Reklama

Reklama

Bezcenny dokument z Auschwitz znaleziony podczas skontrum

W poniedziałek do Archiwum Miejsca Pamięci Auschwitz trafił dokument znaleziony w bibliotece jednego z łódzkich liceów. Na pożółkłej, nadpalonej kartce znajduje się 15 nazwisk. O tym, jak lista nowo przybyłych więźniów mogła trafić do Łodzi, opowiada w rozmowie z Interią zastępca kierownika Archiwum Muzeum Szymon Kowalski.

Dokument powstał 21 maja 1941 roku i wygląda na listę transportową. Jak podkreśla Szymon Kowalski , jest to najprawdopodobniej oryginalne obozowe pismo. Zostanie jednak poddane specjalistycznym badaniom w pracowni konserwatorskiej, które ostatecznie pozwolą ocenić jego autentyczność.

Dla funkcjonującego w dawnym niemieckim obozie Archiwum każdy kolejny, oryginalny dokument, który zostanie przekazany do zbiorów, jest "wprost bezcenny", ponieważ - jak przypomina Kowalski - większość oryginalnej dokumentacji została zniszczona przez esesmanów w styczniu 1945 r. w  czasie likwidacji i ewakuacji obozu.

Reklama

Jak dokument trafił do Łodzi?

- W tym przypadku szczególnie interesujący jest fakt, jak dokument trafił do Łodzi - podkreśla Szymon Kowalski.

 - Ponieważ nosi ślady nadpalenia, nasuwa się  przypuszczenie, że mógł zostać odnaleziony na terenie byłego obozu  Auschwitz w okresie tuż po wyzwoleniu i został zabrany "na pamiątkę" do Łodzi - zaznacza w rozmowie z Interią.

Jego zdaniem  osoba, która go znalazła, mogła być spokrewniona z więźniem figurującym na liście lub zabrała go w związku z tym, że dotyczył Łodzi.

Zapewnia, że sprawa ta zostanie dokładnie zbadana.

Zauważony podczas skontrum

Z pierwszych informacji, udostępnionych przez Bartosza Bartyzela, dowiedzieliśmy się, że lista została znaleziona w szkolnej bibliotece.

Szymon Kowalski w rozmowie z Interią dodaje, że znajdowała się ona w książce "Dzieje wojen i wojskowości w Polsce" Tadeusza Korzona (wyd. 1923 r.,t. III). Odkryto ją w czasie skontrum w bibliotece szkolnej II LO im. G. Narutowicza w Łodzi.

Dyrektor szkoły, w której trafiono na listę, podkreśla, że w pierwszej kolejności potraktowano pożółkłą kartkę jako ciekawostkę.

Dopiero po tym, jak zauważono, że kartka jest opisana "Politische Abteilung" i "Konzentrationslager Auschwitz", a na niej znajdują się nazwiska osób, daty urodzenia i obozowe numery, natychmiast zgłoszono sprawę do Muzeum.

Co się dzieje ze znalezionymi dokumentami?

Gdy do Muzeum dociera informacja o znalezieniu związanych z dawnym obozem dokumentów, podejmuje się odpowiednie kroki.

- Zazwyczaj pozyskujemy dokumenty od rodzin byłych więźniów Auschwitz.  Jest to głównie korespondencja obozowa (listy oraz karty pocztowe) wysyłane przez więźniów do najbliższych; także dokumenty informujące o śmierci więźnia takie jak telegramy zawiadamiające o zgonie czy akty zgonu - mówi Szymon Kowalski.

Zaznacza, że "po otrzymaniu takiej informacji prosi się o nadesłanie kopii (skanów) przedmiotowych dokumentów w celu ich wstępnego rozeznania". - Sprawdzamy także, jakie informacje posiadamy o danym więźniu - dodaje.

Kolejny etap to ustalenie formy przekazu i sposobu odbioru. Zwykle - jeśli mówimy o formie - są to darowizny. - Często zdarza się, że rodziny chcą osobiście przyjechać do Muzeum i przekazać nam dokumenty - mówi w rozmowie z Interią Kowalski.

Wskazuje również na możliwość odebrania dokumentów bezpośrednio od członków rodziny. - Na przykład w piątek w Łodzi odbieraliśmy list obozowy od córki byłej więźniarki KL Auschwitz - przypomina.

11 marca do Archiwum Miejsca Pamięci trafiła również niezwykle obszerna, unikatowa kolekcja obozowych listów Tadeusza Łukasiewicza - więźnia zarejestrowanego pod numerem 16941. Łukasiewicz, jak czytamy na stronie auschwitz.org, został przywieziony do Auschwitz 29 maja 1941 r. z Warszawy. Tym samym transportem, co Maksymilian Kolbe.

Ewelina Karpińska-Morek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje