Reklama

Reklama

Kurdowie: Kim są i o co walczą?

O tym, kim są peszmergowie, jakie pobudki kierują bojownikami YPG, o roli Rosji w kurdyjskich potyczkach i o tym, w czym Kurdowie przypominają Polaków rozmawiamy z Witoldem Gadowskim, współautorem filmu "Insha Allah. Krew męczenników" o Państwie Islamskim.

Rozmowa jest poszerzoną wersją wywiadu, którego fragmenty dotyczące Kurdów, opublikowaliśmy w artykule Jak zatrzymać Państwo Islamskie. "Tygodniowa ofensywa lądowa"

Justyna Tomaszewska, Interia: Co sprawia, że Kurdowie - przez ługi czas jako jedyni na lądzie - byli w stanie odeprzeć ataki Państwa Islamskiego?

Witold Gadowski: - To fenomen historyczny. Od początku, gdy Kurdowie wyodrębnili się jako obca na tamtym terenie - bo indoeuropejska - grupa etniczna, nie posiadali swojego państwa. Mieli tradycję księstw, które stale walczyły między sobą o wpływy w regionie i z zewnętrznymi przeciwnikami.

Reklama

- Żołnierze kurdyjscy byli najbardziej poszukiwanymi najemnikami na tamtym terenie. Wytrwali wojownicy, okrutni w walce. Np. Saladyn, który odbił z rąk krzyżowców Jerozolimę w XII wieku, był Kurdem. Wojownicy ci odgrywali i piękne i straszne role w historii. Czarną kartą w dziejach żołnierzy kurdyjskich jest z pewnością masakra Ormian.

- Myślę, że właśnie w historii tkwi fenomen ich waleczności. Kurdowie ubolewają, że od końca lat 80-tych ub. wieku, czyli od operacji Al-Anfal, kiedy Saddam Husajn użył wobec nich broni chemicznej, nie toczyli otwartej wojny. Czyli wyrosło całe pokolenie Kurdów, którzy nie walczyli. 

Do teraz.

- Tak, a w związku z tym mówili, że mają gorsze, słabsze pokolenie. To nie oznacza, że nie toczyli bojów między sobą. Nawet w parlamencie doszło do strzelaniny pomiędzy zwolennikami Talabanich (i tym samym Patriotycznej Unii Kurdystanu kierowanej dziś przez Dżalala Talabaniego - red.) a Barzanich (Masud Barzani jest liderem Demokratycznej Partii Kurdystanu - red.). Walczyli też z komunistyczną YPG. Nie toczyli jednak otwartej wojny z zewnętrznym przeciwnikiem.

- Kurdowie nie spodziewali się ataku ze strony Państwa Islamskiego. Uważali, że bojownicy uderzą na południe, czyli na terytoria szyickie. Atak jednak przypuszczono na Mosul, potem na Ibril. Kurdowie musieli się bronić. To jest jedno ramię kurdyjskiej walki z ISIS - peszmergowie.

Czyli ludzie, którzy patrzą śmierci w oczy.

- Oddziały peszmerga podlegają Masudowi Barzaniemu, prezydentowi autonomicznego rządu kurdyjskiego w północnym Iraku, liderowi Demokratycznej Partii Kurdystanu. Dzisiaj peszmerga to propagandowe hasło, które stale słyszy się w Kurdystanie, widzi się plakaty zachęcające do walki. Peszmergowie są bardzo przywiązani do swojego etosu bojowego. Mężczyzna nie może uciec, nie może się zhańbić na polu bitwy. 

- Drugie ramię walki z Państwem Islamskim stanowią powszechne jednostki samoobrony YPG (czyt. Japaga, Ludowe Jednostki Ochrony). To formacje marksistowskie związane ze zdelegalizowaną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). PKK powstała w 1978 roku a jej lider - Abdullah Ocalan, znany też jako "Apo", jest kultową postacią w środowisku YPG, traktowany niemal jak święty. Dziś siedzi w tureckim więzieniu.

Gdzie działa PKK?

- Formacje PKK działają przede wszystkim na terenie Rożawy, czyli północnej Syrii, oraz na terenie południowej Turcji. Trzeba pamiętać, że tereny południowej i południowo-wschodniej Turcji zamieszkałe są przez mniejszość kurdyjską - około 22 mln mieszkańców Turcji to Kurdowie.

- Z terenu Rożawy YPG wyparła wojska Państwa Islamskiego, obroniła Kobane, odbiła Tall Abjad. Cała północna Syria jest pod kontrolą YPG. Jednostki YPG - już nie tak licznie - pojawiają się też w górach Irackiego Kurdystanu i górach Iranu.

- Nie podlegają Barzaniemu, nie są związani z motywacjami religijnymi, kierują się specyficznie rozumianym marksizmem. Wśród bojowników PKK działa też wiele oddziałów kobiecych. YPG zarzuca się terrorystyczne działania. To w dużej mierze prowokacje tureckie, choć oczywiście można znaleźć przykłady aktów terroryzmu z ich strony.

Tak jak zamach w Ankarze, do którego przyznało się TAK - teoretycznie odłączone od YPG, ale specjaliści wskazują powiązania? 

- Moi znajomi z YPG mówią, że TAK, czyli Sokoły Wolności Kurdystanu, to prowokatorzy tureccy. Mała organizacja, która organizowanymi zamachami chce, żeby na cały naród kurdyjski padł cień terroryzmu.

Kurdowie walczą między sobą, jednoczą się w walce z Państwem Islamskim, a jak jest z Turcją?

- Z Turcją walczy YPG. 

Peszmergowie nie?

- Nie, bo Barzani dąży do porozumienia z Ankarą. To poważny polityk, który chce, by po raz pierwszy w historii powstało państwo kurdyjskie. 

W tym momencie formalnie Kurdystan jest iracki.

- Formalnie jest jeszcze zależny od Iraku, ale praktycznie Bagdad niewiele już może na tym terenie. Mają swój parlament, swoje partie, swoją władzę. Barzani prowadzi politykę. Firmy tureckie dużo budują w Kurdystanie Irackim, utrzymywane są stosunki dyplomatyczne z Ankarą. Nie mogą walczyć z Turcją. 

- Natomiast YPG to zupełnie inna historia. To marksiści, którzy nie uznają układów, które zawiera Barzani. Mimo to YPG i Peszmergowie potrafią połączyć siły we wspólnej walce z Państwem Islamskim. Zupełnie jak Polacy. W razie zagrożenia są w stanie kłótnie odłożyć na bok i razem stawić mu czoła...

Jaką rolę w całym tym kotle odgrywa Rosja? Czy komunistyczna YPG zwraca się w stronę Kremla?

- Można powiedzieć, że to wsparcie Rosji "faluje". W latach 80-tych Związek Sowiecki bardzo mocno wspierał Ocalana. Przyjeżdżali instruktorzy rosyjscy, przywozili broń. Kurdowie byli szczuci na Turcję. Potem za Jelcyna to się uspokoiło i też działalność zbrojna YPG przygasła. Od lipca zeszłego roku trwa wojna między Kurdami tureckimi a armią turecką. Rosjanie są w tym bardzo aktywni. Pchają Kurdów do wojny z Turcją. Stosunki między Ankarą a Moskwą są popsute, więc "im gorzej tym lepiej".

Większość Kurdów wyznaje islam... 

- ...Chyba, że są marksistami. Wtedy nie wyznają żadnej religii. Peszmergowie są muzułmanami.

Pisał pan, że są innymi muzułmanami niż Arabowie - inna mentalność, inna higiena, inne obyczaje. 

- W większości są sunnitami, podobnie jak bojownicy Państwa Islamskiego. Ale znacznie się różnią. Ideolodzy IS uważają, że Kurdowie są "murtadini" - apostatami, zdrajcami, odstępcami, bo podnieśli miecz przeciwko wyznawcom Allaha, czyli tym bardziej zasługują na śmierć.                             

Bardziej niż niewierni z Europy?

- Bardziej niż my.

Kiedy zdradzili?

- Wtedy, kiedy zaczęli walczyć z Państwem Islamskim. Każdy pojmany bojownik kurdyjski jest zabijany. Mimo że Kurdowie naprawdę wyznają islam. Widziałem wielu żołnierzy, którzy modlili się w kierunku Mekki.

- Kurdowie mają jednak inny stosunek do religii niż np. Arabowie, co również wynika z historii. Kurdowie jakieś 2,5 tys. lat temu byli zaratustrianami i jazydami. Potem rozprzestrzeniło się tam chrześcijaństwo, które dominowało do czasu podbicia przez kalifat arabski w VII wieku, kiedy ludność została zislamizowana.  

Ale państwowości nie tworzą na podstawie religii.

- Nie, przy myśleniu o swoim państwie Kurdowie nie zwracają uwagi na religię. Dla nich - inaczej niż dla Arabów - najważniejsze są powinności wobec własnego narodu, klanu i rodziny. Rożawa, czyli północna i północno-wschodnia Syria, Iracki Kurdystan i wschodnia Turcja to dla nich ojczyzna. Wobec niej i wobec klanu mają powinności w pierwszej kolejności. Dopiero potem wobec religii.

- Arabowie mają inaczej. Ich ojczyzną jest islam. To duża różnica w mentalności.

A w obyczajowości?

- Kurdowie między innymi dopuszczają większy liberalizm w stosunku do kobiet. Tamtejsze kobiety ubierają się po europejsku, nie zasłaniają twarzy, czasem noszą chusty na głowie. 

Rozmawiała Justyna Tomaszewska

Jak zatrzymać Państwo Islamskie. "Tygodniowa ofensywa lądowa"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne