Reklama

Reklama

Donald Tusk już rok "królem Europy"

1 grudnia mija rok od objęcia funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej przez Donalda Tuska. Zagraniczne media już oceniają efekty sprawowania przez niego urzędu. Wskazują na trudny początek, problemy językowe i szorstki styl polityka. Podkreślają, że nie popełniał błędów, ale nie wykazał się też żadnymi, szczególnymi sukcesami. Rok pełnienia funkcji szefa RE przez Donalda Tuska komentuje dla Interii dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Podczas nadzwyczajnego szczytu UE 30 sierpnia 2014 roku Donalda Tuska wybrano nowym szefem Rady Europejskiej, a Federicę Mogherini szefową unijnej dyplomacji.

Donald Tusk zaczął przewodniczyć Radzie Europejskiej od 1 grudnia 2014 roku, zastępując na tym stanowisku Hermana Van Rompuya. 2,5-letnia kadencja Donalda Tuska jako przewodniczącego RE kończy się na przełomie maja i czerwca 2017 roku. Traktat lizboński pozwala pełnić tę funkcję maksymalnie przez dwie kadencje, czyli łącznie przez pięć lat.

W komentarzu dla PAP, Daniel Broessler z niemieckiego dziennika "Sueddeutsche Zeitung" powiedział, że Polak pełni tę funkcję zupełnie inaczej niż swój poprzednik. Wskazał, że ma swoje zdanie, jest bardzo politycznym szefem Rady Europejskiej i patrzy na wiele spraw z perspektywy Europy Środkowej i Wschodniej.

Reklama

Dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, że od swojego poprzednika Donald Tusk odróżnia się przede wszystkim stosunkową małą aktywnością negocjacyjną. - Herman Van Rompuy miał stworzony wokół siebie bardzo dobry zespół, który był go w stanie znakomicie przygotować do negocjacji. Jego siła jako szefa RE opierała się na żmudnych negocjacjach z różnymi państwami członkowskimi. U Donalda Tuska widać, że brakuje mu podejścia negocjacyjnego. Zadziałało ono tylko w jednym aspekcie - w negocjacjach dotyczących Grecji. Natomiast w kwestii imigrantów, czy relacji z Rosją już tego nie ma - komentuje ekspert.

W pierwszym wywiadzie po objęciu stanowiska udzielonym dla TVP Info 2 grudnia 2014 roku Donald Tusk podkreślał, że priorytetem będą dla niego dobre relacje z USA, sytuacja gospodarcza strefy euro i kwestia konfliktów przygranicznych.

18 grudnia 2014 odbył się pierwszy szczyt z udziałem Donalda Tuska. Obrady 28 przywódców zakończyły się już w pierwszym dniu, co uznano w Brukseli za symbol nowego, zwięzłego i konkretnego stylu w pracach UE.

24 stycznia 2015 roku konsternację wywołał wpis Donalda Tuska na portalu Twitter nt. "polityki ustępstw, która zachęca agresora do większej przemocy". Wpis odnosił się do kryzysu ukraińskiego.

Donald Tusk pokazał tym samym, że ma własne zdanie na temat Rosji.

- Istnieją dwa główne problemy w kadencji Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Po pierwsze to  kwestia językowa, która uniemożliwia mu lub utrudnia kuluarowe, bezpośrednie rozmowy z niektórymi politykami europejskimi. Druga kwestia jest taka, że nie do końca ma dobre relacje i bliską znajomość z niektórymi przywódcami krajów europejskich. Zna się dobrze z trzema najważniejszymi przywódcami: Angelą Merklem, Francois Hollandem i Davidem Cameronem. Natomiast z pozostałymi nie ma dobrych, osobistych relacji. Nie są to utrwalone znajomości. Jest to inna polityka niż np. Jeana-Claude'a Junckera, który od wielu lat funkcjonuje w środowisku międzynarodowym. Dla niego każdy z polityków jest już dobrym znajomym - komentuje dla Interii dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

9 marca 2015 roku miała miejsce wizyta Donalda Tuska w Białym Domu. Było to pierwsze, tak ważne, zagraniczne spotkanie przewodniczącego RE. Głównym tematem rozmów były problemy związane z Rosją. Spekulowano, że Donald Tusk może stać się największym sojusznikiem Baracka Obamy.

10 marca 2015 roku minęło sto dni, od kiedy Donald Tusk objął stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Już wtedy komentowano, że polityka Polaka różni się od tej prowadzonej przez Belga. Herman Van Rompuy zajmował się przede wszystkim sprawami gospodarczymi i strefą euro. Donald Tusk z kolei koncentrował się na sprawach zagranicznych. W tym czasie miał już za sobą dwa unijne szczyty. Określano je mianem "poprawnych, krótkich spotkań ze zwięzłymi wnioskami".

- Największą wadą jego przewodniczenia jest obniżenie roli szefa RE w sensie praktycznym. Pozostawił główne decyzje państwom członkowskim, wycofując się do drugiego szeregu. Główną rolę we wszystkich kryzysach odgrywają Francois Hollande, Angela Merkel, ewentualnie David Cameron lub Jean-Cloude Juncker, a przecież to zadanie powinno należeć do niego - Donalda Tuska - przyznaje ekspert dr hab. Piotr Wawrzyk.

13 lipca 2015 roku Donald Tusk na swoim Twitterze napisał: "Osiągnęliśmy jednomyślne porozumienie w czasie szczytu strefy euro ws. Grecji. Jesteśmy gotowi na rozmowy o programie EMS dla Grecji, z poważnymi reformami i pomocą finansową".

Ekspert dr hab. Piotr Wawrzyk potwierdza, że niewątpliwym sukcesem Donalda Tuska było właśnie wynegocjowanie porozumienia między Unią, a Grecją.

- Oprócz tego Unia utrzymała sankcje wobec Rosji, mimo różnych głosów na ten temat. Udało się je utrzymać w związku z sytuacją na Ukrainie. Testem, czy ta praktyka będzie dalej funkcjonowała, okażą się najbliże tygodnie, kiedy trzeba będzie przedłużać sankcje w kontekście współpracy z Rosją w Syrii - dodaje w rozmowie z Interią dr hab. Piotr Wawrzyk.

- Kwestia przedłużenia kadencji Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej zależy od dwóch elementów. Przede wszystkim od tego, czy Angela Merkel utrzyma funkcję szefa niemieckiego rządu. Biorąc pod uwagę to, że jej pozycja bardzo słabnie w samych Niemczech i spada poparcie dla jej partii, wydaje się to w tej chwili mało prawdopodobne. Za rok Niemcy będą bardzo gorąco dyskutować na temat tego, kto ma zastąpić Angelę Merkel. To z kolei sprawi, że nie będzie miała tak wielkiej siły przebicia, jak przy pierwszej nominacji Donalda Tuska - zwraca uwagę dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki UW. - Inni politycy europejscy wcale nie są entuzjastami Donalda Tuska. Nawet ze strony Przewodniczącego Komisji Europejskiej czy Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa słychać głosy, że nie wypełnia należycie swoich obowiązków. Włosi, Holendrzy, Belgowie również mówią, że za bardzo zamknął się w  swoim gabinecie. Nie jest to taki styl sprawowania funkcji, jakiego by oczekiwali. W konsekwencji może się to przełożyć na brak poparcia przy następnej nominacji - komentuje ekspert.

Jednym z największych krytykantów działań Donalda Tuska jest premier Włoch Matteo Renzi.  Skrytykował on na szczycie UE w Brukseli przewodniczącego Rady Europejskiej, zarzucając mu brak szacunku dla wysiłku Włochów w obliczu kryzysu związanego z napływem uchodźców.

Renziego oburzył fragment wystąpienia Donalda Tuska w Parlamencie Europejskim, w którym mówił o kryzysie migracyjnym. Szef RE upomniał wtedy Włochy, Węgry, Słowację i Grecję. "Przestrzeganie wspólnych reguł zawsze oznacza także poświęcenie części interesów. Chciałbym zadedykować te słowa Węgrom i Włochom, Słowakom i Grekom" - powiedział Tusk w PE.

Mediom we Włoszech nie spodobało się porównanie tego kraju z Węgrami, które były krytykowane za budowę płotu na granicy z Serbią oraz sprzeciw wobec podziału uchodźców między państwa unijne.

"Słowa, których użył przewodniczący Tusk były niewłaściwe. Nie tyle wobec rządu, co wobec narodu, który podjął nadzwyczajny wysiłek i uratował ostatnio dziesiątki tysięcy imigrantów" - mówił Matteo Renzi po zakończeniu unijnego szczytu.

16 października 2015 roku Donald Tusk na konferencji prasowej w Brukseli ogłosił, że stanowisko przewodniczącego RE będzie najprawdopodobniej jego ostatnią funkcją. Mówił wtedy: "Nie będę udawał, że wszystko mi się podoba wtedy, kiedy mi się nie podoba. To nie zawsze jest mile widziane tu w Brukseli, ale nie zmienię swojego sposobu postępowania".

12 listopada 2015 roku Konrad Szymański, minister ds. europejskich w rządzie PiS skomentował w Kontrwywiadzie RMF FM sprawowanie funkcji Przewodniczącego RE przez Donalda Tuska: "Do tej pory mamy wciąż proces jego akomodacji w tym systemie. Mam wrażenie, że w ostatnim czasie jest trochę bardziej aktywny, zajmuje trochę bardziej zdecydowane zdanie, także na przykład w polityce emigracyjnej. Ale to jest proces, mamy jeszcze trochę czasu, będziemy się temu przyglądali w sposób konstruktywny".

Dziś, także brukselscy korespondenci wskazują na to, że Donald Tusk wciąż się uczy. Jerzy Kuczkiewicz z wydawanego w Brukseli dziennika "Le Soir" podkreśla, że Tuskowi trudno jest narzucać swój punkt widzenia, ponieważ brakuje mu wyczucia, rozeznania i bezpośrednich kontaktów z przywódcami państw unijnych. Przewodniczący RE był krytykowany szczególnie w pierwszych miesiącach urzędowania, kiedy zamknął się w gabinecie i nie nawiązywał kontaktów z instytucjami, ambasadami, czy delegacjami państw członkowskich.

Justyna Mastalerz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama