Reklama

Reklama

Ekspert: Tak łatwo przypisać Polakom grzechy III Rzeszy

"Polskie obozy zagłady", "polskie obozy śmierci", "polski Holocaust", a nawet "polskie SS" - to określenia, które powielane w niektórych mediach, czy publikacjach, na stałe do nas przylgnęły. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada walkę z godzącymi w Polskę i Polaków zakłamanymi określeniami. Czy wprowadzone rozwiązania będą skuteczne i dlaczego, 70 lat po zakończeniu wojny, wciąż pojawiają się takie... błędy?

"Polskie obozy zagłady"

Plaga określeń zakłamujących historię Polski nie jest niczym nowym. Określenia o "polskich obozach zagłady", czy "polskich obozach śmierci" pojawiały się w poczytnych gazetach w różnych krajach świata (np. amerykański "New York Times", brytyjski "The Guardian", czy niemiecki "Die Welt"). Określenia te padały także w audycjach telewizyjnych, czy były częścią licznych publikacji.

Reklama

Monitorowanie zjawiska przez MSZ i stosowanie upomnień w formie pisemnych apeli do autorów, którzy posłużyli się zakłamanym określeniem, nie było jednak skuteczne. Mimo tego, przez lata, strona polska jedynie apelowała do autorów, ganiąc ich przy tym za propagowanie kłamliwych określeń.

- W tej kwestii, oceniam poprzednią władzę krytycznie, ponieważ nic w tej sprawie nie zrobiła. Mam jednak nadzieję, że będziemy mogli się porozumieć ponad podziałami - mówi w rozmowie z Interią sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Patryk Jaki.

Resort Ziobry wprowadza zmiany

Przypomnijmy, że w 2013 roku PiS wniosło do Sejmu projekt, by używanie zwrotów "polski obóz" było przestępstwem, zagrożonym karą do 5 lat więzienia. Propozycja ówczesnej opozycji nie spotkała się jednak z aprobatą i projekt odrzucono. Teraz PiS powrócił z dawną inicjatywą i proponuje zmianę, która ma zakończyć stosowanie kłamliwych określeń na temat polskiej historii.

Resort Sprawiedliwości chce nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej przez wprowadzenie dodatkowych przepisów karnych. Według tej propozycji za "publiczne i wbrew faktom przypisywanie Rzeczypospolitej Polskiej lub narodowi polskiemu udziału, organizowania lub współodpowiedzialności" za zbrodnie III Rzeszy ma grozić do 5 lat więzienia. Śledztwo wszczynałby z urzędu IPN, a wyrok byłby podawany do publicznej wiadomości.

Za nieumyślne i wbrew faktom publiczne prezentowanie takich treści groziłaby grzywna lub kara ograniczenia wolności. Dzięki proponowanym zmianom, polskie sądy mogłyby wymierzać kary grzywny, które musiałyby zostać skierowane do wykonania w kraju UE, w którym ktoś użył zakazanego zwrotu.

Resort chciałby też zmiany konstytucji, która miałaby polegać na wprowadzeniu do niej art. 28A o treści: "Dobre imię Rzeczypospolitej Polskiej i narodu polskiego podlegają ochronie prawnej".

- Mamy realną szansę toczenia takich procesów. Do konstytucji chcemy dopisać określenie "dobra narodu", bo w tej chwili jest tak, że ochronie podlega godło czy flaga, a ochronie nie podlega dobre imię RP - zaznacza Patryk Jaki.

Zdaniem wiceministra sprawiedliwości, walka o duże odszkodowanie, którą umożliwi zmiana, miałaby sporą siłę oddziaływania prewencyjnego.

Zapytaliśmy wiceministra Jakiego także o definicję "dobra narodu", z którą spotykamy się we wprowadzonych zmianach.

- Dobro narodu jest wielokrotnie wymieniane w aktach prawnych, my do tego określenia sięgamy i tym razem. W ocenie sędziego pozostanie jednak decyzja, czy w danej sytuacji to dobro naruszono - mówi.

Wiceminister Jaki jest jednak zdania, że w sytuacji, kiedy używane jest określenie "polskie obozy zagłady", trudno nie uznać naruszenia dobra narodu polskiego.

Pytany o dotychczasowe działania mające na celu informowanie o przekłamaniu występującym w określeniu "polskie obozy śmierci", powiedział, że "na pewno można było zrobić w tej kwestii więcej".

- Nowy rząd podchodzi do polityki edukacyjnej bardzo poważnie. Będzie wydawane więcej pieniędzy na rekonstrukcje historyczne, czy też warto wspomnieć, że budujemy Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Można w tej kwestii zrobić jeszcze więcej i na pewno tak się stanie - zapowiedział.

"Polskie obozy zagłady uważam za mowę nienawiści"

O ocenę zaproponowanych przez MS zmian zapytaliśmy radcę prawnego Lecha Obarę.

- Uważam, że ta zmiana to dobry pomysł. Wolałbym jednak, żeby zapis, jaki został zaproponowany był nieco bardziej uszczegółowiony. Powinniśmy się ograniczyć do ścigania tych, którzy stosują tzw. kłamstwo oświęcimskie, czyli używają takich określeń, jak np. "polskie obozy zagłady" - wskazuje radca prawny.

Zdaniem Lecha Obary zbyt szerokie przedstawienie problemu sprawi, że "nasza intencja nie zostanie odebrana przez tych, do których kierujemy te zmiany".

- Jeśli chcemy ścigać obywateli innych państw, to nasz zapis prawny musi być dla nich zrozumiały. Jeśli będziemy mówić "ścigamy przypisywanie innym narodom sprawstwa Holokaustu, to Brytyjczyk, Francuz, czy Niemiec zrozumie za co ścigamy, a jak będziemy ścigać za przedstawianie nieprawdziwych informacji na temat Polski, to nikt tego nie zrozumie. Powinniśmy więc mówić wprost o ściganiu oszczerstwa polegającego na mówieniu "polskie obozy zagłady" - dodaje ekspert.

Radca prawny wskazuje również, że w jego ocenie mówienie o "polskich obozach zagłady" to mowa nienawiści.  

- To forma fałszowania prawdy, która powinna być uznawana za mowę nienawiści. Poprzez taki słowny zabieg, chce się oderwać sprawstwo od narodu, jakby naziści nie mieli narodowości, a jeżeli już wspomnieć narodowość, to wtedy dopisać polską. Tak łatwo przypisać Polakom grzechy III Rzeszy - podsumowuje. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne