Reklama

Reklama

Ekspert o debacie liderów: Sukces Partii Razem, kapitulacja PO

Kto wypadł najlepiej, a kto rozczarował? Czy udany występ Adriana Zandberga pozwoli Partii Razem zbliżyć się do progu wyborczego? I czy w sztabie Prawa i Sprawiedliwości chłodzą już butelki szampana? O wtorkowej debacie telewizyjnej liderów komitetów wyborczych rozmawiamy z Andrzejem Szastokiem, specjalistą ds. marketingu politycznego z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Co zagraża Polsce? Głos liderów komitetów wyborczych

- Największym odkryciem debaty jest Partia Razem i Adrian Zandberg, który spokojnie, rzeczowo i merytorycznie prezentował stanowisko swojego ugrupowania. Blado wypadł Ryszard Petru, na pewno stać go na więcej. Barbara Nowacka w kilku momentach się pogubiła, powinna być bardziej przekonująca. Świetnie zakończył debatę Janusz Korwin-Mikke. To był prosty przekaz: jak chcą ci dać 500 zł, to jeszcze 200 zł ci zabiorą. My zostawimy ci te 200 zł w portfelu, obniżając podatki - podkreśla Andrzej Szastok.

Reklama

Naszego rozmówcę nie zaskoczyły występy liderów pozostałych ugrupowań.

- Paweł Kukiz, czyli enfant terrible polskiej sceny politycznej, jak zwykle dążył do zwarcia, nawet z dziennikarzami. Miał wybór: albo się pokazać, albo zginąć, dlatego zaczął pokazywać się jako najbardziej aktywny uczestnik debaty. Janusz Piechociński zrobił to, do czego nas przyzwyczaił. Tą swoją trochę emfatyczną poetyką powiedział ładnie to, co miał do powiedzenia. Bez sensacji. A Beata Szydło i Ewa Kopacz zagrały na remis. Niczego nowego poza tym, co zaprezentowały w poniedziałek, nie pokazały - dodaje ekspert WSB w Chorzowie.

Stracą na sukcesie Partii Razem?

Media rozpisują się o sukcesie Adriana Zandberga, ale sondaże nie dawały dotąd Partii Razem szans na zbliżenie się do pięcioprocentowego progu wyborczego. Zdaniem Andrzeja Szastoka ugrupowanie może liczyć na wzrost poparcia, ale do Sejmu się nie dostanie.

- Sądzę, że Partia Razem zdobędzie najwyżej trzy procent głosów, ale i tak najwięcej wygrała wczorajszą debatą. Ważna jest też otoczka. Po spotkaniu inni kandydaci odjechali autobusami i samochodami, a przedstawiciele Partii Razem poszli na piechotę do metra. To też była manifestacja, pokazanie, kim jesteśmy - uważa specjalista ds. marketingu politycznego.  

Czy wzrost poparcia dla Partii Razem może odebrać głosy Zjednoczonej Lewicy, pozbawiając w ostatecznym rozrachunku drużynę Barbary Nowackiej miejsca w parlamencie?

- Chyba nie. Partia Razem jest bardziej na lewo niż Zjednoczona Lewica, ma mocno specyficzny elektorat. Wspomniane pogubienie się w kilku sytuacjach pani Nowacka nadrabiała naturalnością, wewnętrznym ciepłem. Dla wielu wyborców jest osobą wiarygodną, od lat prezentuje dość jasno ugruntowaną tożsamość lewicową, pewnie dzięki mamie, śp. Izabeli Jarudze-Nowackiej. Jest przekonująca, kiedy mówi o równości społecznej, poszanowaniu praw mniejszości, uchodźcach. Dlatego w ogólnym rozrachunku nadrobiła słabsze momenty - ocenia Andrzej Szastok.

Szefowa rządu ogłosiła kapitulację

Premier Ewa Kopacz i kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na to stanowisko Beata Szydło nie odegrały we wtorkowej debacie wiodących ról. PO nie skorzystała tym samym z okazji do odrobienia przynajmniej części strat do prowadzącego w sondażach konkurenta. W sztabie PiS można już mrozić szampana?

- Nie sądzę, żeby cokolwiek się zmieniło. Po debacie pani premier praktycznie ogłosiła kapitulację. Zaapelowała do wyborców, aby nie głosowali na mniejsze partie, które mogą nie wejść do Sejmu, bo to tylko wzmocni PiS. Połączmy to z wcześniejszym wystąpieniem Grzegorza Schetyny w radiu, kiedy bez przekonania mówił o poniedziałkowym spotkaniu Ewy Kopacz z Beatą Szydło w studiu telewizyjnym. To trochę pokazuje, że partia przygotowuje się na zmianę, zaczynają się wewnętrzne rozgrywki, kto obejmie schedę po Ewie Kopacz po przegranych wyborach - zauważa nasz rozmówca.

- Powtarzany przez PiS przekaz, że tylko silny rząd współpracujący z prezydentem stworzy okazję do dobrej zmiany, mocno wrył się w świadomość wielu Polaków. Pozostaje pytanie, czy partia będzie miała 231 mandatów, by rządzić samodzielnie. Podejrzewam, że nawet jak do tego nie dojdzie, część prawicowych posłów PO da się skusić na zmianę barw klubowych. Zawsze będzie można także wyjąć kilku posłów z ugrupowania Pawła Kukiza, chociaż twierdzi on, że im ufa i nikt go nie opuści. Jest też obrotowy sceny politycznej, czyli PSL, partia gotowa na "każdą mądrą koalicję". Lekka kokieteria Janusza Piechocińskiego z Beatą Szydło w trakcie debaty może być zapowiedzią, że po wyborach partie się dogadają - prognozuje Andrzej Szastok.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje