Reklama

Reklama

Kreskówki rodem z psychiatryka

W dzieciństwie odbierane bezkrytycznie, po latach nabrały zupełnie innego znaczenia. To, jak patrzymy na nie teraz, często nie ma związku z pierwotnym odbiorem. Bo jak się okazuje, przejaskrawione cechy wielu kreskówkowych postaci odzwierciedlają książkowe przypadki psychicznych dysfunkcji.

Analizując zachowania bajkowych bohaterów, którzy spędzili z nami kawał dzieciństwa, trudno u wielu z nich nie dostrzec irracjonalności. Weźmy na przykład Bellę z "Pięknej i Bestii".

Reklama

Moglibyśmy stwierdzić, że bajka jest zbiorem - delikatnie rzecz ujmując - niezrozumiałych zachowań. Bo jak inaczej scharakteryzować historię, w której ojciec oddaje córkę potworowi, a zastraszone dziewczę zaczyna nagle wielbić swojego oprawcę? I właśnie tu z pomocą przychodzi nam podręcznik do psychiatrii, który doskonale tłumaczy zachowanie dziewczyny. Zgodnie z jego formułkami, Bella jest klasycznym przypadkiem tzw. syndromu sztokholmskiego, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników i wyraża się odczuwaniem sympatii i solidarności z oprawcami. Co gorsza, między Bellą a Bestią było coś więcej niż tylko sympatia. Chcąc jednak uniknąć porównania Belli do Nataschy Kampusch, a Bestii do Wolfganga Prikopila, przejdźmy do następnego przykładu

Stumilowy Las wylęgarnią nieleczonych zaburzeń

Zajrzyjmy do sielskiej gromadki ze Stumilowego Lasu. Po drastycznej obróbce dzieła A. A. Milne i wtłoczenia go w disneyowski kanon, powstał twór, co prawda nieco infantylny, ale - dzięki zachowaniu cech charakterystycznych postaci - niemalże tak ciekawy pod względem psychologicznym jak "Lot nad kukułczym gniazdem". Sprawa okazała się na tyle poważna, że zajęli się nią badacze zza oceanu, a wyniki opublikowali w "Canadian Medical Associacion Journal". Już na wstępie złowrogo i enigmatycznie zaznaczyli, że pod skorupą niewinnego świata, Stumilowy Las jest wylęgarnią nieleczonych zaburzeń psychicznych. I tak, nawet u Kubusia o bardzo małym rozumku i wiecznie burczącym brzuszku, badacze wynajdują kilka schorzeń, wymieniając m.in. nadpobudliwość psychoruchową, czy obsesyjne skupienie na miodku. Pod koniec raportu na temat misia "amerykańscy naukowcy" zaznaczyli, że "Puchatek ewidentnie wymaga pomocy psychiatry".

Kubuś Puchatek i (chorzy) przyjaciele

Co z Prosiaczkiem? Tutaj sprawa wydaje się oczywista. Wiecznie niespokojny, wystraszony i zmartwiony. Badacze zgodnie orzekli, że to klasyczny przypadek zaburzeń lękowych. Podobnie jest z Kłapouchym. Smutny i energooszczędny żywot osiołka jasno wskazuje na depresję. Z drugiej jednak strony - z czego się cieszyć, gdy ogonek co chwilę odpada, a szałas zamienia się w ruinę?W konfrontacji z nieco przygaszonym Kłapouchym, Tygrysek wydaje się być tykającą bombą. W dodatku, emanując swoim ADHD i płytką wyobraźnią, sprowadza na złą drogę Maleństwo, oczko w głowie nadopiekuńczej Kangurzycy. Często doprowadza też do obłędu chorobliwie pedantycznego Królika.Wyjątkowo interesujący dla badaczy jest też sam Krzyś. Zauważyli u niego problem z brakiem nadzoru rodzicielskiego i przyszłe problemy z tożsamością płciową, nie mówiąc o tym, że dziecko spędza czas na rozmowach ze zwierzętami. Schizofrenia? Choroba nie ominęła też tak sławnych duetów jak Tom i Jerry, Tweety i Sylwester, czy Kojot i Struś Pędziwiatr. Psycholodzy dopatrują się u nich uzależnienia od adrenaliny i ciągłego poszukiwania nowych wrażeń. Podobnie jest z syndromem zbieractwa u Ariel z "Małej Syrenki", która nie potrafi sobie odmówić składowania u siebie zbędnych przedmiotów.

Zaburzenie dotknęło też Glenna Quagmire, bohatera bajki dla nieco starszych "dzieci" - "Family Guy", który jest klasycznym przykładem hiperseksualności.

Wróżka Zębuszka i sąsiadka z naprzeciwka

- Na zaburzenia psychiczne u bajkowych postaci patrzę z przymrużeniem oka. To my, dorośli, widzimy świat w taki sposób, że każdego chcemy wpychać w szufladkę. Dla dziecka Królik, który wiecznie sprząta, nie ma zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, tylko lubi porządek jak babcia Marysia, a Kłapouszek, któremu diagnozujemy depresję, jest po prostu typem melancholika, jak kolega Szymek z przedszkola, który jest wrażliwy i często się zamyśla. Dzieci napotkają w życiu wielu ludzi na swojej drodze i będą to ludzie bardzo różni. Dokładnie tak, jak różni są bohaterowie bajek i baśni - tłumaczy w rozmowie z INTERIA.PL Karolina Piękoś, psycholog dziecięcy (www.karolinapiekos.pl).

- Świat dzieci jest mocno magiczny. Święty Mikołaj, Wróżka Zębuszka i krasnoludki dla maluchów bywają tak samo realni, jak sąsiadka z naprzeciwka. Jest to całkowicie naturalny etap rozwoju. Jestem zdania, że powinniśmy w życiu koncentrować się na tym, co dobre, a nie na tym, co złe. Nie dopatrujmy się zagrożeń wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Naśladowanie - jeśli zdarzy się w przypadku bohaterów bajkowych - nie musi wcale nieść za sobą zagrożeń. W końcu bajki są skonstruowane w taki sposób, by dziecko czegoś o życiu nauczyć, pomóc mu poznać sytuacje, w których być może nie miało jeszcze szansy uczestniczyć, pobudzić wyobraźnię - dodaje psycholog.

Świat nauki do tej pory nie opowiedział się jednoznacznie, czy zaburzenia psychiczne w bajkach wpływają negatywnie na dzieci. Ale czy eliminując wszystkie przejaskrawione, obarczone psychicznymi schorzeniami postacie, nie sprawilibyśmy, że wszystkie bajki stałyby się po prostu nudne? Może zamiast odkrywać w nich kolejne aluzje, przypomnimy sobie, jak odbieraliśmy je kiedyś. Chyba, że jako "starszaki" już dawno tego nie pamiętamy.

POLECAMY:

Pięć niezwykłych hipotez dotyczących Ziemi

Zagadka serbskiego geniusza

Najdziwniejszy kraj w Europie

Te zdjęcia wstrząsnęły opinią publiczną

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama