Reklama

Reklama

Konstytucjonalista obala tezy Pawła Kukiza

Paweł Kukiz uważa, że kodeks wyborczy jest niezgodny z konstytucją. Muzyk przekonuje, że obywatelom odebrano bierne prawo wyborcze (czyli prawo do kandydowania). Kukiz zaskarżył więc kodeks wyborczy u Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednak konstytucjonaliści nie pozostawiają złudzeń - tezy Kukiza nie mają żadnych podstaw prawnych.

Paweł Kukiz - zwolennik jednomandatowych okręgów wyborczych - zżyma się, że o możliwości startu w wyborach decydują partyjni "wodzowie", że obywatele nie mają zagwarantowanego biernego prawa wyborczego, wynikającego z konstytucji.

Reklama

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny badał już zgodność obowiązującej w Polsce ordynacji proporcjonalnej z ustawą zasadniczą na początku poprzedniej dekady i nie dostrzegł tutaj żadnych naruszeń. Więcej - system proporcjonalny wprost wynika z Konstytucji RP.

- W odniesieniu do biernego prawa wyborczego oczywistą jest rzeczą, że ustawodawca ma prawo - bo konstytucja tego nie zakazuje - ustanowić dodatkowe obostrzenia. Takim wymogiem dodatkowym, wynikającym już wprost z kodeksu wyborczego, jest dosyć skomplikowana procedura rejestrowania list kandydatów - mówi w rozmowie z Interią konstytucjonalista prof. Jarosław Szymanek z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Ustawodawca ma pozostawioną wolną furtkę dla określenia procedury zgłaszania kandydatów - dodaje ekspert.

- Proszę zauważyć, że nie ma systemu konstytucyjnego na świecie, który dopuszczałby zasadę, że oto każdy kto np. spełnia konstytucyjnie określony wymóg wieku może zgłosić swoją kandydaturę i zarejestrować ją w wyborach parlamentarnych. Procedura rejestrowania list czy kandydatów jest procedurą powszechnie stosowaną na świecie i do niej odwołuje się również ustawodawca w Polsce. W związku z tym absolutnie nie ma tutaj żadnego naruszenia zasad konstytucyjnych. Można wręcz powiedzieć, że za tego typu rozwiązaniem przemawiają dosyć istotne argumenty porządkujące system wyborczy - podkreśla prof. Szymanek.

Paweł Kukiz zdaje się atakować nie tyle wymóg zebrania określonej liczby podpisów pod kandydaturą czy listą (dodajmy - wymóg, którego w konstytucji nie ma), ale sam fakt istnienia list wyborczych. Tylko że w systemie proporcjonalnym - wynikającym z konstytucji - bez list wyborczych się nie obejdzie.

- Jeżeli na listę "A" zostanie oddanych w okręgu tyle głosów, że ona otrzyma trzy mandaty, to te trzy mandaty trzeba skądś wziąć. Tym czymś jest lista wyborcza. Zarzut, że są listy, jest w tym sensie nietrafionym zarzutem, że mamy system proporcjonalny. Skoro jest system proporcjonalny, to musi być lista - mówi prof. Jarosław Szymanek.

- Z drugiej strony, czego Paweł Kukiz już nie dostrzega, kodeks wyborczy pozwala przecież sformułować listę wyborczą wyborcom. Proszę pamiętać, że obok tych "niedobrych" list partyjnych, prawo dopuszcza listy niepartyjne, listy ad hoc zorganizowanych grup wyborców - zauważa Szymanek.

- To że partie polityczne dominują w krajobrazie wyborczym, to jest oczywista oczywistość. I tak jest wszędzie. Natomiast w przeciwieństwie do wielu innych krajów np. Argentyny czy Łotwy, gdzie tylko partie mogą uczestniczyć w wyborach, polska regulacja wyborcza dopuszcza również komitety niebędące partią czy koalicją partii - opowiada nasz rozmówca.

Również były sędzia Trybunału Konstytucyjnego - który nie chciał wypowiadać się pod nazwiskiem, by nie wywierać ewentualnego nacisku na aktualny skład TK - powiedział nam, że zarzuty Kukiza nie mają umocowania w konstytucji.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Kukiz | konstytucja | ordynacja wyborcza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy