Reklama

Reklama

Największe gafy na szczytach władzy

Wznoszenie toastów cudzym kieliszkiem, dyskretne schowanie do kieszeni cudzego pióra, zbyt żartobliwe komentowanie strojów głów państw. Gafy, wpadki, faux pas, czyli błyskotliwe wprowadzenie do systemu dyplomatycznych symboli, kodów i ceremonii.

Zwykła nieuwaga czy głupota? W marcu 2015 roku minister spraw zagranicznych Rumunii Bogdan Aurescu wręczył szefowi niemieckiej dyplomacji Frankowi-Walterowi Steinmeierowi broszurę o 135 latach stosunków bilateralnych. Niestety na okładce broszury pomylono mapy - zamiast konturu Niemiec widniał na niej kontur Francji w barwach niemieckiej flagi.

Za ten żenujący błąd sam minister Aurescu oficjalnie przeprosił Berlin i równocześnie wyrzucił z pracy rzeczniczkę resortu, która miała być odpowiedzialna za tę wpadkę. 

W 2005 roku prezydent George W. Bush rozpoczynając wizytę na Słowacji, przywitał się z czekającym na niego na płycie lotniska premierem Mikulášem Dzurindą, nie zdejmując rękawiczek.

Reklama

Co gorsza, Bush nie zdjął rękawiczek, nawet ściskając dłonie małżonek słowackich polityków. Gdy opuszczał Bratysławę, rękawiczki już zdjął.

W 2003 roku małżonek królowej Elżbiety II książę Filip podczas spotkania z prezydentem Nigerii Oluşẹgunem Ọbasanjọ, ubranym w tradycyjne szaty, poczęstował gościa dowcipną uwagą, porównując jego ubranie do pidżamy: "Wygląda pan, jakby szykował się do spania!"

Źle skończył się żart japońskiego ministra sprawiedliwości Minoru Yanagidy, który w 2010 roku z rozbrajającą szczerością stwierdził, że ma łatwą pracę bo wystarczy, że powtarza dwa zdania: "Powstrzymuję się od komentowania konkretnych spraw" i "Mamy do czynienia ze sprawą, która znajduje oparcie w dowodach i prawie".

Minister, postawiony pod pręgierzem publicznej krytyki, ugiął się i musiał złożyć rezygnację.

Václav Klaus, podpisując umowę z prezydentem Chile Sebastiánem Piñerą w 2011 roku poczuł się nazbyt komfortowo i gdy umowa została podpisana, dyskretnie zaczął oglądać pióro, którym złożył podpis.

Tak mu się spodobało, że powoli schował je pod stół, a następnie umieścił w kieszeni, a dla niepoznaki zamknął pudełko, w którym spoczywało. Filmik z tego wydarzenia pokazały telewizje na całym świecie. Pióro z niebieskiego półszlachetnego kamienia lapis lazuli warte było około 700 dolarów i było to dzieło sztuki chilijskich jubilerów.

W 2011 roku w Irlandii, podczas tournée Baracka Obamy po Europie limuzyna z amerykańskim prezydentem zwana "bestią" wyjeżdżała z ambasady USA w Dublinie.

Nagle tłum zgromadzonych przed bramą gapiów wykrzyknął głośne: "Ooo!" bo słynne ponaddziewięciotonowe czarne auto z hukiem zatrzymało się w bramie wyjazdowej na znajdującym się tam progu, który okazał się na tyle wysoki, że pancerna limuzyna utknęła i częściowo na nim zawisła. Obama musiał się przesiąść a auto trzeba było podnieść i odholować na lawecie. 

Ta gafa jest nauczką dla wszystkich polityków, aby przy aparatach fotograficznych mieć się na baczności. To słynne zdjęcie źle się skończyło zwłaszcza dla dwóch polityków: premiera Kanady Stephena Harpera, i premiera Włoch Silvio Berlusconiego.

Uwiecznione zostały na nim ich spojrzenia skierowane na kucającą przed nimi kobietę, przekładającą kartki z nazwiskami polityków, podczas robienia sobie family photo. 

Podczas spotkania Trójkąta Weimarskiego w Pałacu w Wilanowie w 2011 roku ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy z powodu deszczu padli ofiarą drobnego niedopatrzenia. Ochrona prezydenta miała najwidoczniej tylko jeden parasol pod ręką, który otwarto nad głowami prezydenta Komorowskiego i kanclerz Merkel; prezydent Sarkozy został na deszczu.

Ta tzw. wpadka z "talking hat", czyli gadającym kapeluszem była prawdziwym koszmarem dla szefa amerykańskiego protokołu. Podczas wizyty państwowej w Stanach Zjednoczonych w 1992 roku na spotkaniu w ogrodzie Białego Domu z prezydentem George’em Bushem królowa Elżbieta II miała pecha, bo zza zbyt wysokiego jak dla niej pulpitu wyłaniał się sam purpurowo-biały kapelusz.

Następnego dnia królowa, przemawiając jako jedyny brytyjski monarcha w Kongresie, rozpoczęła dowcipnie od zdania: "Mam nadzieję, że dziś widzą mnie państwo z miejsca, w którym siedzą".

W 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski podczas oficjalnego obiadu na cześć szwedzkiej pary królewskiej wznosząc toast, zamiast posługiwać się własnym kieliszkiem z szampanem porwał inny - należący do monarchini. Gdy kończył przemówienie, a królowa Sylwia zorientowała się, w jak trudnym położeniu będzie lada chwila, dała porozumiewawczo sygnał mężowi.

Król Gustaw uratował sytuację, podając żonie kieliszek polskiego prezydenta.

Zdjęcia i cytowane fragmenty pochodzą z książki "Przywitaj się z królową. Gafy, wpadki, faux pas i inne historie" Łukasza Walewskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje