Reklama

Reklama

Awantura o spotkanie Duda-Obama. "Sprawa wygląda na fikcyjną"

Prezydent Andrzej Duda poleciał do USA, aby wziąć udział w Szczycie Bezpieczeństwa Nuklearnego, który rozpocznie się oficjalną kolacją w czwartek wieczorem w Waszyngtonie. Jeszcze przed jego wyjazdem w kraju rozgorzała dyskusja na temat ewentualnego spotkania z prezydentem USA Barackiem Obamą. Ostatecznie spotkania bilateralnego nie będzie, choć przyczyna może leżeć gdzie indziej, niż wskazuje na to opozycja. - Jest wątpliwe, aby Obama robił nadzieję na spotkanie dwustronne, bo musiałby zrobić zawód wielu państwom. Cała sprawa wygląda na fikcyjną, sztucznie stworzoną i bezprzedmiotową - uważa dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog z Wojskowej Akademii Technicznej, publicysta tygodnika "wSieci".

Media informowały wcześniej, że choć Barack Obama nie znajdzie czasu na spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą, spotka się z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. To spotkanie będzie jednak takie jak wszystkie inne - Obama powita Tuska przed kolacją, na której będzie obecny także prezydent Duda, a Tusk weźmie udział w kolacji podobnie jak przedstawiciele kilkudziesięciu delegacji przybyłych na szczyt. Taką informację znajdziemy również na oficjalnej stronie Donalda Tuska. Media informowały wcześniej, że choć prezydent USA nie znajdzie czasu dla prezydenta Polski, zje kolacje z Tuskiem. To nieprawda.

Reklama

- Oczywiście jest to także element pewnej walki politycznej. Często politycy, siły polityczne, tworzą fikcyjne fakty po to, by zyskać tzw. punkty w walce propagandowej i walce politycznej - mówi w rozmowie z Interią dr Kostrzewa-Zorbas. 

Sprawę skomentował wczoraj także prezydent. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że "niektóre dyskusje, która się toczą w polskiej przestrzeni publicznej w takich kwestiach, są żenujące. Także niektóre informacje czy też sposób ich podania jest żenujący". 

Prezydent przy okazji szczytu spotka się z także prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, z prezydentem Gruzji Giorgiem Margwelaszwilim, a także z prezydentem Turcji Recep Tayyip Erdoganem. Duda weźmie także udział w kolacji zorganizowanej w Białym Domu przez Baracka Obamę. 

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski tłumaczył, że spotkanie z Turcją, jako z ważnym sojusznikiem w ramach NATO, a także spotkania z Gruzją i z Ukrainą, dwoma pretendentami do członkostwa w NATO, stanowią część przygotowań do szczytu, który odbędzie się w lipcu w Warszawie. 

Wiadomo już na pewno, że do formalnego spotkania Andrzeja Dudy z Barackiem Obamą nie dojdzie. - Na szczycie będą przywódcy 51 państw, licząc gospodarza, czyli USA. Będą także przedstawiciele trzech organizacji międzynarodowych oraz Unii Europejskiej, razem 56 uczestników - wyjaśnia w rozmowie z Interią dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog z Wojskowej Akademii Technicznej, publicysta tygodnika "wSieci". - Jest wątpliwe, aby Obama robił nadzieję na spotkanie dwustronne, bo musiałby zrobić zawód wielu państwom. Cała sprawa wygląda na fikcyjną, sztucznie stworzoną i bezprzedmiotową - uważa ekspert.

Wczoraj prezydent spotkał się w National Press Club ze środowiskiem ekspertów z waszyngtońskich think tanków. Rozmawiał z nimi o polskiej koncepcji bezpieczeństwa międzynarodowego, a także o lipcowym szczycie NATO. Duda spotkał się też tego dnia z amerykańską Polonią.

Kto przyjedzie na szczyt? Skład wszystkich delegacji.

Szczyt, który rozpocznie się w Waszyngtonie będzie czwartym o tej tematyce. W 2010 roku do Waszyngtonu w imieniu Polski na szczyt pojechał Radosław Sikorski, ówczesny szef MSZ. W 2012 roku w Seulu Polskę reprezentował Marcin Korolec, minister środowiska, a w 2014 roku do Hagi pojechał po raz kolejny Radosław Sikorski. Po raz pierwszy więc na szczycie będzie nas reprezentować głowa państwa.

Tylko dwa spotkania

Jak w rozmowie z Interią przypomina dr Kostrzewa-Zorbas, Barack Obama podczas szczytu zaplanował jedynie dwa spotkania. W czwartkowe popołudnie będzie omawiał kwestie bezpieczeństwa, klimatu i sprawy ekonomiczne z prezydentem Chin Xi Jinpingiem. Poza tym dojdzie do spotkania trójstronnego, w którym udział wezmą premier Japonii Shinzo Abe i pani prezydent Korei Południowej Park Geun-hye. 

- Te spotkania, jak widać, są z państwami z Azji Wschodniej i zapewne są spowodowane tym samym pilnym i gorącym problemem północnokoreańskiego programu rozwoju broni jądrowej i rakiet balistycznych, w tym międzykontynentalnych - wyjaśnia politolog. - Prezydent Obama nie zaplanował żadnych spotkań dwustronnych, ani trójstronnych z przedstawicielami pozostałych regionów świata - dodaje ekspert. 

Obama znajdzie czas, aby zamienić dosłownie kilka zdań z przedstawicielami grupy P5+1, w której skład, poza Chinami i USA, wchodzą: Francja, Wielka Brytania i Niemcy, a także Rosja, choć Władimir Putin zdecydował, że na szczycie nie pojawi się żaden przedstawiciel jego kraju. Sprzeczne doniesienia pojawiały się także w sprawie ewentualnego spotkania Baracka Obamy z prezydentem Turcji, Recep Tayyip Erdoganem. Wcześniej "Wall Street Journal" informował, że Obama nie zgodził się na spotkanie z Erdoganem. Najprawdopodobniej jednak między przywódcami odbędą się nieformalne rozmowy. 

Na czwartek o 18:30 czasu amerykańskiego zaplanowana jest oficjalna kolacja w Białym Domu, w której wezmą udział przedstawiciele wszystkich delegacji. 

"Stosunki Polska-USA mają się dobrze"

Szef MSZ Witold Waszczykowski skomentował plany prezydenta Dudy na antenie TVN24. W jego opinii relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi mają się dobrze. - Odchodzimy od zapaści, jaka miała miejsce za poprzedniego rządu, kiedy to relacje polsko-amerykańskie poprzedni minister spraw zagranicznych (Radosław Sikorski - red.) określał terminem murzyńskości -  wyjaśniał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy