Reklama

Reklama

Kampania prezydencka na finiszu. Co z niej zapamiętasz?

Kampania prezydencka 2015 z pewnością na długo zapadnie w pamięć wyborców. Od ogłoszenia wyników pierwszej tury wyborów 10 maja zaczęła się prawdziwa walka, w której nie zabrakło momentów zabawnych, zaskakujących i nagłych zwrotów akcji. Jak mawiają klasycy – przeżyjmy to jeszcze raz.

Nietęgie miny i wielka mobilizacja

Przedwyborcze sondaże dawały sztabowi Bronisława Komorowskiego jasny sygnał, że wygrana przyjdzie z łatwością. Wynik pierwszej tury był wobec tego dużym zaskoczeniem dla urzędującego prezydenta, co najlepiej odzwierciedliły jego słowa podczas wieczoru wyborczego: "W moim przekonaniu wstępne wyniki wyborów trzeba odczytać jako poważne ostrzeżenie dla całego szeroko pojętego obozu władzy. Trzeba wyciągnąć daleko idące wnioski. Trzeba słuchać głosu wyborców".

Oprócz nietęgich min sztabu Komorowskiego, spektakularnym elementem tego dnia okazał się ponad 20-proc. wynik Pawła Kukiza, który zdominował dyskusję wyborczą na kilka następnych dni.

Reklama

Szał prezydenckich podpisów

Wspomniany dobry wynik Kukiza i słaby wynik Komorowskiego spowodowały lawinę zmian, które zaproponował urzędujący prezydent. Pierwszą zmianą było ogłoszenie referendum w sprawie głównego punktu programu Kukiza - jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW).

- W Kancelarii Prezydenta opracowano projekt ustawy wprowadzający kryterium 40 lat stażu pracy, jako elementu uprawniającego do przejścia na emeryturę - to kolejna zmiana, jaką prezydent Bronisław Komorowski zaproponował obywatelom.

Oprócz tego prezydent opowiedział się za szybkim uchwaleniem ustawy dotyczącej obrotu ziemią i możliwości nabywania jej przez cudzoziemców. - Polscy rolnicy nie mogą żyć w niepewności jutra - podkreślał.

Błyskawiczność decyzji Komorowskiego szybko zaowocowała powstaniem akcji #ŻądamOdBronka, w której internauci pisali o swoich potrzebach, jakie również powinny zostać zrealizowane przez prezydenta.




Kandydaci na ulicach miast

Kolejnym zaskakującym momentem kampanii prezydenckiej było wyjście kandydatów na ulice w celu pozyskiwania wyborców. Ograniczający się wcześniej do wieców kandydaci, rozpoczęli tym samym kampanię w iście amerykańskim stylu. Andrzej Duda rozdający kawę przed wejściem na stację metra i Bronisław Komorowski spacerujący po Warszawie, to z pewnością niezapomniane obrazy tej kampanii.

Jak się jednak okazało i te wydarzenia nie obeszły się bez komentarzy użytkowników. #CoNaToBronek - to odpowiedź Twittera na wpadkę prezydenta podczas spaceru, kiedy radził młodemu mężczyźnie jak przeżyć za 2 tys. zł.


Szepty motywem przewodnim kampanii

Kolejne wpadki również okazały się hitami internetu. Szczególne miejsce zajęły szeptane przez osoby ze sztabów podpowiedzi, jak kandydaci mają się zachowywać. Szefowa sztabu Andrzeja Dudy podczas wieczoru wyborczego instruowała kandydata, aby poszedł pocałować żonę.

Jowita Kacik ze sztabu Bronisława Komorowskiego, stojąc za plecami prezydenta podpowiadała z kolei: "Przytulmy panią!", "Zaprośmy do Pałacu!", "Zapytajmy, czego brakuje", kiedy kandydat rozmawiał z kobietą na wózku inwalidzkim.

Znani i lubiani w natarciu

W wir kampanii wpadli również popularni politycy, aktorzy, czy satyrycy. Poparcie ze strony takiej osoby było czasami interpretowane, jako pocałunek śmierci (tak o poparciu Aleksandra Kwaśniewskiego dla urzędującego prezydenta powiedział Mariusz Błaszczak), czasem jednak znani i lubiani ocieplali wizerunek wspieranego kandydata.

O ociepleniu wizerunku nie można jednak powiedzieć w przypadku głośnej wpadki Tomasza Lisa i Tomasza Karolaka w programie "Tomasz Lis na żywo", gdzie prowadzący i jego gość krytykowali poglądy córki Dudy, powołując się na fałszywe konto na jednym z portali społecznościowych.

Równie niefortunny okazał się wpis europosła PiS Janusza Wojciechowskiego: "Według standardów UE dla kur zalecany jest wolny spacer (ang. free-walking hen), a nie klatka. Odwrotnie dla prezydenta Komorowskiego". Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, padły przeprosiny, jednak pamiętajmy, że... w przyrodzie nic nie ginie. 

Rodzina, wszędzie rodzina

Kampania prezydencka nie pozwoliła nam na pewno zapomnieć o rodzinach kandydatów. Aktywne od samego początku żona i córka Dudy, a także uaktywnione słabym wynikiem Komorowskiego jego dzieci, to stałe obrazy przedwyborczej walki.

Debaty pełne emocji

Debata to zwykle najciekawsze wydarzenie kampanii, ponieważ wyborca ma szansę podziwiać kandydatów w prawdziwej, zawziętej walce. "Blokuje Pan etat?", "Ja nie mam nad sobą żadnego prezesa", czy "Kiedy Pan jest sobą?" to tylko niewielki wycinek wypowiedzi obu dyskutantów podczas pierwszej debaty, transmitowanej przez TVP i Polsat. 

Druga debata także wzbudziła wiele emocji i pokazała, że trudno doszukać się jednoznacznej odpowiedzi, który kandydat wypadł lepiej. 

- Kto wygrał czwartkową debatę prezydencką? - odpowiedź jest prosta. Nikt. Był remis, ale nie zero do zera, tylko minus pięć do minus pięciu. Dość żałosne widowisko - ocenia w rozmowie z Interią Piotr Tymochowicz, doradca mediowy, specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego. 

Mimo braku zdecydowanego zwycięstwa jednego z kandydatów, byliśmy świadkami kilku ciekawych pytań i odpowiedzi, a także wędrówki proporczyka z logo Platformy Obywatelskiej. Na szczęście zawsze możemy liczyć na niezawodnych internautów, którzy podsumowali czwartkową debatę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy