Reklama

Reklama

Jacek Majchrowski: Jest przekonanie, że za wszystko odpowiadam ja

Po zamachach terrorystycznych w Brukseli wróciła dyskusja na temat bezpieczeństwa i lokalizacji głównych wydarzeń Światowych Dni Młodzieży. - Musimy być przygotowani, że jak będzie 1,5 mln osób w jednym miejscu, to prawdopodobieństwo niebezpiecznych, nieprzewidzianych sytuacji jest bardzo duże - przestrzega w rozmowie z Interią prof. Jacek Majchrowski. Prezydent Krakowa jest zwolennikiem przeniesienia imprezy z Brzegów (gmina Wieliczka) na Błonia.

Dariusz Jaroń, Interia: Zacznijmy od początku. Za co odpowiada gospodarz Krakowa przy organizacji Światowych Dni Młodzieży?

Reklama

Prof. Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa: Do miasta należą tak naprawdę trzy rzeczy: utrzymanie czystości, komunikacja i organizacja ruchu. Tylko te trzy, chociaż dwie ostatnie newralgiczne.

Co jest największym wyzwaniem?

- Kwestia organizacji ruchu. Na ten moment nie wiemy, ilu dokładnie będzie pielgrzymów, gdzie będą mieszkać, skąd i kiedy przyjadą. Dopiero jak wszystko będzie jasne, będzie można opracować ostateczny plan działania. Oczywiście, mamy opracowaną generalną strategię, ale jak pan wie, pojawił się w ostatnich dniach nowy problem.

Brzegi czy Błonia?

- Ewentualna zmiana lokalizacji każe zmienić sposób organizacji ruchu.

Przeniesienie głównych uroczystości ŚDM na Błonia to dobry pomysł?

- Tak. Wszystkie krakowskie pielgrzymki papieskie związane były z mszą na Błoniach, mamy ten wariant opracowany. Poza tym tu jest więcej wyjść i dojść dla wiernych niż w Brzegach. Z rozejściem się tłumu nie byłoby takiego problemu jak w Brzegach.

Dotykamy kwestii bezpieczeństwa.

- Oczywiście. Błonia można szybciej opróżnić po zakończeniu spotkania czy ewakuować w razie potrzeby. W Kolonii, podczas ŚDM, ostatnia osoba opuściła teren po 20 godzinach od zakończenia wydarzenia. Musimy być przygotowani, że jak będzie 1,5 mln osób w jednym miejscu, to prawdopodobieństwo niebezpiecznych, nieprzewidzianych sytuacji jest bardzo duże. To wynika ze statystyki. Wystarczy, że ktoś dla żartu rzuci hasło o bombie... Tłum ruszy i będzie jak w Mekce. Nie ma bomby, nie ma zamachu, a kilkaset osób jest stratowanych.

W Brzegach nie ma możliwości sprawnej ewakuacji?

- Moim zdaniem nie ma. Z tego co pamiętam, tam są dwa dojścia dla wiernych. Pamiętajmy, że trzeba też wydzielić drogę dla karetek, VIP-ów, służb. Wokół są rzeczki, stawy, wyjście na autostradę, z której nawiasem mówiąc nie pozwolono skorzystać jako z parkingów i będzie na niej normalny ruch. Moim zdaniem to miejsce stwarza niebezpieczeństwo.

Oficjalnie rząd zapewnia, że jest bezpiecznie, nieoficjalnie "Rzeczpospolita" pisała nawet o możliwości wycofania się ze Światowych Dni Młodzieży. Słusznie?

- Do mnie to nie dotarło. Poza tym odwołać ŚDM mogą ci, którzy je zwołali, czyli papież Franciszek. Nie sądzę, żeby rząd sformułował taki wniosek do Watykanu.

Czuje się pan nieformalnie odpowiedzialny za bezpieczeństwo podczas ŚDM?

- Jest takie przekonanie, że za wszystko odpowiadam ja. Niektórzy byli posłowie tak uważają, świadczy to o tym, że nie bardzo mają świadomość podziału kompetencji. A powinni.

A jako gospodarz miasta?

- Formalnie za bezpieczeństwo podczas ŚDM odpowiadają służby państwowe. Ale to naturalne, że jako prezydent czuję odpowiedzialność za miasto i mieszkańców. Służby, które nam podlegają: straż miejska, częściowo straż pożarna, zostaną postawione w stan gotowości. Ściśle współpracujemy z policją. Będziemy wszyscy robić to, co do nas należy, najlepiej jak można.

Parokrotnie mówił pan, że jak ktoś może, powinien rozważyć wyjazd z Krakowa na czas ŚDM. Przyszedł w odpowiedzi list: "co mnie pan wyrzuca?"

- Ja nikogo nie wyrzucam, mówię tylko, że będą utrudnienia. Nie widzę powodu, by nie mówić mieszkańcom prawdy. Jeżeli miasto liczy na co dzień 800 tys. mieszkańców, do tego dojdzie nagle dwa razy tyle z zewnątrz, to muszą być komplikacje. Będą utrudnienia w komunikacji, strefy wyłączone z ruchu. Ci sami ludzie, którzy teraz piszą, że ich wyrzucam, będą mówili, że nikt ich nie ostrzegł, że trudno będzie gdziekolwiek dojechać. Musimy mieć wszyscy świadomość skali tego wydarzenia, i jak to się odbije na naszym codziennym funkcjonowaniu. Ale trzeba też jasno powiedzieć, że najwięcej osób będzie w Krakowie przez około trzy dni - piątek, sobota i niedziela.

Utrudnienia bardzo się zmienią w przypadku zmiany lokalizacji z Brzegów na Błonia?

- Będą inne. Ruch i tak będzie ograniczony. Pamiętajmy, że koło Błoń przebiega główna trasa przelotowa przez Kraków. Jest jeszcze brana pod uwagę trzecia lokalizacja, czyli lotnisko w Balicach. Tam jest dobry dojazd autostradą, nawet pociągiem, chociaż jego przepustowość na tej trasie jest mała. Bardziej skomplikowana w przypadku Balic jest sprawa dojścia na piechotę, bo tak głównie przemieszczają się pielgrzymi.

Czyli mamy trzy potencjalne lokalizacje na ten moment?

- Tak, chociaż ta ostatnia nie jest powszechnie podawana. Moim zdaniem gdzieś tam z tyłu głowy wielu osób jednak funkcjonuje jako rozwiązanie rezerwowe.

A pan, jako gospodarz miasta, którą by wybrał?

- Błonia.

Ze względu na zabezpieczenie?

- I doświadczenie. Są opracowane plany, wiadomo jak to się odbywa. Często mówiłem, że Brzegi nie są dobrą lokalizacją. Zawsze wskazywałem na Błonia. I nawet tak się z ks. kardynałem Dziwiszem umówiliśmy, że to będą Błonia. Decyzję podjęła Stolica Apostolska. Nie chcę nikogo krytykować, ale uważam, że tego typu decyzje powinni podejmować ci, którzy znają miejscowe realia, a nie osoby z zewnątrz na podstawie mapy lub pojedynczych wizytacji.

Co Kraków zyska dzięki ŚDM?

- Główną korzyścią, oprócz walorów związanych ze sferą religijną, jest promocja miasta. Szacuje się, że przyjedzie tutaj sześć tysięcy dziennikarzy. To reklama, za którą nie będziemy musieli płacić.

A kwestie finansowe?

-  Przyjazd takiej liczby pielgrzymów oznacza zapełnienie hoteli, restauracji, taksówek. Zysk osób, które żyją w mieście z turystów, a w Krakowie jest to 20 proc. mieszkańców. Ewentualny bilans? Tego dowiemy się dopiero po imprezie. Zgodnie z danymi zamieszczonymi w raporcie PWC po Światowych Dniach Młodzieży w Madrycie, całkowity wpływ ŚDM na gospodarkę Hiszpanii zamknął się kwotą 354,3 mln euro, z czego 231,5 mln euro przypadło na sam Madryt.

Pielgrzymi wracają do miejsc, które odwiedzili w ramach ŚDM?

- Patrząc na doświadczenia poprzedników, częściowo tak. Ale jak ktoś przyjedzie z Panamy czy Wenezueli, to jest mała szansa, że wróci do Krakowa. Europejczycy pewnie tak. Według statystyk co trzeci pielgrzym się rejestruje, ma zorganizowany przyjazd, datę przyjazdu i wyjazdu. Reszta przyjeżdża na dziko. Jak pokazują doświadczenia miast, w których odbywały się ŚDM, jest szansa, że zostaną dłużej i zwiedzą Kraków.

Można porównać ŚDM do pielgrzymek papieskich?

- Nie ma porównania. Tego typu imprezy dotąd w Krakowie nie było. Nawet ŚDM w Częstochowie były wydarzeniem na inną skalę, bo to były dopiero początki tego wydarzenia. ŚDM to wielka impreza, trwająca tydzień. Fajnie będzie.

***

Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Krakowie w dniach 26-31.07.

Rozmawiał Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne