Reklama

Reklama

Jeden telefon odmieni jego życie? To był zorganizowany atak

​Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander znają chyba wszyscy fani dobrego kryminału na świecie. "Co nas nie zabije" to kontynuacja trylogii Millennium Stiega Larssona napisana przez Davida Lagercrantza.

Wybór Lagercrantza na następcę Larssona wywołał wiele kontrowersji, choć to pisarz z ogromnym doświadczeniem. Jest autorem głośnej biografii Zlatana Ibrahimovica "Ja, Ibra", która została uznana w Szwecji za jeden z największych sukcesów literackich ostatnich lat. Popularność przyniosły głównie mu biografie Gorana Kroppa i Håkana Lansa, a także książka "Grzech pierworodny w Wilmslow" o śmierci Alana Turinga. Lagercrantz jest również cenionym dziennikarzem śledczym w szwedzkim dzienniku "Expressen". Zna mechanizmy działania policji i wywiadu szwedzkiego, co bardzo przydało mu się przy pisaniu kontynuacji Millennium. 

- Chcieliśmy utrzymać przy życiu bohaterów i świat, który wykreował Stieg. Wybraliśmy do tego Davida Lagercantza, ponieważ uważamy, że właśnie on nadaje się do tego zadania. Jest zdolnym pisarzem, który w swojej karierze wykreował wiele genialnych, kompleksowo zbudowanych postaci. Kontynuację napisze jednak po swojemu - ogłosili w ubiegłym roku Joakim i Erland Larssonowie, czyli brat i ojciec Stiega, którzy są spadkobiercami jego spuścizny.

Reklama

Fabuła nowej części Millennium opiera się na tym, że Mikael Blomkvist przechodzi kryzys i rozważa porzucenie zawodu dziennikarza śledczego. Lisbeth Salander podejmuje duże ryzyko i bierze udział w zorganizowanym ataku hakerów. Do Blomkvista dzwoni w nocy prof. Frans Balder mówiąc, że ma kluczowe informacje na temat amerykańskiego wywiadu, w czym pomogła mu pewna hakerka, którą Mikael dobrze zna. Drogi Salander i Blomkvista znów się krzyżują.

Profesor Balder posiada szokujące informacje na temat działalności amerykańskich służb specjalnych. Mikael bez wahania leci do Doliny Krzemowej zbierać materiały do sensacyjnego tekstu, który nie tylko może uratować jego karierę, ale też wpłynąć na losy całego świata.

Fragment książki: 

"MIKAEL BLOMKVIST SPAŁ zaledwie kilka godzin. Tylko dlatego, że zaczytał się w kryminale Elizabeth George. Nie było to oczywiście zbyt rozsądne. Przed południem prasowy guru Ove Levin z Serner Media miał przedstawić linię programową "Millennium", więc powinien być wypoczęty i gotowy do walki. 

Nie miał jednak ochoty zachowywać się rozsądnie. W ogóle na nic nie miał ochoty. Zmusił się do wstania i zrobił sobie wyjątkowo mocne cappuccino w swojej jurze impressie X7 - w ekspresie, który kiedyś dostarczono mu do domu ze słowami: "Sam powiedziałeś, że i tak nie potrafię go obsługiwać". Teraz stał w jego kuchni jak pomnik lepszych czasów. Nie miał już żadnego kontaktu z tym kimś, kto mu go przysłał. Nie czuł też, żeby jego praca była szczególnie inspirująca. 

W weekend zastanawiał się nawet, czy nie powinien się zająć czymś innym, a u człowieka takiego jak Mikael Blomkvist była to dość drastyczna myśl. "Millennium" było jego miłością i życiem. Wiązało się z nim wiele z jego najlepszych i najbardziej dramatycznych wspomnień. Ale nic nie trwa wiecznie. Pomyślał, że dotyczy to również tego, co czuł do "Millennium". Zresztą nie były to dobre czasy dla właścicieli gazet, zwłaszcza zajmujących się dziennikarstwem śledczym. 

Wszystkie ambitne teksty, które miały coś zmienić, były jak krew w piach. Chcąc nie chcąc, co jakiś czas wracał do myśli, że jego wizja "Millennium" w dalszej perspektywie mogła się wprawdzie wydawać piękna, ale niekoniecznie musiała się przyczynić do przetrwania gazety. Poszedł do dużego pokoju i popijając kawę, zaczął błądzić spojrzeniem po zatoce Riddarfjärden. Szalał sztorm. 

Babie lato, które trwało w stolicy przez sporą część października, sprawiając, że ogródki restauracji były nadal czynne, nagle zastąpiła iście diabelska pogoda. Zgięci wpół ludzie przemykali przez miasto w porywach wiatru i strugach deszczu. On przez cały weekend nie wyściubił nosa z domu, nie tylko ze względu na pogodę. Wielkie plany zemsty spełzły na niczym. Zarówno jedno, jak i drugie było dla niego nietypowe. 

Nie był wiecznym przegranym, który zawsze musi odpłacać pięknym za nadobne, i w odróżnieniu od wielu innych medialnych szych w kraju nie miał rozdętego poczucia własnej wartości, które by wymagało nieustannego podsycania i potwierdzania. A z drugiej strony miał za sobą kilka trudnych lat. Na domiar złego niespełna przed miesiącem William Borg, dziennikarz ekonomiczny z należącej do koncernu Sernera gazety "Business Life", opublikował felieton pod tytułem: Czas Mikaela Blomkvista już minął. 

Fakt, że ten tekst w ogóle powstał i że zyskał taki rozgłos, świadczył rzecz jasna o tym, że pozycja Mikaela w dalszym ciągu była silna. Nikt też nie twierdził, że felieton jest dobrze napisany albo oryginalny. W zasadzie powinno się go było uznać za kolejny atak zazdrosnego kolegi po fachu. Ale z jakiegoś powodu, który po pewnym czasie nie był już do końca jasny, artykuł przerodził się w coś poważniejszego. Może na początku można go było uznać za dyskusję o zawodzie reportera: czy należy, jak Blomkvist, "cały czas doszukiwać się nadużyć w gospodarce, kurczowo trzymając się anachronicznego modelu dziennikarstwa rodem z lat siedemdziesiątych", czy też, jak William Borg, "wyzbyć się wszelkiej podejrzliwości i docenić przedsiębiorców, którzy nadają Szwecji rozpęd". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje