Reklama

Reklama

Incydent w Europarlamencie: Janusz Korwin-Mikke zapowiada, że przeprosi

​Janusz Korwin-Mikke swoim środowym wystąpieniem w Parlamencie Europejskim wywołał falę oburzenia i krytyki. W polskich i zagranicznych mediach zawrzało. Za zachowanie europosła przeprosił szef MSZ Grzegorz Schetyna. Co na to sam polityk? Zamieszania nie rozumie. - To absurd, zupełny absurd - mówi Interii. I zapowiada, że on też przeprosi. W swoim stylu.

Wszystko zaczęło się od... biletów komunikacyjnych. Debatowano nad utworzeniem systemu, który pozwoliłby obywatelom Unii podróżowanie po terenie UE jednym biletem. Głos zabrał Janusz Korwin-Mikke.

Reklama

"Za każdym razem mówimy tu o różnorodności. O tym, że parlament broni różnorodności. Jednak w każdym głosowaniu opowiadamy się za ujednoliceniem wszystkiego. Nie głosujemy za różnorodnością, lecz za unifikacją. Tym razem będzie to: 'Ein Reich, ein Volk ein Ticket' (Jedna Rzesza, jeden naród, jeden bilet - red." - mówił.

Tym sformułowaniem, któremu towarzyszył nazistowski gest pozdrowienia, nawiązał do hasła z czasów hitlerowskich Niemiec: "Ein Reich, ein Volk, ein Führer" ("Jedna Rzesza, jeden naród, jeden wódz").

W mediach - nie tylko polskich - zawrzało. Za zachowanie lidera partii KORWiN przeprosił minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. Padło też pytanie: Czy polski europoseł popełnił przestępstwo?

Z art. z art. 256 par. 1 kodeksu karnego wynika, że:

 "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."

- Trudno jest uznać, że zamiarem pana Janusza Korwin-Mikkego było propagowanie faszystowskiego ustroju państwa. A to byłoby warunkiem pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej - wyjaśnia Janusz Zagrobelny z Katedry Postępowania Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Europoseł na antenie TVN tłumaczył, że jego celem jest "pokazanie, że Unia ma faszystowski rodowód, że właściwie większość, gospodarcza część działalności Unii Europejskiej jest po prostu hitlerowskie. Wspólna waluta, ujednolicanie wszystkiego, nawet Hitler obiecał, że po wojnie zlikwiduje palenie papierosów". Czyli nie propagował, a krytykował.

Zresztą, jak powiedział w rozmowie z Interią, to nie pierwszy raz, kiedy użył nazistowskiego hasła do mówieniu o Unii. - Zrobiłem dokładnie to samo kilka lat temu, mówiąc, że się nie zgadzam na zasadę "Ein Reich, ein Volk, ein Euro". Natychmiast poszedł donos do prokuratury, która po pięciu minutach mnie zwolniła. I koniec. To absurd zupełny - komentował Janusz Korwin-Mikke.

Czyli sprawa zamknięta?

- Niewykluczonym pozostaje jednak zastosowanie w sprawie sankcji określonych w Regulaminie Parlamentu Europejskiego, tj. nagany, utraty prawa do diety lub prawa do uczestnictwa w pracach Parlamentu Europejskiego za okres od 2 do 10 dni - tłumaczy Zagrobelny.

Nie byłaby to pierwsza taka kara dla tego kontrowersyjnego polityka. Korwin-Mikke w zeszłym roku został ukarany za użycie rasistowskiego języka w trakcie debaty na temat bezrobocia wśród młodzieży. Powiedział wówczas, że "mamy 20 milionów (bezrobotnych) Europejczyków, którzy są Murzynami Europy". Został za to pozbawiony diety poselskiej na 10 dni.

Tymczasem Janusz Korwin-Mikke zapowiada, że będzie publicznie przepraszał. Za gest? - Będę przepraszał. Nie powiedziałem, że za ten gest - zaznaczył w rozmowie z Interią.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL