Reklama

Reklama

Kilkanaście rosyjskich bombowców nad Bałtykiem

Kilkanaście rosyjskich bombowców niespodziewanie pojawiło się w sobotę i niedzielę w regionie Morza Bałtyckiego. "Ich działania były monitorowane przez Stany Zjednoczone i NATO" - zapewnia amerykański urzędnik w rozmowie z CNN.

W sobotę, kilkanaście rosyjskich samolotów wystartowało z bazy w Kaliningradzie. Poderwano myśliwce NATO. Lot śledziły także samoloty ze Szwecji i Finlandii.

Reklama

W niedzielę rosyjskie maszyny, w tym kilkanaście bombowców i samolotów transportowych, znów pojawiły się nad Bałtykiem. Amerykański urzędnik w rozmowie z CNN przyznał, że do podobnych incydentów dochodziło już w przeszłości, jednak - jak dodał - nigdy Rosjanie nie pojawiali się w tym regionie dwa dni z rzędu.

"NATO i Stany Zjednoczone wciąż zastanawiają się, co chce osiągnąć Kreml. Jednak wszyscy są zgodni, że m.in ma to być demonstracja siły Władimira Putina" - ocenia rozmówca CNN.

Rzecznik Pentagonu, płk Steven Warren, incydent nazywa "wtargnięciem". Rosyjskie samolotu pozostały wprawdzie w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, jednak znalazły się niebezpiecznie blisko granicy NATO.

Już w sobotę sekretarz prasowy Pentagonu, John Kirby, wydał oświadczenie, w którym napisał, że było to "znaczące wydarzenie". Dodał, że nigdy wcześniej nie widział tak dużej liczby rosyjskich samolotów w tym regionie, jednak ocenił, że nie ma się czego obawiać. "Takie zdarzenia z pewnością nie sprzyjają zmniejszaniu napięcia, jednak NATO na razie nie ogłasza alarmu" - napisano.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje