Reklama

Reklama

Każdego dnia jest świadkiem dramatycznych wydarzeń. "Życie w oczekiwaniu na wojnę"

Dziennik ukraiński to – jak określił w podtytule autor – Notatki z serca protestu. Kurkow od ponad trzydziestu lat pisze dzienniki, przekonany, że to one właśnie opisują aktualne wydarzenia i toczące się życie, lepiej niż wszystkie podręczniki historii.

Mieszkając w samym centrum Kijowa, zaledwie kilkaset metrów od Majdanu, każdego dnia jest świadkiem dramatycznych wydarzeń, które zaczęły się na Ukrainie w listopadzie 2013 i trwają do dziś. Zdecydował się opublikować swoje półroczne zapiski, żeby zdać z nich szczegółową relację czytelnikom na całym świecie. 

Pisze: "[...] z balkonu widzimy dym palących się barykad, słyszymy eksplozje granatów i strzały, w mieszkaniu, z którego regularnie wychodzimy, żeby pójść do pracy, na Majdan czy gdziekolwiek indziej. Przez cały ten czas życie się toczy, nie zatrzymuje się ani na chwilę. [...] Życie podczas rewolucji, życie w oczekiwaniu na wojnę, która także teraz, kiedy piszę te słowa, wydaje się bardzo bliska, o wiele bliższa, nim była jeszcze tydzień temu".

Fragment książki:

14 marca 2014

Reklama

Ostatniej nocy trzydziestu ośmiu "wojowników Narnii", uzbrojonych w drewniane pałki i noże, zajęło jedną z filii banku, rozbroiło ochroniarzy. Nie szukali ani pieniędzy, ani dokumentów. Kiedy przyjechała milicja, rozpoczęła długie i niezupełnie jednoznaczne pertraktacje ze zdobywcami banku. Jeden z "wojowników" oznajmił, że przybył tu, żeby chronić bank przed możliwymi napadami, inni "wojownicy" powiedzieli, że "przechodzili przypadkiem" i to bank z jakiegoś powodu przyciągnął ich uwagę. 

Po pertraktacjach "wojownicy Narnii" oddali oficjalnym strażnikom ich broń, przekazali własną broń — pałki i noże — milicji, opuścili pomieszczenie i ostatecznie zostali wypuszczeni na wolność. Milicja wciąż studiuje nagrania wideo z kamer bezpieczeństwa, żeby wyrobić sobie zdanie na temat tego, co tam naprawdę zaszło. Sądzę, że "wojownicy" chyba nie zostaną ukarani. Podczas Majdanu, podczas walk z Berkutem już się wykazali. Ci młodzi miłośnicy fantasy i fantastyki tworzą egzotyczne bojówki ukraińskiej rewolucji europejskiej. Z drewnianymi tarczami i mieczami pojawili się w grudniu na Majdanie i najpierw wprowadzili do protestów nieco karnawałowego nastroju. 

To ich szeregi zostały później przerzedzone przez snajperów. Niektórzy zabici, niektórzy ranni. "Egzotyczna" pozostała przynajmniej ich nazwa. I znowu szukają, jak wiele innych grup protestu i samoorganizujących się związków, powstałych po zwycięstwie rewolucji, ujścia dla swojej społecznej energii. "Przebiegają gdzieś przypadkiem", nieustannie gotowi, by interweniować w każdej sytuacji, która wydaje się im podejrzana. W gruncie rzeczy obecnie jest dość łatwo, w Kijowie i w ogóle w całym kraju, znaleźć ujście dla tej energii. 

Zaczął się czas zemsty i redystrybucji własności. Wielu z tych, którzy cierpieli niesprawiedliwość ze strony starej władzy i jej przedstawicieli, chce teraz po prostu odebrać to, co im zabrano. Jednak są i przypadki przeciwne: niektórzy, za starej władzy zostali zgodnie z prawem, przyprowadzają na pomoc majdanowców, żeby szturmować biura i przepędzać urzędników, których zatrudniono po ich zwolnieniu. Wszystko to przebiega szybko, głośno, bezlitośnie i nie zawsze zgodnie z prawem. 

Przychodzi na Majdan jakaś kobieta i mówi, że za Janukowycza z powodu "wspierania opozycji" została zwolniona ze stanowiska dyrektorki, na przykład Centrum Sztuki Teatralnej na ulicy Wołodymyrskiej. W rzeczywistości została zwolniona z powodu nadużyć finansowych, jednak kto o tym wie na Majdanie? Jest "ofiarą systemu", a więc trzeba jej bronić. A potem kilkudziesięciu majdanowców wyrzuca na bruk nowego dyrektora Centrum Sztuki Teatralnej i oznajmia mu, że nie będzie już tam pracował. A kobieta przejmuje biuro dyrektora i prosi majdanowców, żeby stali na straży. Znienawidzony dyrektor, zupełnie normalny człowiek o czystych rękach, też idzie więc na Majdan i oznajmia innym majdanowcom, co zaszło. I ci inni majdanowcy idą razem z nim do budynku Centrum Sztuki Teatralnej, znowu dochodzi do kłótni, ostatecznie kobieta zostaje wyrzucona z biura i prawowity dyrektor wraca na swoje miejsce pracy. I także prosi majdanowców, żeby nie odchodzili, ale pilnowali budynku.

Trudno powiedzieć, kiedy skończy się ten brownowski ruch społeczny. Dla rewolucjonistów rewolucja toczy się nadal i nie można jej zatrzymać. Wycofanie się oznacza zdradę. Nikt nie chce być zdrajcą rewolucji, dlatego wszyscy szukają okazji, żeby przywrócić sprawiedliwość w jakimś miejscu, w jakiejś sytuacji. Niekoniecznie historyczną, raczej sytuacyjną. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy