Reklama

Reklama

Maliszewski: Za wcześnie, żeby PO wkładać do trumny

- Platforma walczy o przetrwanie, ale za wcześnie, żeby wkładać PO do trumny - ocenia dla czytelników Interii kondycję partii rządzącej dr hab. Norbert Maliszewski.

Coraz częściej i coraz głośniej mówi się o kompletnym upadku Platformy Obywatelskiej. Najnowsze wydania tygodników opinii donoszą bez ogródek:  "To już jest koniec. Kopacz w histerii, Komorowski w depresji" ("wSieci"), "Partia, która kochamy nienawidzić. Po co komu PO?" ("Newsweek"), "Upadek. Tusk i Kopacz płacą cenę za lata zaniedbań?" ("Wprost"), "Konwulsje władzy" ("Do Rzeczy").

Reklama

W sieci huczy od nieprzychylnych rządzącej partii komentarzy. Wielu komentatorów politycznych podkreśla, że PO jest już "zmęczona władzą". To tylko zadyszka czy może liczne afery poskutkowały trwałą, wykluczająca z dalszego biegu, kontuzją? Poprosiliśmy o komentarz dr hab. Norberta Maliszewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistę w zakresie marketingu politycznego.

W ocenie eksperta, Platforma jest na równi pochyłej, ale nie czeka jej los Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli spadek do kilku procent poparcia. - Choć po ośmiu latach PO zużyła się, wciąż walczy o poparcie na poziomie dwudziestu procent - zaznaczył w rozmowie z Interią.

Kiepską kondycję PO może wykorzystać np. ugrupowanie Pawła Kukiza. - Są ludzie, którzy nie są przekonani do jego postulatów, np. JOW-ów, ale po prostu chcą zmiany. Dlatego niejako na złość premier Kopacz odmrożą sobie uszy i zagłosują na Kukiza - prognozował ekspert.

Alternatywą dla wyborców Platformy może być ugrupowanie Ryszarda Petru NowoczesnaPL. W ocenie Maliszewskiego, ten jednak nie jest przekonujący dla tej części elektoratu, która uwikłana jest w kredyt we frankach. - Petru, jako ekspert, wypowiadał się o bezpieczeństwie tego kredytu i teraz nie jest wiarygodny. Z braku odpowiedniej alternatywy, twardy elektorat zostanie przy Platformie - podkreślił Maliszewski. 

Jest jednak inna grupa - jak zaznaczył specjalista - która po czasie "ciepłej wody w kranie" i zajmowaniu się małymi sprawami, takimi jak wykorzystywanie środków unijnych, budowa przedszkoli czy autostrad, będzie potrzebowało reformatora i opuści PO.

- Platforma dopuści świeżej krwi, ale to wciąż mało wiarygodne. A premier Kopacz jako reformator? Konwencja "antyprzemocowa" czy uregulowanie kwestii in vitro to symboliczne, ale za małe rzeczy, żeby móc obecną premier nazwać reformatorką - ocenił ekspert. - Ewa Kopacz stara się robić to samo, co Donald Tusk w czasie kryzysu. Krok do tyłu, czyli dymisje w odpowiedzi na nastroje społeczne. Dwa kroki do przodu, czyli nowe twarze, nowe pozycjonowanie, zapowiedź nowego programu. Tylko Kopacz jest prawie Tuskiem. A prawie robi różnicę - dodał.

W ocenie naszego rozmówcy - mimo że najbardziej prawdopodobne wydaje się zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w jesiennych wyborach -  za wcześniej na "wkładanie PO do trumny". - Ta partia wciąż ma szanse na mniej więcej dwudziestoprocentowe poparcie - powiedział Maliszewski. - Ktoś musi mieć program z krwi i kości i struktury, żeby całkowicie zagarnąć elektorat Platformy. Wciąż mówimy o nastrojach, a to zawsze jest "płynne" - podsumował specjalista. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne