Reklama

Reklama

Bezwzględna walka o władzę. Ten człowiek nie cofnie się przed niczym

"Człowieka motywuje nie szacunek, lecz strach. To na nim buduje się imperia i za jego sprawą wszczyna rewolucje. W tym tkwi sekret wielkich ludzi. Kiedy ktoś się ciebie boi, zniszczysz go, zmiażdżysz, a w efekcie on zawsze obdarzy cię szacunkiem. Prymitywny strach jest upajający, wszechogarniający, wyzwalający. Zawsze silniejszy od szacunku. Zawsze".

"House of Cards" Michaela Dobbsa to literacki pierwowzór słynnego serialu: kwristą powieść, której akcja dzieje się na politycznych salonach Wielkiej Brytanii, gdzie władza deprawuje dokładnie tak samo jak w Waszyngtonie. W tej powieści znajdziesz to, czego nie zobaczysz w serialu!

Reklama

Michael Dobbs wie o czym pisze. Sam wiele lat był politykiem, który z bliska obserwował, jak działają mechanizmy władzy.

Dobbs był jednym z najbliższych współpracowników Margaret Thatcher i to on w 1979 roku pierwszy poinformował ją, że została premierem. Gdy znalazł się na politycznym zakręcie, wyjechał na wakacje na maleńką wyspę Gozo na Malcie. Tam - jak sam przyznaje, narzekał na wszystkich i wszystko, łącznie z książkowymi bestsellerami. Wtedy zdenerwowana żona kazała mu skończyć z marudzeniem i chwycić za pióro.

Później Dobbs swoje doświadczenia przekuł w fascynującą opowieść o korupcji, manipulacji i ambicji, która każe człowiekowi iść po trupach do celu. Od tej książki rozpoczęła się historia jednego z najlepszych seriali XXI wieku. 

"House of Cards" to przede wszystkim fantastyczne osobowości, które na kartach książki ścierają się ze sobą, czasem poprzez intrygę, a czasem przez otwartą, krwawą konfrontację. Książka Dobbsa zmusza nas do refleksji nad tym, jakie wartości cenimy i jak daleko bylibyśmy się w stanie posunąć, aby osiągnąć upragniony cel.

---

"Wydawało jej się, że wróciła do domu dosłownie przed chwilą, potykając się z wyczerpania na ostatnim schodku, a już poranne promienie słońca wypełzły zza zasłonki i zaczęły mościć się na poduszce, pchając się do jej oczu jak natarczywe palce. Z irytacją odwróciła się na drugi bok. Głowę miała ciężką, nogi obolałe, a łóżko obok siebie puste. To był kiepski pomysł, żeby pomagać w wykańczaniu tej drugiej butelki liebfraumilch. Straciła czujność i utknęła gdzieś w kącie z jakimś obleśnym typem z "Sun", całym w pryszczach i seksualnych aluzjach. Musiała mu wylać resztkę wina na koszulę, żeby odpuścił. Zajrzała teraz szybko pod kołdrę, chcąc sprawdzić, czy jednak nie dała ciała i facet na pewno się tam nie czai. Westchnęła - nawet nie zdążyła zdjąć skarpetek".

---

Francis Ewan Urquhart był człowiekiem pełniącym wiele ról: posłem, członkiem Tajnej Rady Królewskiej, co dawało mu prawo do stawiania przed nazwiskiem tytułu Right Honourable, ministrem oraz komandorem Orderu Imperium Brytyjskiego. Ten wieczór należał do niego, jednak nie sprawiał mu przyjemności. Wciśnięty w róg małego, dusznego salonu, Urquhart był przyparty do ohydnej lampy stojącej z lat sześćdziesiątych, która wyglądała, jakby miała się zaraz przewrócić".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne