Reklama

Reklama

Henryk Martenka: Szklana pułapka 6

Cykl sekretnych spotkań prezydenta Lecha Kaczyńskiego w dźwiękoszczelnej, szklanej kapsule w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego wymyślił Misiu Kamiński, minister w prezydenckiej Kancelarii.

Akcja jest z gruntu utopijna, bo ma powstrzymać spadek notowań Lecha Kaczyńskiego, ma pomóc w radykalnej zmianie prezydenckiego wizerunku, a mąż Marii ma stać się mężem stanu. Pomysł cwanego Misia opiera się na rejestrowaniu na taśmie twardych rozmów polskiego prezydenta ze starannie zaproszonymi gośćmi ze świata, by później, gdy treść rozmów - w sposób kontrolowany, naturlich - przeniknie do mediów, wiadomo było, kto spośród rozmówców nosi spodnie, a kto je tylko przytrzymuje na szelkach.

Reklama

Pierwsza rozmowa, jaką w podziemiach BBN przeprowadził i nagrał prezydent Kaczyński, była rozmową eksperymentalną, próbną. To dlatego Misiu wybrał Radka. Po pierwsze - to swój; partyjny kolega, z PiS-owskim rodowodem, po drugie - prezydent się młodzieniaszka nie boi, a po trzecie - Radek gwarantuje, że po dwunastu godzinach od tajnej rozmowy jej treść - w sposób zaskakujący dla wszystkich - pojawi się w gazetach. Sikorski, który według doradców prezydenta RP, otarł się o różne służby i różnych dżentelmenów, okazał się doskonałym kandydatem do eksperymentu. Ba! Nawet nie zorientował się chłopina, że to próba generalna przed ważniejszymi projektami, bo uwierzył, że naprawdę chodziło o niego. Naprawdę jest tak zadufanym gościem?

Następni rozmówcy zapraszani do BBN nie będą jednak tak nieskomplikowani jak ambitny Radek. Niemniej lista pytań przygotowanych przez grubego spin doktora sprawdziła się i wymagała tylko nielicznych, kosmetycznych korekt. Dlatego w ciemno mogliśmy założyć, że kolejna rozmowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaplanowana na ten tydzień, będzie przebiegała tak:

- Dzień dobry, panie Sarkozy.

- Bon jour, monsieur president Kaczyński.

- Czy zna pan Belmonda?

- Co proszę?

- Zna go pan?

- A jaki ma to związek z traktatem lizbońskim?

- Belmonda znasz?

- Monsieur president... Ta lampa, tak oślepia... Proszę...

- Znasz go, k..., czy nie znasz, dziadu?!

- Tak, znam.

- Zaprotokołować, że zna! Ile jest cztery razy osiem?

- Trzydzieści dwa, ale to wie nawet madame Fotyga...

- Milczeć! Stasiak, wyprowadź tego żabojada, bo nie zdzierżę...

Komentarz, jaki ukaże się po rozmowie obu mężów stanu, będzie brzmiał następująco: "Przywódcy wymienili się informacjami niezbędnymi do poznania stanowisk obu państw w procesie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. W rozmowie zdecydowanie dominowała strona polska".

Kilka dni później, w kosmicznej kapsule odpornej na przecieki, usiądą za stołem prezydent Kaczyński i Condoleezza Rice, sekretarz stanu USA.

- Gud morning, Kondi, hał are ju?

- I'm fine, mister president, and you?

- No, dobra już, dobra... Mam pytanie w związku z tą waszą tarczą. Znasz Hajtę?

- Sorry, co to jest Hajtę?

- Pani sekretarz, pytam grzecznie, czy znasz Hajtę? Nie odwracaj, babo, głowy od mikrofonu!

- Znam osobiście osiemnaście milionów ludzi, panie prezydencie, może i jakiegoś Hajtę też.

- Ależ ty masz menstrualne ego, kobieto...

- A co ma do tego moje menstrualne ego? Nie wkurzaj mnie, malutki, bo dostaniesz od nas baterię Duracell, a nie Patriot! A tarczę mamusia przyszyje ci do rękawa.

- Więcej szacunku, Kondi, więcej szacunku, ostrzegam! Brat mój, który ostrych bab nie cierpi, tak cię objedzie, że zbledniesz jak chusta... Ale zostań jeszcze, nie, nie wychodź, Kondi, plisss, napijemy się winka, Kondi, nie odchodź, pliisssss...

Ten komunikat prasowy nie będzie nadmiernie optymistyczny. "W Warszawie kontynuowano rozmowy na temat elementów tarczy antyrakietowej. Uczestniczący w negocjacjach prezydent Lech Kaczyński, ratując rozmowy przed definitywnym zerwaniem, zaproponował, że Polska przyjmie na siebie odpowiedzialność za ładowanie baterii po jej każdorazowym zużyciu".

W sierpniu na poufne rozmowy ma przyjechać prezydent Rosji Miedwiediew. Kancelaria Prezydenta RP przygotowała się i na tę okoliczność (Formularz 13x/b/08).

- Zdrawstwujtie, gospodin Miedwiediew!

- Dzień dobry, panie prezydencie Kaczyński. Jak się pan miewa?

- O Jezusie Nazareński, jak ładnie mówicie po polsku.

- Trzeba znać język swoich przyjaciół. I wrogów też, nieprawdaż?

- Jest pan tłumaczem?

- Nie rozumiem, panie prezydencie Kaczyński.

- Ja też nie rozumiem. Jesteś zawodowym tłumaczem? Odpowiedz, bo każę zaprotokołować, że odmawiasz odpowiedzi!

- A co ma wspólnego mój zawód ze stosunkami polsko-rosyjskimi?

- Ma, Miedwiediew, ma wiele wspólnego, bo Rosja zwykle sprawia nam zawód...

- Chyba miłosny, prezydencie Kaczyński...

- Nie bądźcie chamem, prezydencie Miedwiediew.

Nazajutrz w mediach pojawi się krzepiąca informacja o wznowieniu przez Rosję importu polskiego mięsa drobiowego.

henryk.martenka@angora.com.pl

Dowiedz się więcej na temat: Dmitrij Miedwiediew | prezydent | pułapka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne