Reklama

Reklama

Kłamstwo i podstęp. Tam nikt nie jest tym, za kogo się podaje...

Jedna z najbardziej oczekiwanych książek 2016 roku - thriller psychologiczny, w którym nikt nie jest tym, za kogo się podaje! Mamy tu życie opowiedziane od końca do początku. Mamy człowieka, który kłamał przez całe życie. Mamy mężczyznę, który jest już blisko największego oszustwa w życiu. I mamy kobietę, która także planuje podstęp.

Roy Courtnay jest człowiekiem, który nie tylko z intryg i oszustw uczynił sposób na życie - on stał się prawdziwym artystą w swoim fachu. Bezbłędny manipulant i hochsztapler, nie mający sobie równych. Z taką samą bezwględnością oszukuje, zataja śmierć ludzi, jak i przyczynia się do ich mordowania, zaczynając od ideologicznej zdrady własnych rodziców w czasach hitlerowskich, po kradzież tożsamości mężczyzny, który zginął na jego oczach. Jednocześnie poznajemy historię Lili, dziewczynki, której rodzina z nieznanych przyczyn zostaje posądzona o pochodzenie żydowskie i zesłana do obozu koncentracyjnego. Tylko jej udało się przetrwać wojnę. Lili przez całe swoje dorosłe życie stara się wyjaśnić, kto i dlaczego przyczynił się do tragedii jej rodziny.

Reklama

Roy obecnie przebywa na emeryturze, lecz zamiast napawać się zasłużonym wypoczynkiem szuka kolejnych naiwnych, których mógłby wywieść w pole. Okazja sama pcha mu się w ręce - na portalu randkowym poznaje zamożną wdowę, Betty. Ich znajomość postępuje w piorunującym tempie i wkrótce Roy wprowadza się do jej uroczego domku na wsi. Pod pozorem uczuć chce położyć rękę na wszystkich jej oszczędnościach.

Ale czy Betty na pewno jest tak łatwowierna, jak mu się wydaje? I kto okaże się sprytniejszym kłamcą?

Znakomicie skonstruowana historia, przeplatana kolejnymi wydarzeniami z życia bohaterów, poczynając od lat 30. XX wieku. Jednak jej zakończenie tkwi we współczesności, do której autor, po każdej wizycie w przeszłości, dokłada kolejną dawkę grozy.

Kim jest autor książki?

Nicholas Searle - urodził się w Kornwalii, studiował języki obce na uczelniach w Bath i Göttingen. Po studiach został członkiem brytyjskiej Służby Cywilnej i przez kolejne dwadzieścia trzy lata pracował w administracji publicznej, po czym podjął pracę dla nowozelandzkiego rządu. W 2011 roku zdecydował się wrócić do kraju i zacząć pisać. Dobry kłamca to jego debiutancka powieść.

Fragment książki:

- Popełniłem błędy, przyznaję. Niektóre miały konsekwencje, których sobie nie życzyłem. Nie jestem święty...

- Nie.

- Ale mam nadzieję, że mam to już za sobą.

- Cudownie - mówi ona - ale jakoś ci nie wierzę.

- Pewnie kłamstwo to część mojej natury - zgadza się potulnie. - Jestem, kim jestem. Chciałbym być mądrzejszy i znaleźć dla tego jakieś psychologiczne wytłumaczenie. Tak było, odkąd sięgam pamięcią. Przynajmniej od spotkania tego faceta z Gestapo. Ale mam rację, prawda? Żyjemy w kłamstwie, taki jest ten świat. Nieważne, czy sprzedajesz używane samochody, jesteś premierem czy specjalistą od zmian klimatycznych. Tak już jest. Prawda ma drugorzędne znaczenie.

- Chcę, żebyś wiedziała, że nigdy cię nie okłamywałem. Tylko po prostu czasem...

- Mijałeś się z prawdą?

Na jego twarzy pojawia się grymas niezadowolenia. Mówi stanowczym tonem:

- Nie. Nie podoba mi się to określenie. Być może byłem tylko zbyt powściągliwy.

- Żartowałam, Roy. Odrobinę się z tobą droczyłam.

- No tak, w porządku. Dobrze, oto moja historia. Krótka i nudna. Nie masz się czego obawiać, to nie będzie ci spędzać snu z powiek. Zacznę od tego, że pochodzę z Dorset. Muszę ci się przyznać, że byłem czarną owcą w rodzinie. Mój ojciec był wiejskim proboszczem, tak jak dziadek. Byłem najstarszym synem i oczekiwano po mnie, że pójdę w ich ślady. Posłano mnie do prywatnej szkoły, a później miałem studiować teologię w Cambridge. Ale wybuchła wojna. No i byłem - nadal jestem - kimś w rodzaju poszukiwacza przygód. Zaciągnąłem się, jak tylko osiągnąłem odpowiedni wiek, ale niestety nie dane mi było walczyć na pierwszej linii frontu. Powody były różne: chaos, jaki panował w tych czasach, brak właściwego przeszkolenia i fakt, że wojna wkraczała w finalną fazę. Tym, którzy walczyli najciężej, pozwolono dobić przeciwnika. Nas młodych trzymano w rezerwie. Nigdy nie mogłem tego odżałować. Byłem w czymś, co szumnie określa się mianem wywiadu wojskowego. Ale starałem się służyć krajowi najlepiej, jak potrafiłem w niewielkim oddziale, który wysłano na kontynent. Mieliśmy prowadzić różne dochodzenia i próbowaliśmy zlokalizować ukrywających się zbrodniarzy wojennych. Odnieśliśmy kilka sukcesów. Nauczyłem się wtedy wiele o życiu, chociaż przy tej okazji zobaczyłem rzeczy, których nikomu bym nie życzył.

- Na przykład?

- Och - odpowiada zmieszany - nigdy o tym nie mówię.

- Nawet mnie?

- Zwłaszcza tobie, moja droga. Nie powinnaś o tym wiedzieć. To mnie zmieniło i uczyniło tym, kim jestem.

- Wiesz - mówi, podnosząc wzrok, znów pełen energii - to, czego naprawdę nie znoszę, to nieuczciwość. - Patrzy na nią, a ona odpowiada mu spojrzeniem. - Wydaje mi się, że dzisiaj nikt już nie ma skrupułów, wszyscy kłamią. Oczywiście kiedy ktoś ich na tym przyłapie, to zmienia postać rzeczy. Ale sądzą, że nieuczciwość to nic złego, jeśli uchodzi na sucho. Nie pochwalam tego. Rozumiesz mnie?

Patrzy na niego, uśmiecha się i mówi:

- Chyba tak.

- Muszę więc przyznać się do pewnego podstępu, jaki zastosowałem, by cię poznać. - Urywa i przybiera poważny wyraz twarzy. - Nie nazywam się Brian. Mam na imię Roy. Roy Courtnay. Brian był swego rodzaju pseudonimem na to spotkanie. Nie wiem, czy mnie rozumiesz. Człowiek czuje się taki bezbronny.

"Pseudonim" - myśli trochę poirytowana.

- No cóż - mówi pogodnie i odrobinę lekceważąco. - Nigdy tak nie postępowałam, ale nie wykluczałam, że to się zdarza. Taka naturalna samoobrona. Chyba nadszedł czas na moje wyznanie. Nie nazywam się Estelle. Jestem Betty.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy