Reklama

Reklama

Kowal: W działaniach Rosji pojawił się duży element nieobliczalności

Po dwuletniej przerwie i w cieniu szeroko komentowanych prowokacji Moskwy nad Bałtykiem w środę, 20 kwietnia odbyło się posiedzenie Rady NATO-Rosja. O dyplomatycznym przełomie mówić trudno, bo każda ze stron powtórzyła tezy, od których odstępować nie zamierza. Pozory komunikacji jednak zostały zachowane, a na tym uczestnikom negocjacji zależało chyba najbardziej. Nie zmienia to jednak faktu, że zasada ograniczonego zaufania względem Kremla obowiązuje nadal, a czujność Zachodu została wzmocniona podwójnie. - Począwszy od 2008 roku w działaniach Rosji pojawił się duży element nieobliczalności i chętnego wchodzenia w logikę wojny, a kiedy pojawia się logika wojny, nawet jeśli jest ona ograniczona, nikt nie może zagwarantować, że to się nie wymknie spod kontroli - ostrzega w rozmowie z Interią dr Paweł Kowal.

Przełomu w rozmowach z Moskwą nie ma i wiele wskazuje na to, że jeszcze długo nie będzie. Zgodnie z przewidywaniami posiedzenie Rady NATO-Rosja przebiegało we względnie przyjaznej atmosferze i z zachowaniem wszelkich wymaganych, w gruncie rzeczy, kurtuazyjnych gestów.  W opinii szefa NATO, przeprowadzona w środę dyskusja była "szczera i poważna", ale jednocześnie pokazała, że nadal utrzymają się "głębokie różnice" pomiędzy partnerami uczestniczącymi w dyskursie. 

Reklama

Jens Stoltenberg wyraźnie zaznaczył, że Sojusz nie odstępuję od swojego stanowiska i utrzymuje twarde warunki. "Członkowie NATO pozostają przekonani, że nie może być powrotu do praktycznej współpracy z Rosją, zanim nie zacznie ona szanować prawa międzynarodowego" - oświadczył.

Powtórzył też, że to nikt inny, a sama Moskwa swoimi działaniami prowadzonymi na Ukrainie przyczyniła się do pogorszenia relacji z Sojuszem Północnoatlantyckim. "Członkowie NATO potwierdzili swe poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Nie uznają nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję" - oświadczył. Wspomniał też o "niepokojących naruszeniach rozejmu na wschodzie Ukrainy, których liczba wzrosła w ostatnich dniach".

Moskwa również nie zaskoczyła i trwa przy swojej "twardej" retoryce. Stały przedstawiciel Rosji przy NATO Aleksandr Gruszko jeszcze przed rozpoczęciem rozmów oświadczył, że Rosja nie wznowi normalnego dialogu z NATO, jeśli "nie dokona się rewizji polityki powstrzymywania Rosji i nie zaprzestanie się nadmuchiwania mitu o zagrożeniu wojskowym ze strony Rosji".

Gra pozorów

Zdaniem dr Pawła Kowala fakt podjęcia rozmów przy jednym stole można sprowadzić w istocie do podejmowania prób tworzenia pewnych pozorów normalności. - Te rozmowy stanowią element taktyki Zachodu i jednocześnie taktyki Rosji. Obydwie strony z jednej strony usiłują w pewien sposób wrócić do normalnej komunikacji, ale jednocześnie chcą zachować twarz - wyjaśnia ekspert w rozmowie z Interią.

Oczywiście Rosja w takich sytuacjach stara się realizować własne cele i zawsze prowadzi swoją politykę. - Stara się wykonywać pewne gesty, które dodatkowo w pewien określony sposób będzie próbowała przedstawić opinii publicznej, aby dać jej do zrozumienia, że w żaden sposób nie wzrusza się pomrukami państw Sojuszu Północnoatlantyckiego i nie da się przekupić posiedzeniem państw NATO-Rosja - wylicza specjalista.  - Jednocześnie Rosji w istocie zależy na powrocie do pewnych pozorów normalności - dodaje.

W ocenie Kowala, dwustronne wysiłki -  zarówno ze strony Moskwy jak i NATO -  są podejmowane przede wszystkim po to, żeby "nie zardzewiały kanały komunikacji". Zwłaszcza, że w świetle działań podejmowanych przez Władimira Putina na Ukrainie współpraca została de facto zerwana, jeśli chodzi o pewien poziom zaufania.  - Mam wrażenie, że z różnych powodów państwom Zachodu jak i Rosji zależy na tym, żeby wykonywać pewne gesty, które służą podtrzymaniu wzajemnych relacji. To nie jest żaden przełom, a raczej tworzenie pewnych pozorów normalności, co samo w sobie w polityce międzynarodowej często ma sens - wyjaśnia ekspert.

"Nieobliczalne i agresywne manewry"

Zdaniem Pawła Kowala dopóki będzie rządziła dotychczasowa ekipa na Kremlu relacje NATO-Moskwa już nigdy nie będą takie same, bo zaufanie zostało naderwane. Jednocześnie obu stronom z różnych powodów - zarówno wewnętrznych, jak i międzynarodowych -  zależy na tym, żeby zostały zachowane pewne pozory.

Posiedzenie Rady NATO- Rosja odbywało się w cieniu incydentów nad Morzem Bałtyckim. W ubiegłym tygodniu Moskwa dopuściła się otwartej prowokacji. Rosyjskie samoloty Su-24 przeleciały 20 razy nad niszczycielem USS Donald Cook znajdującym się na wodach międzynarodowych na Bałtyku. Na pokładzie okrętu był polski śmigłowiec. Incydent wydarzył się na wodach międzynarodowych w odległości 70 mil morskich (ok. 130 km) od Kaliningradu.

To jednak nie koniec. Niedługo po tym amerykańskie dowództwo sił zbrojnych w Europie poinformowało, że samolot RC-135 podczas wykonywania rutynowego lotu w międzynarodowej przestrzeni powietrznej nad Bałtykiem został przechwycony przez rosyjski myśliwiec Su-27, który niebezpiecznie zbliżył się do maszyny i "wykonał nieobliczalne i agresywne manewry". Z relacji rzecznika amerykańskiego dowództwa w Europie Danny'ego Hernandeza dla CNN wynika, że rosyjska maszyna zbliżyła się do RC-135 na odległość ok. 15 metrów. 

Rosyjski samolot powinien zostać ostrzelany?

W opinii byłego doradcy prezydenta Bronisława Komorowskiego prof. Romana Kuźniara odpowiedź USA powinna być jednoznaczna i kategoryczna. "Rosyjski samolot powinien zostać ostrzelany. Nie zestrzelony, ale ostrzelany. Szkoda, że Amerykanie tego nie zrobili. John Kerry powinien następnego dnia powiedzieć, że następnym razem to zrobią. Obietnica zestrzelenia dobrze by podziałała na Rosjan" - oświadczył na antenie Radia Zet Kuźniar.

Doktor Kowal w ocenie prowokacji Moskwy jest jednak bardziej ostrożny. - Moim zdaniem służą one raczej przede wszystkim tworzeniu pewnego napięcia propagandowego niż na sprawdzaniu zdolności bojowej przeciwnika. Z drugiej strony być może faktycznie jednocześnie testują też w ten sposób determinację NATO. W takiej sytuacji jednak każdy, kto decyduje wtedy o ostrzelaniu, musi w miarę szybko rozeznać, jaki charakter ma dana prowokacja. Z zewnątrz to bardzo trudno ocenić - argumentuje.

Polska zagrożona ze strony Rosji?

Ekspert pytany o ewentualne zagrożenie Polski ze strony Rosji nie wyklucza mało optymistycznych scenariuszy i wskazuje na wysoki poziom nieobliczalności w działaniach Kremla. - Począwszy od 2008 roku w działaniach Rosji pojawił się duży element nieobliczalności i chętnego wchodzenia w logikę wojny, a kiedy pojawia się logika wojny, nawet jeśli jest ona ograniczona, nikt nie może zagwarantować, że to się nie wymknie spod kontroli - ostrzega. - Wojna jest jak wirus w laboratorium. Do pewnego momentu jest pod kontrolą, ale bardzo szybko może się okazać, że wydostał się na zewnątrz - dodaje.

Czy Warszawa przed lipcowym szczytem NATO powinna obawiać się prowokacji ze strony Moskwy? Paweł Kowal zaleca wzmożoną czujność, bo na pewno nie obejdzie się  bez demonstracji niezadowolenia z powodu kroków podejmowanych w związku ze wzmocnieniem wschodniej flanki Sojuszu. 

"Gdyby nie Putin, NATO byłoby dzisiaj stetryczałą organizacją"

- Rosjanie zdają sobie sprawę, że najważniejsze ustalenia już są. Wiedzą też, że w gruncie rzeczy są one kompromisowe na poziomie retorycznym, bo zostało wyraźnie powiedziane, że to nie jest stała obecność. Rozumieją, że ta mała różnica to jest pewien gest skierowany w ich stronę - wyjaśnia.  - Tym niemniej będą starali się aż do szczytu, a potem bezpośrednio po nim, przez jakieś dwa tygodnie, wykonywać pewne gesty i składać różne deklaracje polityczne, które by zmierzały w kierunku dyskredytowania NATO, czy niektórych członków Sojuszu. Mówiąc wprost będą demonstrować niezadowolenie z powodu tego, że NATO umówiło się na zwiększoną obecność w Europie Środkowej. Jednak tak naprawdę mogą mieć pretensje tylko do siebie, bo gdyby nie Władimir Putin, to NATO byłoby już dzisiaj stetryczałą organizacją. W zasadzie tylko on swoimi działaniami ożywia klimat i podgrzewa atmosferę - puentuje nasz rozmówca.

***

Rada NATO-Rosja powstała w 2002 roku na mocy ustaleń zawartych w tzw. Deklaracji Rzymskiej jako forum dla konsultacji w kwestiach związanych z bezpieczeństwem i współpracą między państwami członkowskimi NATO i Federacją Rosyjską.

Po aneksji Krymu przez Rosję i rozpoczęciu działań militarnych na wschodzie Ukrainy w 2014 roku NATO zawiesiło cywilną i wojskową współpracę z Moskwą.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje