Reklama

Reklama

Kara za "soczystego" e-maila

Czy można dyscyplinarnie zwolnić kogoś z pracy za to, że w prywatnym e-mailu bardzo "soczyście" krytykował swojego pracodawcę? Oczywiście sprawiedliwie, bo warunki pracy zagrażały życiu pracowników. E-mail był wysłany z prywatnego komputera, w prywatnym czasie i na prywatne skrzynki najbliższych przyjaciół, z których jeden okazał się zwykłym judaszem...

Tak zaczyna się list, który do redakcji "Angory" przysłał Mariusz Gronkiewicz z Lubina, były pracownik "Reala" w Zgorzelcu. Gronkiewicz przegrał już sprawę w sądzie I instancji, a teraz złożył apelację. W "Realu" nie pracuje już od ponad roku, przez kilka miesięcy ze zwolnieniem dyscyplinarnym nie mógł znaleźć zatrudnienia. Później pracował w innym hipermarkecie, ale po trzech miesiącach nie przedłużono mu umowy. Teraz pracuje w hipermarkecie budowlanym.

Reklama

- Sprzedaję płytki, jestem zwykłym robolem - mówi Gronkiewicz - a przez całe życie byłem na kierowniczych stanowiskach i zawsze dbałem o swoich podwładnych. Stanąłem w ich obronie i poniosłem karę.

W "Realu" pracował od 2000 roku. Był

kierownikiem działu

sport - zabawki. Niejako "w zawodzie",

bo jest magistrem rekreacji.

- Na początku mieliśmy niemieckiego dyrektora. To był profesjonalista - dbał o pracowników, o klientów i o towar. Problemy zaczęły się dwa lata temu, kiedy do firmy przyszła nowa dyrektorka. Ona już o nic nie dbała. Zlikwidowano namiot, w którym na zewnątrz był przechowywany towar, próbowaliśmy go zimą jakoś przykrywać plandekami, ale jak spadł śnieg - trudno go było wydostać. Mówiłem o tym co tydzień na zebraniu, ale nikt się nie przejmował. Pracowało się coraz gorzej, moi pracownicy coraz częściej narzekali, a ja rozkładałem ręce - opowiada Gronkiewicz.

Czarę goryczy przelały rozsypujące się wózki widłowe. - Były już tak popsute, że zagrażały bezpieczeństwu pracowników. Miałem już tego dosyć, nie chciałem uczestniczyć w tej hochsztaplerce. 29 marca poszedłem do domu z postanowieniem, że poszukam sobie nowej pracy. Strasznie bolała mnie głowa, toteż nałykałem się przeciwbólowych proszków...

Gronkiewicz nie pamięta, że tej nocy mógł napisać tego e-maila. Niewątpliwie został wysłany z jego domowego komputera i w niecenzuralnych słowach odnosił się do kierownictwa firmy, aczkolwiek nie padło w nim żadne nazwisko.

Trzy dni później trafił na kilka dni do szpitala. Od tego czasu był na zwolnieniu lekarskim, ale przychodził do pracy na obiady.

- Na stołówce nie bardzo chciano ze mną rozmawiać, a jeden z kolegów zapytał: "Co ty za e-maila wysłałeś, Mariusz?". Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, bo wysyłam bardzo dużo różnych e-maili i fotek do kolegów.

7 kwietnia Gronkiewicz zaczął zakładać w "Realu" "Solidarność", 10 kwietnia została zarejestrowana organizacja zakładowa, a zaraz potem zabroniono mu przychodzić do stołówki. 3 maja podbito mu w kadrach

książeczkę zdrowia,

odebrał też grafik pracy na maj ze swoim nazwiskiem na liście.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje