Reklama

Reklama

Bitwa o medyczną marihuanę wygrana. Jednak wojna nadal się toczy

Od 4 marca minister zdrowia Konstanty Radziwiłł może decydować o refundacji produktów zawierających kannabinoidy, czyli leki zawierające tak zwaną medyczną marihuanę. Jak wygląda taka procedura? Czym tak naprawdę jest medyczna marihuana? Kto skorzysta na tych zmianach i czy to pierwszy krok do tego, aby można było kupować marihuanę w aptekach?

Zamiast tysięcy, tylko 3,20 zł. MZ refunduje leki z marihuaną

- Należy mieć na uwadze, że wydane przez ministra zdrowia zgody na refundację produktów leczniczych zawierających kannabinoidy dla indywidualnych pacjentów mają charakter zindywidualizowany - nie oznaczają, że każdy pacjent, który wystąpi z wnioskiem o wydanie zgody na refundację produktu leczniczego zawierającego kannabinoidy, automatycznie otrzyma taką zgodę. Ponadto dotychczas wydane zgody ograniczają się do jednego wskazania klinicznego, tj. leczenia padaczki lekoopornej u dzieci - wyjaśnia w rozmowie z Interią rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Milena Kruszewska. 

Reklama

Jak zaznacza Kruszewska, trzeba pamiętać przede wszystkim o tym, że podejmowana przez ministra decyzja nie dotyczy objęcia refundacją systemową danego produktu leczniczego tylko wydania zgody na refundację konkretnego produktu leczniczego stosowanego w danym wskazaniu klinicznym dla indywidualnego pacjenta. Nie jest to więc refundacja, jaką znamy z tego, co było dotychczas. Leki z medyczną marihuaną nie będą dostępne w aptekach. Będzie je można sprowadzać z zagranicy po wypełnieniu formalności. 

- Aby sprowadzić lek z zagranicy konieczne jest odpowiednie zapotrzebowanie. Wystawia je lekarz prowadzący leczenie, a potwierdza -  krajowy lub wojewódzki konsultant z danej dziedziny medycyny. Zapotrzebowanie jest ważne w ciągu 60 dni od terminu jego wystawienia. Co znaczy, że w tym czasie musi wpłynąć do ministerstwa - mówi w rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia.

Ministerstwo podkreśla, że wydanie zgody będzie miało miejsce jedynie wówczas, jeśli lekarz prowadzący leczenie uzna, że są to leki najlepsze z możliwych, przynoszą wyraźną poprawę stanu zdrowia, a jednocześnie nie mają równie dobrej alternatywy w postaci innych produktów leczniczych. Do tej pory minister wydał zgody na refundację produktów leczniczych zawierających kannabinoidy stosowanych w leczeniu padaczki lekoopornej u dzieci.

Każda zgoda wydana w tym trybie jest zindywidualizowana, a kontynuacja terapii zależy od przedstawienia (za każdym razem) szczegółowych informacji dotyczących skuteczności dotychczasowego leczenia. Informacje te będą na bieżąco monitorowane przez ministra zdrowia. W tym celu ministerstwo prowadzi ewidencję składanych wniosków, wydawanych zgód na refundację i pacjentów objętych leczeniem. 

Krystyna Pawłowicz - nieoczekiwany sojusznik?

Z decyzji ministerstwa ucieszyła się Dorota Gudaniec, "matka medycznej marihuany w Polsce". Gudaniec każdego dnia zmaga się z padaczką lekooporną swojego syna. Jej 6,5 letni Max był pierwszym w Polsce pacjentem, który był legalnie leczony preparatami na bazie marihuany. 

Mama Maxa mimo wyrażenia ogromnej radości, od razu zaznaczyła jednak, że zaistniały stan jest tylko przejściowy. Dodała, iż ma nadzieję, że to pierwszy krok do pełnej legalizacji medycznej marihuany w naszym kraju. Jak się okazuje, są na to całkiem spore szanse. Droga to tego będzie jednak długa i bolesna. 


Gudaniec brała w ubiegłym tygodniu udział w posiedzeniach sejmowej komisji ustawodawczej, która miała zaopiniować projekt dot. legalizacji medycznej marihuany. Swoje wrażenia opisała na blogu maxepiimm.blogspot.com, na którym dzieli się ze swoimi czytelnikami trudami związanymi z leczeniem Maxa. 

Najwięcej żalu Gudaniec miała do posła PSL Eugeniusza Kłopotka. "Poseł Kłopotek też zadał pytanie: czy Medyczna Marihuana to coś, co leczy, czy TYLKO  uśmierza ból?!  LUDZIE, trzymajcie mnie, bo na samo wspomnienie tego pytania dostaję wypieków i szlag mnie chce trafić!" - pisała na blogu. 

Nieprzychylny okazał się także poseł Stanisław Pięta z PiS. "Pięta dopuścił się złamania procedury komisji tylko po to, aby nie dopuścić do dalszego procedowania ustawy o medycznej marihuanie! Zarzucili mu to członkowie komisji, a on jak ten beton albo cyborg zalany betonem, brnął w zaparte i nikogo nie słuchał, i nic sobie nie robił ani z innych ludzi, ani z samych procedur..." - relacjonowała mama chorego chłopca.

Okazało się jednak, że pomysł legalizacji medycznej marihuany przypadł do gustu posłance Krystynie Pawłowicz (PiS). Gudaniec napisała na blogu, że Pawłowicz "w swoim emocjonalnym stylu zapytała, czy ulżenie w cierpieniu jest niekonstytucyjne. Zażądała też natychmiastowego głosowania w sprawie dopuszczenia naszej ustawy do dalszego procedowania!".

Posiedzenie komisji zakończyło się głosowaniem, w którym posłowie Kłopotek i Pięta wstrzymali się od głosu, a 11 osób zagłosowało za dalszym procedowaniem ustawy.


Marihuana w domowym ogródku?

Na początku lutego poseł Piotr Liroy-Marzec (Kukiz'15) złożył w Sejmie projekt, który zakłada, że pacjent mógłby sam uprawiać konopie i sporządzać przetwory na potrzeby terapii. Warunkiem uprawy byłoby m.in. uzyskanie specjalnego, odpłatnego zezwolenia wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego.

W projekcie możemy między innymi przeczytać, że lecznicze działanie marihuany polega na naśladowaniu biologicznych mechanizmów przywracania równowagi organizmu (homeostaza) - oddziaływania substancji wytwarzanych naturalnie przez organizm (tzw. endokannabinoidy) na sieć specyficznych receptorów (układ endokannabinoidowy) - poprzez substancje roślinne dostarczane z zewnątrz (roślinne fitokanabinnoidy zawarte w marihuanie).

Projekt zakłada także powołanie Narodowego Systemu Zadania, który miałby sprawować nad wszystkimi procederami kontrolę. NSZ byłby odpowiedzialny m.in. za: 

1) pozyskiwanie danych epidemiologicznych dotyczących używania przetworów z konopi w celach medycznych, w szczególności poprzez utworzenie i prowadzenie centralnej publicznej bazy danych na temat zastosowań konopi w ramach aktualnej praktyki leczniczej (farmakoepidemiologia), 

2) nadzór nad obrotem pozarejestracyjnym, 

3) wsparcie dla badań naukowych nad skutecznością i bezpieczeństwem terapii z zastosowaniem niezarejestrowanych konopi poprzez normatywne wskazanie kierunków programowych, określenie uproszczonych zasad dla badań w stosunku do badań klinicznych oraz poprzez obowiązki zamieszczania i udostępniania danych epidemiologicznych w centralnym rejestrze.

Te regulacje miałyby zapobiegać wszelkiego rodzaju nadużyciom. Liroy mówi jasno, jeśli ktoś wierzy, że teraz mogłoby dojść do pełnej legalizacji, wyobraża sobie zbyt wiele. 

- Nie, ja jestem za medyczną marihuaną - nie jestem populistą, a uważam, że dzisiaj walka o legalizację jest populizmem. Ktoś, kto obiecuje dzisiaj pełną legalizację, jest populistą i okłamuje ludzi. Dzisiaj ludzie nie są gotowi na tak duże ustępstwa. Aczkolwiek uważam, że nic w tym złego nie ma. Natomiast medyczna marihuana jest podstawą dla nas, jeżeli chodzi o leczenie - cała reszta to jest kwestia dyskusji przez najbliższe lata - mówił jeszcze niedawno w rozmowie z Konradem Piaseckim na antenie RMF FM. 

"Gratulacje dla pana Liroya!"

- Gratulacje dla pana Liroya-Marca z Kukiz'15, brawo! Bo tego wszech liberalna PO przez osiem lat, mając dowody w rękach, nie zrobiła. Na własne oczy widziałem te dzieci, które mają padaczkę z rodzicami w Sejmie. Oni mówią, że to jest po prostu cud - mówił w rozmowie z Interią Marek Jakubiak z ruchu Kukiz'15. - Ta dyskusja zaczęła się dzięki Liroyowi, on był u pana Kaczyńskiego i lobbuje na tego rzecz - wyjaśniał Jakubiak. 

- My, jako opozycja konstruktywna, staramy się za wszelką cenę negocjować. Przyszliśmy tu w imieniu Polaków - dodał Jakubiak.

 

Czym się różni medyczna marihuana od rekreacyjnej?

Marihuana jako lek była stosowana już w starożytnych Chinach i Indiach. Wspominają o tym w swoim projekcie politycy Kukiz'15, powołując się na M. Kozakiewicza, który w materiałach sejmowych z 1995 roku pisał: "marihuana była używana jako lek tysiące lat przed Chrystusem" (m.in. starożytne Chiny, Egipt, Indie, Tybet), "pomaga w sposób empirycznie udowodniony w leczeniu m.in. jaskry, nowotworów, AIDS", jest "jedną z najbezpieczniejszych znanych człowiekowi substancji terapeutycznie czynnych."

W niektórych chorobach THC nie jest tak potrzebne (np. przy epilepsji), jednak już przy nowotworach potrzebne jest wysokie stężenie THC w oleju z konopi razem z innymi kannabinoidami - wyjaśniają przedstawiciele stowarzyszenia Wolne Konopie. - Medyczną marihuanę można oczywiście palić do uśmierzania bólu, poprawieniu apetytu przy chemioterapii, ale nie jest to zalecane ze względu na substancje smoliste wydobywane podczas spalania. Dlatego alternatywą jest vaporyzer który podgrzewa susz i odparowuje kannabinoidy bez szkodliwego dymu - dodają aktywiści.

"Państwo powinno korzystać z dobrodziejstw medycyny"

- Tam, gdzie są sprawdzone i dobre metody leczenia, w tym skuteczne leczenie marihuaną, to oczywiście państwo powinno korzystać z dobrodziejstw medycyny - mówi w rozmowie z Interią Borys Budka (PO), były minister sprawiedliwości. - Jako prawnik uważam, że metody, które pozwalają na pomoc osobom chorym, powinny być refundowane przez państwo.  

Korwin: To jest rzecz zdumiewająca

- To działanie od ściany do ściany. Najpierw jest zakazana, a potem się refunduje. Wyjście realne, to po prostu nie wtrącać się, ludzie powinni jeść, pić i palić co im się żywnie podoba. Tylko co by wtedy robili politycy? Musieliby się zająć czymś poważnym - ironizuje w rozmowie z Interią Janusz Korwin-Mikke. - Jest rzeczą zdumiewającą, że rząd się wtrąca w to, co lekarze aplikują swoim pacjentom.

Przy okazji całej tej dyskusji, trudno pominąć jedną, bardzo ważną osobę - doktora Marka Bachańskiego. W sierpniu ubiegłego roku opisywałam kulisy skandalu w Centrum Zdrowia Dziecka. Wówczas lekarz, który był prekursorem leczenia dzieci medyczną marihuaną, był zawieszony. Później, 26 października, oficjalnie go zwolniono. 

Sama procedura podawania medycznej marihuany dzieciom chorym na padaczkę lekoodporną trwała w CZD przez kilka miesięcy, a lekarze chwalili się, że przynosi ona bardzo dobre rezultaty. Problemy pojawiły się jednak wtedy, gdy okazało się, że Marek Bachański, neurolog prowadzący terapię, nie posiadał na nią zgody od Komisji Bioetycznej. Najnowsze doniesienia stawiają doktora jednak pracę doktora Bachańskiego w zupełnie innym świetle.

Śledź autorkę na Twitterze!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy