Reklama

Reklama

Arsenij Jaceniuk. Koniec misji ukraińskiego kamikadze

Premier Arsenij Jaceniuk we wtorek złoży dymisję w Radzie Najwyższej Ukrainy. - Jaceniuk wielokrotnie mówił o sobie na samym początku piastowania urzędu, że jest jak kamikadze - przypomina dr Paweł Kowal. - Notowania premiera były w ostatnim czasie bardzo słabe. Pytanie nie brzmiało zatem, czy nadal powinien być szefem rządu, tylko kto i kiedy go zastąpi - dodaje Jan Piekło.

Arsenij Jaceniuk został premierem Ukrainy 27 lutego 2014.

Reklama

- Warto pamiętać, że pierwszy rząd w Polsce po 1989 roku upadł niewiele ponad rok po zmianie systemu - przypomina dr Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych PAN. - Jaceniuk wielokrotnie mówił o sobie na samym początku piastowania urzędu, że jest jak kamikadze: ma przeprowadzić reformy, a potem będzie musiał za to zapłacić polityczną cenę. W jakimś sensie sam sobie ten los przepowiedział - dodaje były wiceminister spraw zagranicznych.

Jan Piekło, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI: - Notowania premiera i jego partii były w ostatnim czasie wyjątkowo słabe, nawet poniżej dwóch procent. Pytanie nie brzmiało zatem, czy Jaceniuk nadal powinien być premierem, tylko kto i kiedy go zastąpi. Była mowa o minister finansów Natalie Jaresko, która doprowadziła do skutecznych renegocjacji zadłużenia Ukrainy z zagranicznymi pożyczkodawcami i Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

Wyczerpana formuła

Gabinet Jaceniuka zmaga się z kryzysem politycznym, śladowym zaufaniem społecznym i oskarżeniami o nieskuteczną walkę z korupcją, a także opieszałość we wprowadzaniu reform.

- Podobne oskarżenia będą padać w kierunku każdego premiera Ukrainy. Kraj znajduje się w stanie wojny, rząd jest pod ogromną presją Zachodu, żeby nie zaogniać sytuacji na wschodzie, nie szkodzić ustaleniom pokojowym z Mińska. Wiele rzeczy można było pewnie zrobić lepiej, ale trzeba przyznać, że duet Jaceniuk - Poroszenko przeprowadził Ukrainę przez najtrudniejszy okres w historii: czas zagrożenia niepodległości, bezpieczeństwa granic, istnienia państwa. Im się udało - uważa Jan Piekło.

- Wyczerpała się jednak formuła współpracy prezydenta z premierem. Panowie mają dziś odmienne wizje rządzenia. Jaceniuk mógł się wypalić, dlatego potrzebna jest nowa osoba na stanowisku premiera - dodaje nasz rozmówca.

Przedterminowe wybory

Paweł Kowal zwraca uwagę, że Jaceniuk był "człowiekiem zaufania Zachodu, gwarantem, że makroekonomiczne reformy będą na Ukrainie kontynuowane". - Jego odejście będzie zmuszało nowego premiera i prezydenta Poroszenkę do odbudowania tej konstrukcji zaufania w sprawach finansowych, prawdopodobnie wokół minister Jaresko, która kojarzy się z kursem reformatorskim - zaznacza.

- Sytuacja na Ukrainie potoczyła się inaczej niż po pomarańczowej rewolucji, kiedy natychmiast wybuchły spory polityczne. Wszyscy na Zachodzie przywykli do Poroszenki i Jaceniuka, ale trzeba pogodzić się z tym, że Ukraina jest krajem o bardzo dynamicznym życiu politycznym. Pewnie na jesieni lub wiosną przyszłego roku odbędą się przedterminowe wybory - prognozuje były wiceminister spraw zagranicznych.

Niewykorzystany kapitał

Czy Arsenij Jaceniuk był dobrym partnerem dla polskiego rządu? - pytamy naszych rozmówców.

- Obie strony powinny mocniej o siebie zabiegać. Stosunki rządu Jaceniuka z Polską układały się poprawnie. Pamiętajmy, że w Polsce to był w dużej mierze czas wyborów prezydenckich, potem parlamentarnych. Sprawy wewnętrzne przysłoniły temat ukraiński. Powinniśmy do niego wrócić - zaznacza Jan Piekło.

Paweł Kowal: - Od 2014 roku obserwujemy mniejsze tempo relacji polsko-ukraińskich. Politycy podkreślają ważność relacji z Polską, nasz kraj cieszy się zaufaniem Ukraińców, ale Polska przestała być krajem, który wspiera Ukrainę na forum Unii Europejskiej. Zabrakło serii wspólnych inicjatyw, za dużo było czekania na działania Unii. W relacjach międzypaństwowych wiele rzeczy można kupić, ale nie nastawienia obywateli. Polska nie wykorzystuje tego kapitału społecznego.

Kierunek Europa

- Polska może włączyć się we wspieranie reform na Ukrainie, także wspierać sąsiada na arenie międzynarodowej - zgadza się Jan Piekło. W jego opinii wyniki holenderskiego referendum ws. umowy stowarzyszeniowej pomiędzy UE a Ukrainą (61 proc. głosów przeciwko ratyfikacji), nie osłabią szans naszych sąsiadów na bliższe stosunki z Unią.

- Unijni komisarze deklarują, że integracja będzie kontynuowana. W najbliższym czasie możliwe jest zniesienie wiz dla Ukrainy. Niewątpliwie Kijów pozostaje na drodze europejskiej - kwituje  dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI.

Dymisja premiera Ukrainy - poznaj szczegóły!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje