Reklama

Reklama

Ekspert: PO wykorzystuje suszę do kreowania swojego wizerunku

Rząd nie zdecydował się na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej z powodu suszy. Taka ewentualność była przedmiotem dyskusji podczas dzisiejszego posiedzenia rządu. - Wprowadzenie stanu klęski, a co za tym idzie przesunięcie terminu wyborów parlamentarnych o trzy miesiące, byłoby zagraniem va banque ze strony PO - ocenia w rozmowie z Interią dr hab. Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

O możliwości wprowadzenia w Polsce stanu klęski żywiołowej mówili od kilku dni politycy PSL. Zgodnie z konstytucją RP wiązałoby się to z przesunięciem o trzy miesiące wyborów parlamentarnych. Ustawa zasadnicza stanowi o tym, że w czasie trwania stanu nadzwyczajnego, do którego zalicza się klęska żywiołowa, oraz przez 90 dni od jego zakończenia, nie można przeprowadzać wyborów. 

Reklama

Zdaniem dr. hab. Norberta Maliszewskiego, wywoływanie tematu klęski żywiołowej, ma znaczenie polityczne. Przesunięcie terminu wyborów niekoniecznie musiałoby być na rękę PO. - PO być może rozważała takie scenariusze, ale one są bardzo ryzykowne: to byłaby gra naprawdę va banque. Ryzyko polega na tym, że można by odwrócić trendy sondażowe, ale patrząc racjonalnie na to, co teraz się dzieje, mogłaby stracić jeszcze więcej. To byłaby gra o wszystko - ocenia ekspert.
 
Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej zostałoby wykorzystane przez politycznych konkurentów. - Opozycja stworzyłaby narrację, że zamiast altruizmu Platformy, czyli pomagania rolnikom, raczej jest mowa o brudnym interesie, czyli przedłużaniu czasu sprawowania rządów. Co więcej, byłaby mowa o tym, że PO przedłuża agonię. Jak się patrzy na tendencje w sondażach, to nie wiadomo, czy akurat tak by się nie stało. Mówiąc inaczej, PO kupiłaby sobie czas, ale nie wiadomo jakby ten czas wykorzystała, czy z korzyścią dla siebie, czy nie - tłumaczy Maliszewski. Zdaniem naszego rozmówcy ogłoszenie stanu klęski żywiołowej mogłaby sprzyjać mobilizacji wyborców PiS.

Jak przypuszcza ekspert, decyzja mogłaby też zostać odebrana negatywnie przez samych rolników. - Straty są ogromne, a prawdopodobnie duża część z nich nie jest ubezpieczona. Ale trzeba pamiętać, że oceny rolników nie będą zależały od tego, czy zostanie wprowadzony stan klęski, czy nie, tylko od bardzo konkretnej pomocy rządu - mówi nasz rozmówca.

Zdaniem Maliszewskiego, wywołanie tematu klęski żywiołowej to wykorzystanie sytuacji kryzysowej do budowania wizerunku partii.  - Na kryzysach zyskują rządzący, i to naturalne że pojawiają się wtedy w mediach. Rząd dał sygnał wyborcom, że się o nich troszczy i ma instrumenty, za pomocą których może realnie nieść pomoc. PO może zyskiwać wizerunkowo, natomiast wprowadzenie stanu klęski to byłaby rzecz bardzo ryzykowna - przewiduje w rozmowie z Interią dr hab. Norbert Maliszewski. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne