Reklama

Reklama

NATO wobec "światowej łamigłówki" bezpieczeństwa

Zdj. ilustracyjne /AFP

Wypowiedź ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego w Monachium, który stwierdził, że umowa NATO-Rosja z 1997 roku już nie obowiązuje, wzbudziła mieszane reakcje. W istocie - zauważa prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog i rosjoznawca - kwestią sporną jest to, jakie jest znaczenie tego dokumentu. W obliczu skomplikowanych relacji NATO z Rosją trwa ustalanie stanowisk przed lipcowym szczytem w Warszawie.

Jednym z założeń tzw. Aktu Stanowiącego - jak wyjaśniał 13 lutego br. zgromadzonym na sesji monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa szef polskiego MSZ - był zakaz rozmieszczania na terytorium nowych krajów NATO oddziałów i instalacji wojskowych.

"Ta część deklaracji przestała obowiązywać" - zaznaczył. Jego zdaniem, deklaracja została wydana "w zupełnie innej politycznej sytuacji", kiedy inna była Rosja, inna była też sytuacja bezpieczeństwa. Zastrzegł jednocześnie, że druga część deklaracji dotycząca kanałów komunikacyjnych z Rosją powinna nadal obowiązywać.

Reklama

Łamigłówka o zasięgu światowym

W istocie - zauważa prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog i rosjoznawca - kwestią sporną jest to, jakie jest znaczenie tego dokumentu. W obliczu skomplikowanych relacji NATO z Rosją trwa ustalanie stanowisk przed lipcowym szczytem w Warszawie.

Trzeba pamiętać, że stosunki Sojuszu i Federacji Rosyjskiej osadzone są w realiach konfliktu na Bliskim Wschodzie, walki z Państwem Islamskim, a także wojną rosyjsko-ukraińską.

- Podjęte w Warszawie decyzje będą niezwykle ważne. Muszą być jednak poprzedzone rozwiązaniem pewnej łamigłówki, która komplikuje się coraz bardziej - powiedział w rozmowie z Interią prof. Marciniak.

Zobowiązanie, które nie padło

Przypomnijmy, że Sojusz już raz stanowczo wypowiadał się w kwestii wzmocnienia wschodniej ściany NATO, odpowiadając na zarzuty Rosji.

"Wysocy urzędnicy rosyjscy twierdzą, że ich amerykańscy i niemieccy partnerzy obiecali w 1990 roku, że NATO nie będzie się rozszerzać na państwa Europy Środkowej i Wschodniej, budować infrastruktury wojskowej w pobliżu granic Rosji oraz na stałe rozmieszczać tam jednostek wojskowych" - zauważono w wydanym w kwietniu 2014 roku dokumencie, który przygotowano w 28 językach. (Wersja w języku polskim dostępna TUTAJ)

Odpowiedź była jasna: "Żadne takie zobowiązanie nie zostało złożone i nigdy nie przedstawiono żadnych dowodów, które stanowiłyby podstawę zarzutów Rosji".

"Zarzuty dotyczące zobowiązania się NATO do nieumieszczania infrastruktury Sojuszu blisko granicy Rosji są również nieprawdziwe" - napisano.

Cytowany dokument to obszerne dementi wystosowane w odpowiedzi na oskarżenia ze strony Rosji.

Zarzuty z Krymem w tle

Oskarżenia ze strony Rosji pod adresem NATO padły po tym, jak światowe instytucje potępiły aneksję Krymu i działania rosyjskie na Ukrainie.

Uporządkujmy: 21 marca 2014 roku prezydent Władimir Putin podpisał akty ratyfikacyjne traktatu o przyjęciu Republiki Krymu do Federacji Rosyjskiej.

Potępiła to m.in. Rada Europy, która nie uznała przeprowadzonego na Krymie referendum. 42 państwa na forum Rady Praw Człowieka ONZ przyjęły oświadczenie, w którym wyraziły wsparcie dla zachowania integralności terytorialnej Ukrainy i zaniepokojenie losem Tatarów krymskich a także zaginionych na terenie półwyspu dziennikarzy i aktywistów. Referendum na Ukrainie za nielegalne uznało NATO (cytowany poniżej dokument z kwietnia 2014 roku).

Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ (nr 68/262 z 27 marca 2014) uznała, że aneksja Krymu jest sprzeczna m.in. Aktem Końcowym Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (z 1 sierpnia 1975) czy Deklaracją Zasad Prawa Międzynarodowego (z 24 października 1970). Nie jest ona jednak prawnie wiążąca.

Na początku kwietnia 2014 roku podczas spotkania szefów dyplomacji NATO w Brukseli ówczesny sekretarz generalny Sojuszu Anders Fogh Rasmussen deklarował: "Obrona zaczyna się od odstraszania. Nie powiodą się żadne groźny wobec sojuszników NATO".

Putin odwraca kota ogonem

Tymczasem polityka zagraniczna Rosji przesiąknięta była zarzutami pod adresem Sojuszu Północnoatlantyckiego.

"Agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy doprowadziła do międzynarodowej izolacji Moskwy, w tym do zawieszenia przez NATO całej praktycznej współpracy z Rosją. Aby odwrócić uwagę od swoich działań, Rosja wysunęła serię oskarżeń przeciwko NATO, które są oparte na błędnych interpretacjach faktów oraz ignorują wieloletni wkład NATO w budowę partnerstwa z Rosji" - napisano we wstępie cytowanego dokumentu.

Następnie odniesiono się bezpośrednio do działań Rosji na Ukrainie:

"Od początku kryzysu (na Ukrainie - red.) NATO podejmuje kroki w celu zwiększenia świadomości sytuacyjnej oraz wzmocnienia obronności swoich wschodnich członków. To także jest w pełni zgodne z Aktem Stanowiącym i bezpośrednio wynika z destabilizujących działań wojskowych Rosji". Wyraźnie zwrócono też uwagę na to, że Akt stwierdza, że Rosja będzie się wykazywać taką samą powściągliwością w rozmieszczaniu sił konwencjonalnych w Europie.

Działanie Rosji wobec wschodniego sąsiada Polski określono "agresją przeciwko Ukrainie", która jest "jaskrawym pogwałceniem tego zobowiązania".

Co na piśmie, a co w życiu

- Rosjanie od dawna twierdzą, że były przyjęte jakieś zobowiązania. Ich nie ma na piśmie, ale z drugiej strony, można powiedzieć, że widać je w sferze realnej - komentuje prof. Marciniak. I wyjaśnia: - Nie nastąpiło przesunięcie infrastruktury, mimo że o tym mówiono już w Newport (szczyt NATO w Walii we wrześniu 2014 r. - red.).

Jak tłumaczy profesor, przez długi czas oficjalna teza była taka, że infrastruktura nie została przesunięta na wschód, bo nie było takiej potrzeby. - Teraz mówi się już o tym, jakie bazy mają zostać umieszczone na wschodniej flance, czy rozlokowanie jednostek będzie miało charakter czasowy czy stały, jaka wielkość itd. - dodaje.

Profesor wskazuje na cały szereg powiązań, wobec których stoi NATO. - Jednymi z nich są zagrożenia na flance wschodniej i zagrożenia wynikające z konfliktu bliskowschodniego. Te problemy nie są od siebie oddzielone - mówi. Wśród wielu uczestników konfliktu w Syrii bezpośrednio zaangażowane są Rosja i Turcja. 

- Państwa te są po przeciwstawnych stronach barykady. Doszło i dochodzi do różnych incydentów, a Turcja jest członkiem NATO, co bezpośrednio angażuje Sojusz - zauważa nasz rozmówca.

- Działania Turcji na Bliskim Wschodzie są jednak raczej podejmowane na własną rękę. Ta gra jest niekoniecznie we wszystkich elementach uzgodniona z sojusznikami z bloku północnoatlantyckiego. To czyni w ogóle ten kompleks zagrożeń dla bezpieczeństwa niezwykle złożony - dodaje.

Czy istnieje recepta na wzmocnienie bezpieczeństwa strefie wpływów NATO? Zdaniem gen. Stanisława Kozieja, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, członka polskiej delegacji na szczycie w Newport, dobrym rozwiązaniem jest zacieśnienie współpracy Sojuszu z Unią Europejską. Jego zdaniem, najlepszą odpowiedzią byłby "euroatlantycki tandem bezpieczeństwa" NATO i UE, który czerpałby z potencjału militarnego Paktu i niemilitarnego Wspólnoty.
 
Zobacz więcej: Rosyjski neoimperializm zagrożeniem dla Polski. Jak się przeciwstawić Putinowi?


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje