Reklama

Reklama

Dlatego papież Franciszek wzbudził tyle kontrowersji?

Czterech nigeryjskich katolików, trzy prawosławne kobiety z Erytrei, trzech muzułmanów z Mali, Syrii i Pakistanu oraz wyznawca hinduizmu z Indii - przed taką grupą w centrum dla imigrantów w Castelnuovo di Porto uklęknął w Wielki Czwartek papież Franciszek i umył im nogi. Na kontrowersje nie trzeba było długo czekać.

"Nie zgadzam się z przesłaniem tego gestu. Uważam, że w tym momencie jest niewłaściwy i nieroztropny. Być może wynika z dobrych intencji, ale w konsekwencji może przynieść złe rezultaty" - stwierdził publicysta Paweł Lisicki. "Dla nich [wyznawców islamu] to gest absolutnego poddania się. (...) Myślę, że muzułmanie odebrali to w taki sposób, że Europa klęknęła przed nimi na kolana" - mówił publicysta Robert Tekieli.

To przykłady krytycznych opinii po tym, jak podczas wielkoczwartkowej liturgii Franciszek obmył nogi uchodźcom, wśród których byli muzułmanie. Gest papieża wywołał liczne komentarze, nie tylko wśród Polaków. Niektórzy nie szczędzili pochwał, pisząc "chapeau bas, Francis!".

Reklama

"Idiota"; "łamie prawa teologiczne"; "koniec Kościoła"; "czysta polityka"; "to teraz się zacznie poniżanie i atak islamistów na kościoły" - komentowali krytycy papieża, wypowiadając się pod artykułami dotyczącymi tegorocznej liturgii Wielkiego Czwartku zarówno w polskich jak i zagranicznych mediach.

"Gościnność to probierz dialogu"

Relacje chrześcijaństwa z islamem nigdy nie były łatwe, ale Franciszek nie jest pierwszym, który mówi o potrzebie dialogu ludzi rożnych kultur i religii.

W styczniu 2001 roku - a więc dziewięć miesięcy przed zamachami z 11 września na The World Trade Center - Jan Paweł II mówił w orędziu na Światowy Dzień Pokoju: "Wszyscy wiedzą, jak trudno jest pogodzić racje zwaśnionych stron, gdy emocje podsycane są przez odwieczne i poważne problemy, których nie udaje się rozwiązać. Ale nie mniejszym zagrożeniem dla przyszłości byłaby niezdolność do rozważnego podejmowania problemów związanych z nowym kształtem ludzkiej społeczności, jaki przybiera ona w wielu krajach w rezultacie nasilenia się ruchów migracyjnych i powstawania w ich następstwie nieznanych dotąd form współistnienia ludzi różnych kultur i cywilizacji".

Dalej ówczesny papież zwrócił uwagę na problem migracji. "Przemieszczanie się wielkich mas ludzkich do innych regionów globu ziemskiego - doświadczenie stające się dramatyczną odyseją dla tych, którzy mają w nim udział - prowadzi do przemieszania różnych tradycji i obyczajów, czego skutki są mocno odczuwalne zarówno w krajach pochodzenia, jak i osiedlenia się migrantów. Gościnność okazywana migrantom w krajach, które ich przyjmują, a także zdolność ich samych do zakorzenienia się w nowym środowisku ludzkim to probierze jakości dialogu między różnymi kulturami."

Te wygłoszone przed piętnastoma laty słowa Jana Pawła II przypomina w rozmowie z Interią politolog dr hab. Maciej Drzonek, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego, zaznaczając, że już wcześniej mieliśmy do czynienia z dążeniami głowy Kościoła do dialogu na linii chrześcijaństwo-islam.

Politolog zwraca jednocześnie uwagę, że wszelkie zachowania Ojca Świętego będą odbierane na dwóch płaszczyznach - z jednej strony jako gest głowy Kościoła, z drugiej - jako osoby publicznej.

Wątpliwości związane z gestem papieża jako osoby publicznej wyrazili m.in. zacytowani powyżej publicyści. A skąd kontrowersje w sferze religijnej?

Papież wykracza poza dekret

Wiążą się one z rozumieniem znaku, jakim jest obmycie stóp, nawiązujące do gestu Jezusa opisanego w Ewangelii św. Jana (J 13, 1-15). Problem symboliki Wielkiego Czwartku wyjaśnia biblista, ks. dr Wojciech Węgrzyniak.

- Mamy dwa spojrzenia na ten gest. Pierwsze przypomina: Pan Jezus obmył nogi tylko mężczyznom, tylko apostołom, tylko księżom a nawet tylko biskupom [Wielki Czwartek to wspomnienie ustanowienia dwóch z siedmiu sakramentów: Eucharystii i kapłaństwa - red.]. Teraz my ten gest musimy zarezerwować dla takich osób, żeby nie rozmyć znaku, nie sugerować, że kapłanami mogą być kobiety - tłumaczy.

Jak wyjaśnia, wcześniej znak obmycia stóp był zarezerwowany tylko dla mężczyzn. Nie dopuszczano kobiet nie dlatego, że je deprecjonowano, ale ze względu na pragnienie powiązania znaku z Eucharystią. Faktem jest jednak, że w starożytnym Kościele obmywano nogi i kobietom i mężczyznom przyjmującym chrzest. Papież Franciszek pół roku temu wrócił w pewnym sensie do tej pierwotnej praktyki, pozwalając obmywać nogi kobietom. Dekret papieski zwraca jednak uwagę na to, że nogi należy obmywać ludziom należącym do Kościoła - mówi ks. Węgrzyniak. Stąd oburzenie niektórych na to, co zrobił papież w Wielki Czwartek.

Krok dalej

Franciszek bowiem poszedł krok dalej, włączając do tego obrzędu wyznawców islamu. Zrobił to już w 2013 roku, gdy w więzieniu Casal del Marmo w Rzymie w ramach Mszy Wieczerzy Pańskiej umył nogi więźniom, w tym dwóm kobietom i dwóm wyznawcom islamu.

- Papież wykracza poza tradycyjne rozumienie znaku i chce powiedzieć przez to: służyć należy nie tylko uczniom Chrystusa, ale wszystkim niewierzącym. Z jednej strony kłóci się to w dosłownym sensie z tym, co miało miejsce w Wieczerniku, a z drugiej podkreśla przesłanie, że uczeń Chrystusa ma służyć każdemu człowiekowi, nawet jeśli ten nie jest chrześcijaninem - wyjaśnia duchowny.

I obrazuje: Absurdem byłoby powiedzieć, że Matka Teresa robiła źle, pracując z ubogimi w Kalkucie, z których wielu nie było chrześcijanami.

- Gest Franciszka idzie w stronę otwartości i miłości wobec każdego człowieka. To tak jakby papież chciał pokazać: zachęcam was do tego samego - tłumaczy ks. Węgrzyniak. Zaznacza jednocześnie, że to nie oznacza, że przekaz wcześniejszej formuły brzmiał: nie kochamy niechrześcijan. - Poprzednia formuła koncentrowała się bowiem bardziej na powiązaniu znaku z sakramentem Eucharystii - dodaje.

- Z jednej strony ludzie mówią: nie rozmywajmy wiary. Bo skoro mogę wszystkim nogi umywać, to dlaczego by nie dawać Komunii Świętej niewierzącym? Przecież Bóg jest dla wszystkich. Boimy się takiego rozmydlenia. Z drugiej strony słychać głosy: spokojnie, to nie pójdzie w tym kierunku; uszanujmy wolę papieża, który chce pokazać: ‘wyjdźmy do ludzi, bo każdy potrzebuje doświadczenia miłości chrześcijanina, nie tylko chrześcijanie’ - kwituje. 

Papież nie wskazuje konkretnych politycznych decyzji

Ks. Adam Parszywka, salezjanin i misjonarz, gest papieża interpretuje jako nawołanie do przezwyciężenia generalizacji, szufladkowania. - To szczególnie istotne w Roku Miłosierdzia. Ojciec Święty pokazuje, że nie wolno nam pozwolić na rozprzestrzenienie się wirusa odrzucenia, strachu, nienawiści - komentuje. W tym kontekście gest Franciszka salezjanin porównuje do spotkania Jana Pawła II z Alim Agcą, zamachowcem, który chciał zastrzelić papieża.

Jak zauważa duchowny, papież nie mówi nam, jakie konkretne decyzje polityczne powinny zapadać. Zwraca natomiast uwagę, że z gestem miłosierdzia należy wyjść do wszystkich, nie odrzucać żadnej społeczności. 

- Największa choroba współczesnej Europy to obojętność. Zwróćmy uwagę na to, że Ebola stała się gorącym tematem na naszym kontynencie, gdy poczuliśmy zagrożenie epidemią. A przecież ludzie już wcześniej umierali. Wojna w Syrii trwała kilka lat, a Europa zwróciła na nią uwagę dopiero, gdy uchodźcy zaczęli dobijać do jej brzegów - wylicza. W opinii ks. Parszywki, papież jest daleki od polityka, a przestrzega przed "budowaniem murów we własnych sercach".

Justyna Tomaszewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje