzynarodowe adopcje stały się w Ugandzie dobrze prosperującym biznesem. Zaapelował do potencjalnych rodziców adopcyjnych o większą nieufność w stosunku do agencji, kiedy zapewniają, że dziecko jest sierotą.

"Adopcja dzieci z Ugandy przez obywateli USA jest przesiąknięta korupcją i nieetycznymi praktykami" - ocenił anonimowo pracownik jednej z organizacji zajmujących się ochroną praw dzieci.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy