Reklama

Reklama

Czasem trzeba uderzyć

Bił ją niemal 20 lat. Właściwie raczej lał i katował. Nie zwracał uwagi, gdzie i czym zadaje kolejny cios. Właściwie to cud, że pani Danuta przeżyła ten koszmar. Tak samo jak cudem jest to, że sprawa wyszła na jaw, a Jerzy B. zasiadł na ławie oskarżonych.

Trudno wytłumaczyć postępowanie oskarżonego, ale jeszcze bardziej dziwi fakt, że pani Danuta nigdy nie zawiadomiła nikogo o ciągłym katowaniu przez Jerzego B. Nie mieszka z nim już od 7 lat, mimo to jej ciało nadal przypomina koszmar, jaki przeszła z oskarżonym. "Mnogie, linijne blizny twarzy, kończyn górnych i dolnych oraz pleców, złamania żeber, mnogie cięte rany kończyn dolnych, obrażenia w postaci utraty zębów" - to opis blizn po latach, jakie zostały Danucie Z. Mimo to kobieta nigdy nie skarżyła się na Jerzego B. i - jak mówi - nie chce oskarżać go także teraz. I nie musi. Śledczym wystarczyły zeznania jej i świadków oraz badania lekarskie. Po zebraniu tych dowodów prokuratura nie miała wątpliwości, że Jerzy B. znęcał się nad Danutą Z. od 1982 roku do 2000. Jednak nie byłoby pewnie zarzutu o znęcanie się nad Danutą Z., gdyby nie śmierć Elżbiety K.

Reklama

"Wariat" i "Nożownik"

Był 4 lipca ubiegłego roku. Brat oskarżonego przyszedł do domu zaraz po godzinie 6 rano. Elżbieta K. siedziała w fotelu. Musiała wyglądać tak, jakby spała. Musiała, bo Bogusław B. nawet nie zwrócił na nią uwagi. Po jakichś dwóch godzinach oskarżony szykował się do pracy. Opowiedział wówczas bratu, że pił z Elżbietą K. zeszłej nocy.

- Przed chwilą z nią rozmawiałem, ale ona nadal jest pijana. Obudź ją, jak będziesz wychodził - rzucił bratu na odchodne Jerzy B.

Po godzinie lub dwóch Bogusław B. zaczął budzić kobietę. Bezskutecznie. Elżbieta K. nie żyła już od kilku godzin. Jerzy B. nigdy nie przyznał się do jej zamordowania.

- Rozmawiałem z nią jeszcze o siódmej rano. Posadziłem ją nawet w fotelu - tłumaczył przybyłym na miejsce policjantom.

Sekcja zwłok Elżbiety K. nie potwierdziła wersji podawanej przez mężczyznę. Biegli stwierdzili, że kobieta przed śmiercią była kilka razy ciężko pobita. Była też duszona. Nad Elżbietą K. znęcano się również seksualnie. Była kopana lub bita pięścią po narządach rodnych. Rozerwano jej odbytnicę, co doprowadziło do krwawienia wewnętrznego. W tym stanie bez jakiejkolwiek pomocy nie miała szans na przeżycie. Po zbadaniu plam opadowych na jej ciele biegli stwierdzili, że kobieta zmarła leżąc, a dopiero po około sześciu godzinach jej zwłoki zostały posadzone. Pod paznokciami Elżbiety K. znaleziono również kawałki obcego naskórka. Badanie DNA wykazało, że należy on do Jerzego B. Prokuratura była już pewna, że ma mordercę. Ustalono, że dzień przed śmiercią Jerzy B. spotkał przypadkiem Elżbietę K. Był wieczór około godziny 20 lub 21. Siedzieli razem na ławce. Między nimi stała butelka nalewki. Jeden ze świadków słyszał, że Jerzy B. idzie po następną flaszkę. Dopiero w nocy para przeniosła się do mieszkania oskarżonego. Tam - jak domyśla się prokuratura - Jerzy B. zabił kobietę. Potem niedbale założył jej ubranie, a po kilku godzinach posadził w fotelu.

Dowiedz się więcej na temat: biegli | pijana | nożownik | postępowanie | oskarżeni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy