Reklama

Reklama

Kto zastąpi Jarosława Kaczyńskiego? "Gwałtowna wolta nie jest łatwa do przeprowadzenia"

O nikłych szansach Kornela Morawieckiego na wybicie się na niezależność, widmie rozłamu wewnętrznego w Polskim Stronnictwie Ludowym, strategicznych kłopotach Ruchu Kukiz'15 i problematycznym przejęciu schedy po Jarosławie Kaczyńskim rozmawiamy z prof. UW dr hab. Rafałem Chwedorukiem.

Po czwartkowym zamieszaniu w Sejmie i  symbolicznym głosowaniu "na dwie ręce" na polskiej scenie politycznej pojawi się nowa formacja o nazwie "Wolni i Solidarni", której powołanie do życia zapowiedział marszałek senior Sejmu Kornel Morawiecki.

Reklama

Jak zapewnia legendarny działacz Solidarności, ma być ona alternatywą dla wszystkich tych, którzy nie opowiadają się ani za Prawem i Sprawiedliwością, ani za szeroko rozumianą liberalną opozycją. Dalekosiężne plany może jednak w błyskawicznym tempie zweryfikować twarda rzeczywistość. 

W ocenie prof. UW dr hab. Rafała Chwedoruka nowy podmiot nie ma szans na wybicie się na wielką niezależność i czeka nas swoisty powrót do przeszłości, czyli odwzorowanie scenariusza z udziałem Jarosława Gowina. - Parafrazując znane rzymskie powiedzenie można w tym przypadku stwierdzić, że wszystkie drogi prowadzą do Prawa i Sprawiedliwości i zachowując wszelkie proporcje szykuje się powtórka sytuacji z Jarosławem Gowinem czy też z innymi politykami o - nazwijmy to - konserwatywnych poglądach - wyjaśnia ekspert.

Kokieteria i kuszenie wyborcy

Kornel Morawiecki ogłosił już, że do Prawa i Sprawiedliwości się nie wybiera i wyznaczył nawet konkretne cele, które zakładają trwanie poza dwoma wielkimi partyjnymi blokami. Tego typu deklaracje nasz rozmówca wiąże bardziej z kokieterią niż realnymi możliwościami. - Jeśli słyszymy wypowiedzi Kornela Morawieckiego, że będzie chciał agregować poparcie tych, którzy są przeciwko podziałowi na PiS i PO, to warto zauważyć, że jest to teza obecna w polskiej polityce od lat i prawie każdego, kto ją wygłaszał nie ma już w wielkiej polityce albo jest w zupełnie drugorzędnym ugrupowaniu - argumentuje.

- Polacy są w sposób trwały podzieleni na dwie wielkie orientacje i kilka mniejszych nie zdoła funkcjonować poza koalicją skupioną wokół z jednej strony Prawa i Sprawiedliwości, a z drugiej liberalnymi środowiskami spod znaku Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Kornel Morawiecki nie miałby w tym momencie żadnego politycznego interesu, żeby po prostu zgłosił akces do klubu Prawa i Sprawiedliwości - wylicza.

W tym momencie należy przede wszystkim zadać pytanie, co skłoniło Kornela Morawieckiego do związania się ruchem Kukiz’15. - Tak naprawdę możemy być zdziwieni tym, że lider Solidarności Walczącej, a zatem organizacji bardzo mocno antykomunistycznej, mocno niepodległościowej i jednocześnie trochę lewicującej w kwestiach gospodarczych związał się z ruchem Pawła Kukiza, podczas gdy idealnie pasuje do Prawa i Sprawiedliwości - wyjaśnia ekspert.

- Wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami podejmowania prób tworzenia własnego koła albo jakiejś niepartyjnej formuły po to, by przed kampanią wyborczą usłyszeć, że trzeba się skupiać wokół Jarosława Kaczyńskiego - dodaje.

Przypadek Jarosława Gowina

Historia lubi się powtarzać i choćby z tego powodu z podobnymi sytuacjami mieliśmy do czynienia  już wcześniej.

- Najlepiej polityków o poglądach prawicowych, próbujących samodzielności, obrazuje przypadek Jarosława Gowina, który wyrobił sobie w Platformie Obywatelskiej gigantyczny kapitał. Jego przegrana z Donaldem Tuskiem była w istocie jego wielkim zwycięstwem politycznym, ponieważ dostał bardzo duże poparcie wewnątrz Platformy Obywatelskiej, a jednak nie miał żadnych szans na samodzielność polityczną - argumentuje nasz rozmówca.

Fiaskiem kończyły się również próby odejścia na prawo od PiS-u, co pokazał niegdyś Zbigniew Ziobro z Solidarną Polską.

O tym, jak duży będzie kapitał polityczny Kornela Morawieckiego, jeszcze trudno wyrokować. Nasz rozmówca wskazuje, że opcji jest co najmniej kilka. Marszałek senior może startować do Senatu, albo sprawdzić się w roli samorządowca. Wiele wskazuje jednak na  to, że o jego dalszej karierze zadecydują  zasługi z przeszłości. - Ze względu na historyczne konteksty Kornel Morawiecki będzie mógł liczyć na większe beneficja od Prawa i Sprawiedliwości. Zwłaszcza, że będzie wzmacniał przekaz polityki historycznej tej partii - przekonuje Chwedoruk.

Polskie Stronnictwo Ludowe języczkiem uwagi

Dopytywany, czy Morawiecki wsparłby projekt zmiany konstytucji forsowany przez Prawo i Sprawiedliwość wskazuje, że nie byłoby z tym żadnych problemów. - Trudno chyba byłoby znaleźć strategiczne różnice pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a Kornelem Morawieckim i z tego powodu pewnie te dwa głosy można byłoby doliczyć partii Jarosława Kaczyńskiego. Kwestia zmiany konstytucji jest  jednak zbyt złożona, żeby w tej kadencji Prawu i Sprawiedliwości udałoby się ten projekt zrealizować - argumentuje ekspert. Jednocześnie zwraca uwagę, że próby na pewno będą podejmowane, a języczkiem u wagi znowu może okazać się Polskie Stronnictwo Ludowe.

- Partia Kaczyńskiego może sobie w tej kadencji Sejmu wyrobić na tyle silną pozycję, by uczynić kolejne wybory swoistym plebiscytem w kwestii tego, czy obywatele chcą zasadniczej zmiany ustrojowej czy nie i jak sądzę teraz wyraźnie widać, że obok ruchu Kukiza strategiczną w całym systemie partyjnym jest kwestia PSL-u, który jest rozpostarty pomiędzy wyborcami, którym w większości jest bliżej do PiS-u niż do liberalnej opozycji, a liderem partii, który był powszechnie rozpoznawalnym ministrem w rządzie Platformy Obywatelskiej. Dalsze losy ludowców będą w tym kontekście bardzo ciekawe. W każdej partii, w której jej wyborcy dryfują w inna stronę niż kierownictwo partii, sytuacja jest ekstremalnie ciężka - przekonuje.

Wojna dwóch partii o wyizolowanie przeciwnika

Nasz rozmówca wyklucza, jednak opcję wskazującą na to, że cześć posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego mogłaby zasilić szeregi Prawa i Sprawiedliwości. - Pamiętajmy, że odkąd polską politykę zdominował duet PO-PiS mamy do czynienia z walką dwóch partii polegającą na wyizolowaniu przeciwnika. W 2005 roku Lech Kaczyński przed drugą turą wyborów prezydenckich uzyskał otwarte poparcie Samoobrony i milczenie SLD, co pomogło mu wygrać i wyizolować Platformę Obywatelską pokazując, że jest to osamotniona partia wielkomiejskich i zamożnych elit - wylicza.

Odwrócenie relacji nastąpiło w 2007 roku. - Platforma Obywatelska stała się partią, którą nawet po cichu wspierały inne ugrupowania, a PiS został pokazany jako partia wyalienowana, osamotniona, walcząca ze wszystkimi pozostałymi i nierozumiejąca aspiracji Polaków po wejściu do Unii Europejskiej. Elementy tego przekazu funkcjonowały jeszcze w 2011 roku - dodaje.

"Kosumenci ośmiorniczek oderwani od potrzeb ludzi"

Obecnie nastąpiło ponowne odwrócenie. - Z jednej strony mieliśmy konsumentów ośmiorniczek oderwanych od potrzeb zwykłych ludzi, a z drugiej strony partię, która mówiła o konieczności obniżenia wieku emerytalnego. W tej chwili opozycja próbuje pokazać, że jest bardzo różnorodna i że to nie jest tylko Platforma i Nowoczesna, mająca gros wyborców miejskich, wykształconych itd., ale że jest tam też PSL, czy jakaś lewica itd - argumentuje nasz rozmówca.

W takiej sytuacji partia Jarosława Kaczyńskiego będzie musiała odpowiadać tym samym. - Dlatego politycy Prawa i Sprawiedliwości akcentowali, że w różnych sprawach popiera ich także ruch Pawła Kukiza. W ich interesie będzie też pokazywanie, że PSL jest partią opozycyjną, ale konstruktywną i zdolną do współpracy. Wszystko po to, żeby udowodnić, że nie jest to tylko podział: wszyscy przeciwko PiS-owi, bo są dwie strony barykady, a gdzieś pomiędzy lokują się jeszcze wahający się. Z tych powodów nie sądzę, żeby posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego przeszli do klubu Prawa i Sprawiedliwości - przekonuje.

Gdyby jednak do transferów politycznych doszło, skutkowałyby one przewrotem wewnętrznym w Polskim Stronnictwie Ludowym i wyborem nowego kierownictwa, które musiałoby balansować pomiędzy opozycyjnością, a cichym wspieraniem rządu. - Warto pamiętać, że byłoby to bardzo ciekawe w kontekście wyborów samorządowych, gdzie PiS jest bardzo silny w skali kraju, natomiast na poziomie samorządów jest słabszy niż wynikałoby to z jego poparcia. Z kolei z PSL-em jest odwrotnie. Partia ta jest w samorządach wielokrotnie silniejsza, niż to wynika z jej poparcia w skali kraju. Z tych powodów przynajmniej część PSL-u może mieć duży interes w tym, żeby mieć dobre relacje z PiS-em. Walka zatem  toczy się tak naprawdę o to, kto zagospodaruje centrum, a  centrum polskiej polityki stanowi obecnie ruch Kukiz’15  i PSL - argumentuje ekspert.

"Ruch Pawła Kukiza i tak osiągnął spory sukces"

Chwedoruk  dopytywany o ocenę trafności diagnozy postawionej przez Kornela Morawieckiego, który  w dzisiejszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" w mocnych słowach podsumował dotychczasową działalność ruchu Pawła Kukiza i zarzucił mu między innymi  brak ideowości wskazuje na  jednostronność tak stawianej tezy. - Moim zdaniem w wymiarze politycznym ruch Pawła Kukiza i tak osiągnął po wyborach spory sukces. Pomimo polaryzacji polityki zdołał utrzymać dosyć wysokie notowania i stać się trwałym "numerem trzy" w badaniach opinii publicznej - wylicza. Jednocześnie wskazuje, że tak dobry wynik może zaskakiwać, zwłaszcza w kontekście niespójności  programowej i wewnętrznej ugrupowania, które w dodatku ma bardzo różnych wyborców.

Problemów można się było jednak spodziewać.  - Ruch Pawła Kukiza jest organizmem stworzonym ad hoc. Owszem było w nim sporo doświadczonych osób, między innymi zawodowych samorządowców z Dolnego Śląska, a lider tej partii wielokrotnie wypowiadał się w kwestiach politycznych w ostatnich latach, ale jednak nie było ogólnokrajowych struktur organizacyjnych , itd. Koncepcja JOW-ów została przez obywateli wykpiona podczas wrześniowego referendum, w którym większość uznała, że to nie jest temat najważniejszy w polskiej polityce, a i doświadczenia JOW-ów na poziomie Senatu czy niektórych samorządów są bardzo ambiwalentne. W tym sensie należało się spodziewać kłopotów - przekonuje specjalista.

- Z podobnymi strategicznymi problemami zmagała się kiedyś Samoobrona i ugrupowanie Janusza Palikota, które również powstawały ad hoc. Dlatego w tym sensie Kornel Morawiecki mówi rzeczy oczywiste, a jego diagnoza jest standardowa i niewiele wnosząca do opisywanej  sytuacji. Ruch Pawła Kukiza dopiero się tworzy i znalazł się w skomplikowanej sytuacji w sali sejmowej. Co prawda działacze ruchu  mogliby wzmocnić działania programowe, problem polega jednak na tym, że w takich pracach też mogłaby się uwidocznić niespójność wewnętrzna tej inicjatywy - dodaje.

Kukiz'15 może znaleźć się na pozycji straconej

Na przyszłość ekspert kreśli przed ruchem Pawła Kukiza mało optymistyczne scenariusze.  - Łatwo jest być na dwa czy trzy lata przed wyborami partią centrową w Sejmie, korzystać z tego statusu, wygrywać jednych przeciwko drugim, czy podawać ręce liderom większych ugrupowań, jak to zrobił Paweł Kukiz kierując  się w stronę Ryszarda Petru.  Natomiast przed kampanią wyborczą łatwo sobie wyobrazić scenariusz  jeszcze większej polaryzacji polskiej polityki. I wtedy taki ruch, który  w jednym tygodniu - ujmując problem symbolicznie - mówi to samo, co rząd, a w drugim tygodniu to samo, co opozycja, może znaleźć się na pozycji straconej. Zwłaszcza, że nie ma wizerunku partii umiarkowanej, centrowej. Taką funkcję mógłby z kolei pełnić PSL - argumentuje.

Chwedoruk krytycznie odnosi się również do kolejne tezy lansowanej przez Kornela Morawieckiego, który widziałby w roli partyjnego lidera, a nawet premiera swojego syna, Mateusza.  - Bardzo trudno to ocenić po zaledwie kilku miesiącach funkcjonowania na politycznej scenie. Wiemy, że PiS jest najsłabiej reprezentowany ze wszystkich grup społecznych w pokoleniu wielkomiejskich 30-latków, którzy odwrócili się od PO i zagłosowali na Ryszarda Petru.  Jest to grupa z wielu powodów bardzo aktywna i sama obecność Mateusza Morawieckiego mogłaby być  sposobem co najmniej łagodzenia antypisowskich  nastrojów. Myślę zatem, że jest to głównym aspektem tej  dyskusji  - wyjaśnia.

Młody Morawiecki premierem? "Zbyt gwałtowny przeskok od Beaty Szydło"

Przeszkodą mogłaby okazać się  zarówno geneza partii jaki i jej elektorat. - PiS jest  partią wyrastającą z traumy lat 90. i początków XXI wieku, całej kawalkady groteskowych podziałów na prawicy i  nie sądzę, żeby ktoś z zewnątrz, kto dopiero związał się z tym ruchem,  w łatwy sposób mógł stać się liderem całej formacji czy chociażby Prezesem Rady Ministrów.  O ile niezbyt pozytywnie odnoszący się do PiS-u świat wielkiego biznesu zapewne przyjąłby z zaciekawieniem  i z życzliwością taką nominację, to dla wielu  wyborców PiS obsadzenie bankiera, który zarabia mimo wszystko niewyobrażalne pieniądze na  stanowisku premiera, zostałoby odebrane bardzo ambiwalentnie - argumentuje.

Ekspert zwraca również uwagę na to, że politycy Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza ci wywodzący się z dawnego Porozumienia Centrum,  to osoby bardzo dbające o to, aby były postrzegane jako nierzucający się w oczy i  skromni. - Z tego powodu taka gwałtowna wolta nie wydaje mi się łatwa do przeprowadzenia w krótkim czasie. Mogę sobie wyobrazić, że w następnej kadencji Sejmu albo w sytuacji jakiejś nagłej erupcji kryzysowej, pod hasłem ratowania gospodarki młody Morawiecki zostaje Prezesem Rady Ministrów, ale na drodze zwykłej rekrutacji, spokojnego trwania raczej nie jest to realne - przekonuje.

W ocenie specjalisty, byłby to zbyt gwałtowny przeskok od Beaty Szydło, która kontrastuje z tym światem. - Pani premier jest osobą nie budzącą wielkich kontrowersji, skromność stanowi widoczny aspekt jej wizerunku, a jej droga polityczna była bardzo modelowa - od samorządu aż po Prezesa Rady Ministrów - dodaje.

"To bardzo szybko mogłoby się skończyć katastrofą"

Lansowanie kandydatów na potencjalnych premierów jest jednocześnie zabiegiem zamierzonym i skierowanym na wywołanie określonych reakcji. - Pamiętajmy, że każdy lider dużego obozu politycznego, a PiS dorobił się takiego statusu, od czasu do czasu musi wypuszczać takie komunikaty skierowane do wewnątrz, tylko po to, żeby pokazać, że nikt do końca nie może być pewny, że trzeba się nieustannie starać - wskazuje ekspert.

Tego typu inicjatywy mogą zatem stanowić formę nacisku wymierzoną nie tyle w samą premier, co w niektórych ministrów. - Jest to forma utrzymania równowagi, żeby żaden nurt nie wysunął się ponad inne frakcje. W praktyce taka sztuka może okazać się o wiele trudniejsza niż zarządzanie bankiem - dodaje.

Ekspert przestrzega, że stworzenie w otoczeniu Prawa i Sprawiedliwości  jakiegokolwiek alternatywnego ośrodka decyzyjnego bardzo szybko mogłoby się skończyć katastrofą. - Stąd przywództwo Jarosława Kaczyńskiego jest skonstruowane bardzo jednoznacznie. Wyzwaniem dla niego - w kontekście tych wszystkich dyskusji o potencjalnych następcach - będzie  stworzenie racjonalnego mechanizmu  sukcesji władzy, który nie doprowadziłby do szybkiej fragmentaryzacji i podziału tej partii w stylu lat 90. , a z wielu powodów na polskiej prawicy nie jest to łatwe - puentuje nasz rozmówca.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne