Reklama

Reklama

Ekspert o sankcjach UE wobec Rosji: Za słabe, ale i tak silne

Co drugi Polak jest zdania, że sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji powinny zostać zaostrzone. - Sankcje są za słabe, ale i tak są silne, mając na uwadze polityczne możliwości Unii Europejskiej - ocenia dr hab. Artur Gruszczak z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Według opublikowanego w poniedziałek sondażu CBOS 49 proc. Polaków uważa, że nałożone przez Unię Europejską sankcje gospodarcze są za małe, a tylko 7 proc. ocenia je jako zbyt rygorystyczne.

Reklama

CBOS: Sankcje UE wobec Rosji są zbyt małe

Wprowadzone przez UE w sierpniu ubiegłego roku sankcje gospodarcze obejmują m.in. ograniczony dostęp do kapitału dla rosyjskich banków państwowych, niektórych firm naftowych i zbrojeniowych, a także ograniczenia w handlu z Rosją i embargo na dostawy broni. Sankcje zostały przedłużone do stycznia przyszłego roku.

- Sankcje są za słabe, ale są i tak silne, mając na uwadze polityczne możliwości Unii Europejskiej - ocenia dr hab. Artur Gruszczak z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Jeżeli spojrzymy na sankcje z punktu widzenia oczekiwań, czyli stopnia w jakim wpłynęły one na powstrzymanie Rosji przed eskalacją działań militarnych, to ich następstwa są w gruncie rzeczy umiarkowane. Natomiast patrząc na to, że kraje UE są coraz bardziej zróżnicowane co do relacji z Rosją, to osiągnięto całkiem sporo - dodaje.

Nasz rozmówca przypomina, że wiele państw Unii Europejskiej nie jest zainteresowanych osłabianiem gospodarki rosyjskiej. Kraje te liczą na to, że po unormowaniu stosunków dyplomatycznych z Rosją, będą mogły w dalszym ciągu robić z Moskwą interesy.

Silne lobby prorosyjskie

- Niedawne badania przeprowadzane w kilku krajach europejskich m.in. we Francji, Niemczech i Włoszech pokazały, że jest bardzo silne lobby prorosyjskie, wysuwające argument, że te sankcje tak naprawdę przynoszą straty nie tyle rosyjskim, co europejskim przedsiębiorcom. To jest pewnego rodzaju demagogia, ale oddziałuje na opinie publiczną, stanowisko grup biznesowych i jest miłe dla rosyjskich władz. Nie można wykluczyć, że to element kampanii informacyjnej czy wręcz propagandowej, jaką Rosja prowadzi w tych krajach od dłuższego czasu - zauważa dr hab. Artur Gruszczak.

Ekspert z Uniwersytetu Jagiellońskiego przyznał, że oficjalnie Unia Europejska stara się z dużą determinacją trzymać wspólny gospodarczy front przeciwko Rosji, ale w kuluarach o jedność trudno. Dominuje "gra przetargowa i polityczny szantaż". Każdy chce "ugrać" jak najwięcej dla siebie, a problemy Ukrainy schodzą na dalszy plan.

- Unia robi, co może, ale wielkiej determinacji, żeby te sankcje utrzymać nie ma. Raczej mamy do czynienia z walką o to, żeby ratować sankcje jako główny instrument oddziaływania UE na Rosję. Zawsze przy debatach dotyczących sankcji toczą się boje. To, że wciąż działają i zostały przedłużone o pół roku jest jakimś sukcesem, chociaż nie dotykają gospodarki rosyjskiej w wielkim stopniu - podkreśla nasz rozmówca.

Dr hab. Artur Gruszczak zwraca uwagę, że obecna sytuacja gospodarcza Rosji nie wynika bezpośrednio z nałożonych sankcji, ale jest wynikiem długoterminowego procesu.

- Tendencje jakie są widoczne w ostatnich miesiącach wynikają z wydarzeń, które pojawiły się kilka lat wcześniej i były, moim zdaniem, powodem zaostrzenia rosyjskiej polityki. Rosja, co pokazują wskaźniki makroekonomiczne, boryka się z głębokim kryzysem gospodarczym, ale też politycznym, społecznym i kulturowym. Nie można tego jednak bezpośrednio wiązać ze skutkami unijnych sankcji - zaznacza.

Dowiedz się więcej na temat: sankcje wobec Rosji | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy