Reklama

Reklama

Fundacja ITAKA sceptycznie o jasnowidzach

Nie znamy żadnej sprawy, w której wizja jasnowidza bezpośrednio przyczyniłaby się do odnalezienia osoby zaginionej - mówi Aleksandra Andruszczak-Zin z fundacji ITAKA, Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych.

Agnieszka Waś-Turecka: Czy kiedykolwiek ITAKA zwracała się do jasnowidzów z prośbą o pomoc przy odnalezieniu zaginionych?

Aleksandra Andruszczak-Zin, zastępca dyrektora Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji w Fundacji ITAKA: - Fundacja ITAKA nigdy nie zwracała się z jakąkolwiek prośbą do jasnowidzów.

Czy rodziny osób zaginionych, których sprawami zajmuje się ITAKA, zwracały się z taką prośbą?

- Niemalże każda rodzina zwraca się po pomoc do jasnowidza, szczególnie w momencie, gdy wyczerpały się wszystkie możliwości poszukiwawcze dostępne rodzinie, policji i innym instytucjom zaangażowanym w poszukiwania.

Reklama

Z jakim skutkiem?

- Nie znamy żadnej sprawy, w której wizja jasnowidza bezpośrednio przyczyniłaby się do odnalezienia. Czasami wizja pokrywa się z okolicznościami zaginięcia: jeśli ktoś był ostatni raz widziany nad rzeką i miał myśli samobójcze to jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie odnaleziony w rzece.

Czy ITAKA weryfikowała w ten sposób uzyskane informacje?

- Nie, nigdy. Ta zasada wynika z naszego doświadczenia. Monitorujemy jednak to, co jasnowidz mówi rodzinie, i porównujemy z okolicznościami zakończenia zaginięcia.

Czy podane przez jasnowidzów wskazówki kiedykolwiek pomogły w wyjaśnieniu jakiejś sprawy?

- W większości spraw rodzina sprawdza informacje od jasnowidzów, policja nie ma serca odmawiać w pomocy np. przeszukania terenów, ale nic z tego nie wynika. Wtedy rodzina jedzie do następnego jasnowidza. Jeśli jasnowidz mówi, że zaginiony "żyje", to daje to nadzieję.

- Niestety, często rodzina słyszy, że ich bliski nie żyje i podane są bardzo niejasne informacje, gdzie jest ciało. Te rodziny często wymagają potem leczenia psychiatrycznego i stałej opieki psychologów. Nie muszę chyba tłumaczyć ,co się dzieje z matką, która usłyszy, że jej córka nie żyje i musi z taką informacją żyć kilka lat, bo tyle trwa zaginięcie.

- Mamy przypadki, gdy jasnowidz powiedział: "nie żyje", a zaginiony wracał do domu. Mamy też sprawy, gdy rodzice usłyszeli, że ich córka jest przetrzymywana w domu publicznym, a okazywało się, że nie żyje od dnia zaginięcia.

***

Wywiad z Krzysztofem Jackowskim przeprowadziłam w listopadzie. Chcąc zweryfikować niektóre z jego wypowiedzi zadzwoniłam do rzecznika Komendy Głównej Policji, rzeczniczki krakowskiej Prokuratury Okręgowej, policji w Olsztynie i fundacji ITAKA.

Oto co Krzysztof Jackowski powiedział skonfrontowany z wypowiedziami przedstawicieli tych instytucji:

- Jeszcze raz odsyłam do mojej strony internetowej i zamieszonych na niej dokumentów policyjnych.

- Rzecznicy i organizacje nie mogą wypowiadać się inaczej niż z zachowaniem pewnego stopnia ogólności. Nie odnoszą się do mnie konkretnie, ale do jakiejś grupy bliżej nieokreślonych osób, np. wróżbitów, do których proszę mnie nie zaliczać.

- 2 grudnia 2011 na Uniwersytecie Łódzkim odbyła się konferencja pt. "Hokus-pokus w prawie karnym". Wzięli w niej udział m.in. specjalista z dziedziny psychiatrii prof. dr n. med. Piotr Gałecki, sędzia Sądu Najwyższego prof. Tomasz Grzegorczyk i ja. To nie pierwszy mój wykład na uniwersytecie, a chyba trzeci na łódzkiej uczelni. Skoro chcą mnie tam słuchać, to tym bardziej dziwi postawa ITAKI czy rzecznika policji.

- Poza tym, skoro Fundacja ITAKA przymyka oko na tak wiele spraw, które rozwiązałem, to chyba to nie najlepiej świadczy o jej solidności. A rzecznikowi policji za jego wcześniejsze wypowiedzi wysłałem już pismo przedsądowe z prośbą o sprostowanie. Jak dotąd nie otrzymałem odpowiedzi. Na wytoczenie procesu mam dwa lata i zamierzam to zrobić. Od pana Sokołowskiego nie chcę niczego, oprócz przywrócenia honoru.

- Co do sprawy w Olsztynie, to świadkiem może być dziennikarz z Super Expressu, który śledził całe wydarzenie, a potem napisał o tym artykuł. Poza tym, wciąż mam koszulkę i zdjęcie zaginionego policjanta, które otrzymałem, by wykonać wizję.

- Może to kwestia niedoinformowania w zespole prasowym, albo policjantom, którzy przeszukiwali staw zabrakło honoru, by przyznać, że to ja podałem im tę informację?

Pani rozmawia z gryzipiórkami, a ja mówię o faktach.

Agnieszka Waś-Turecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy