Reklama

Reklama

Ks. Boniecki chwilowo nieosiągalny

Po zakazie, jaki nałożył na niego prowincjał Zgromadzenia Księży Marianów, ks. Adam Boniecki jest dla mediów nieosiągalny. Nie zmieniło to faktu, że dla wielu pozostał niekwestionowanym autorytetem, a ludzie wciąż chcą znać jego zdanie na temat aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych.

Ostatnia, głęboko osobista publikacja, a także potrzeba spotkania z księdzem, któremu zamknięto drogę do mediów, sprawiły, że na wieczorze autorskim, będącym kolejną częścią cyklu "Przestrzeń idei", pojawił się tłum zainteresowanych. Najnowsza książka "Abonent chwilowo nieosiągalny" to wspomnienia o ludziach, którzy, choć wciąż są obecni w notesie Bonieckiego, "nie mieszkają pod wskazanym adresem", bo odeszli. Abonent to taka "lista umarłych" adresów, pisze sam autor.

Wśród wspomnianych pojawiają się m.in. nazwiska takie jak Kuroń, Szymborska, Twardowski, Edelman, Kapuściński, Tischner, Turowicz, Życiński.

Reklama

Boniecki tak pisze o odchodzeniu bliskich: "Wciąż noszę w sobie śmierć tych, których kochałem (...). W miarę upływu lat przybywa ich, a świat jest inny coraz bardziej. Z ich śmiercią i ja trochę umarłem. Czas ran nie leczy, choć trzeba żyć tak jak przedtem, normalnie, nie na cmentarzach, ale między żywymi. Śmierć tych, których kochamy, nas przemienia".

Snując swoje rozważania, przypomina, że śmierć to nieodwracalność. "Niczego już nie da się naprawić, niczego odwołać, nie da się powiedzieć tego z powiedzeniem czego się zwlekało. Za późno na skąpioną - nie wiedzieć czemu - czułość. Teraz niewykonane, niepowiedziane, nienaprawione trzeba nieść w sobie. "Spieszmy się kochać ludzi..." Kochać? Spieszmy się, żeby zdążyć powiedzieć o miłości" - pisze autor.

Nergal, Jaruzelski i krzyż w Sejmie

Na spotkaniu można było odnieść wrażenie, że książka to tylko pretekst, by zapytać o sprawy z przeszłości, które wciąż nurtują wielu, tym bardziej, że Boniecki nie udziela już wywiadów. Od kilku lat ma zakaz wypowiadania się w mediach, poza "Tygodnikiem Powszechnym", którego był redaktorem naczelnym do roku 2011. Zakaz nałożył prowincjał Zgromadzenia Księży Marianów, do którego Boniecki należy. Decyzję tę podjęto po wywiadach, w których ksiądz zabrał głos w debacie na temat obecności krzyża w Sejmie. Proszony o rozstrzygnięcie tej kwestii, nie zajął jednoznacznego stanowiska. Na pytanie, czy krzyż powinien wisieć w Sejmie, czy może zostać usunięty, stwierdził, że obie odpowiedzi są poprawne.

Wiele kontrowersji wzbudziło również jego stanowisko ws. podarcia Biblii przez Adama Darskiego, znanego w świecie show-biznesu jako Nergal. Boniecki protestował wówczas przeciwko nazywaniu muzyka satanistą i demonizowaniu czynu, którego się dopuścił.

Choć milczy, jego wypowiedzi wciąż budzą kontrowersje

Podczas spotkania w części poświęconej na pytania do ks. Adama Bonieckiego od razu pojawiły się te kwestie. Dopytywano o Nergala, zauważając, że, gdyby artysta potraktował w ten sposób Koran, musiałby się liczyć z poważnymi konsekwencjami. Wątpliwości wzbudzała również obecność Bonieckiego na pogrzebie gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Były naczelny "Tygodnika Powszechnego" odpowiadał ze spokojem. - Na pogrzebie byłem, bo chciałem tam być. Nie myślałem o kamerach i nie wiem, czy powinienem się tłumaczyć, dlaczego - odpowiadał lakonicznie. W kwestii Nergala przypomniał, że w jego ocenie była to "chamska prowokacja, ale na tym niestety polega show-biznes".

- Występowałem przeciwko robieniu wojny religijnej przeciwko showmanowi, w którą wchodzi m.in. biskup - przypomniał i raz jeszcze tłumaczył, że poprzez poświęcenie temu zbytniej uwagi, Nergal na obrażaniu Kościoła zyskał rozgłos i reklamę.

W kwestii Koranu z przekorą odpowiadał i "słyszę tę nostalgię, że my, za takie czyny nie możemy im wybić zębów, bo mamy ten cholerny zwyczaj przebaczania".

"Nie dajmy się przestraszyć"

Pytany o  stanowisko ws. afery, jaka rozpętała się wokół Trybunału Konstytucyjnego, odpowiadał z uśmiechem, że popsuł mu się telewizor. "Niech nam ksiądz powie, wokół nas tyle się dzieje: zmienił się rząd, mamy do czynienia z kryzysem uchodźców, atakami terrorystycznymi. Co o tym wszystkim myśleć, jaką przyjąć postawę?" - pytano. Boniecki tłumaczył: "nie dajmy się przestraszyć, nie bójmy się". - Klęska zaczyna się wtedy, kiedy nas straszą, a my rzeczywiście zaczynamy się bać - podkreślał.

Boniecki wciąż dla wielu pozostaje niekwestionowanym autorytetem w sprawach natury społecznej, politycznej i przede wszystkim moralnej. Na wszystkie pytania odpowiada obecnie z wielką ostrożnością, dodając, że chętnie rozwinie swoje myśli w trakcie prywatnych spotkań.

Czy odczuwa żal z powodu nałożonego na niego zakazu? - Nie, mam teraz święty spokój - przekonuje i dodaje, że to media powinny go odczuwać.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL