Reklama

Reklama

Misio strzela w prezydencką stopę

Łapałem się za głowę, przecierałem oczy, piłem sole trzeźwiące i cały czas nie mogłem wyjść ze zdumienia...

To co ekipa prezydenta (na czele z tym, który ratować miał wizerunek Pierwszego Obywatela) wyczyniała wokół wycofania wojsk z Iraku to był popis PR-owskiej nieudolności i bezmyślności. Obronę sprawy nie tylko przegranej, ale i niepopularnej można śmiało zaliczyć do jednego z boleśniejszych strzałów w prezydencką stopę.

Reklama

Czy sposób w jaki prezydent dowiedział się o przyszłorocznym wycofaniu wojsk z Iraku był szczytem politycznej elegancji i koabitacyjnym wzorcem z Sevres? Oczywiście nie. Oczywiście mogę sobie wyobrazić, że Donald Tusk bierze pod rękę Bogdana Klicha i przed expose obaj raźno maszerują do prezydenta, by przedstawić mu szczegółowy plan ewakuacji wojsk. Panowie tego nie zrobili. I śmiem podejrzewać, że mogło to nie być przypadkowe, że mogli mieć w tym swój zamysł, że trafnie przewidzieli jaka może być reakcja Pałacu Prezydenckiego. Więc sobie poczekali. A warto było...

Z okolic Pałacu, najpierw zaczęły docierać pomruki niezadowolenia. Michał Kamiński (wybaczcie Państwo nazwanie go w tytule Misiem, ale naprawdę przez wiele lat nikt się do niego inaczej nie zwracał, więc chyba nie naruszam powagi urzędu) najpierw oświadczył, że Donald Tusk jest nieelegancki i że ,,chce maskować brutalną i bardzo twardą politykę względem prezydenta miękkimi słowami", a potem wypalił, że Prezydent nie zamierza podpisać wniosku o wycofanie wojsk w 2008. I zrobiła się chryja. Były ostre oświadczenia, odgrażanie się, że skoro tak, to żołnierze muszą wrócić przed Sylwestrem, no i delikatne sączenie do uszu Polaków: "Zobaczcie jacy oni są, my chcemy się wycofać, wy chcecie się wycofać, a Oni - przeszkadzają". A traf chciał, że dwa dni po tym, gdy Michał Kamiński, powiedział co powiedział, agencje światowe nadały następującą depeszę "Rada Bezpieczeństwa ONZ przedłużyła do końca przyszłego roku mandat sił wielonarodowych w Iraku, o co wnosił rząd tego kraju. Władze Iraku zapowiadały, że ma to być ich ostatnia prośba o przedłużenie mandatu wojsk" i wyszło na to, że Pałac Prezydencki już kompletnie nie wie co robi, że rzecznik prezydenta, ma ochotę, ni mniej ni więcej, tylko na to, by nasi żołnierze nie tylko, że nie wyszli przed przyszłorocznym listopadem, ale zostali w Iraku dłużej niż chce tego rząd w Bagdadzie i Rada Bezpieczeństwa ONZ. Kompletny absurd.

Na szczęście dla Prezydenta, gdy sprawy zaszły już daleko, na plac boju został wysłany ,,dobry policjant" w osobie szefa BBN - Stasiaka. Ten jakoś załagodził spór, który - zdaje się, że skończy się jednak po myśli rządu. Donald Tusk zyskał trochę punktów, a w dodatku mógł pojechać do Iraku w aureoli tego, który sprawił, że "to ostatnia Wigilia jaką żołnierze spędzają na pustyni". Prezydencka stopa pewnie za kilka dni się zabliźni, ale parę kropli krwi, znów z niej uleciało. I po co ci to Misiu było?

Dowiedz się więcej na temat: żołnierze | Donald Tusk | Nie | wojsko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama