Reklama

Reklama

Anektowane życie Tatarów krymskich

Aresztowania, brak elektryczności, puste półki sklepowe, blokowane granice – to kryje się za wydarzeniem, określonym przez Władimira Putina mianem „historycznego”. Życie na anektowanym Krymie opisuje Luke Sheridan z agencji Associated Press.

Elnara Asanova i jej dzieci spędzają dni bez elektryczności. Większość linii energetycznych w krymskim mieście, w którym żyją, nie działa. To sabotaż - nie Rosjan, którzy anektowali ojczyznę Elnary dwa lata temu - a nieznanych sprawców, którzy zdjęli tatarskie flagi z miejscowej elektrowni - zaznacza Sheridan.

Członkowie rodziny Asanova - tak jak wielu krymskich muzułmanów - są już zmęczeni życiem w atmosferze zastraszania i nieufności. Mąż Elnary trafił do więzienia po tym, jak w zeszłym roku wziął udział w antyrosyjskich protestach.

Reklama

"Mąż jest zwykłym mężczyzną ze wsi, mamy czwórkę dzieci. Pracował jako kierowca ciągnika, my uprawiamy ziemię i trzymamy domowe zwierzęta. Tak właśnie żyliśmy" - opowiada Elnara Asanova, żona aresztowanego Aliego Asanova.

Jak opisuje Sheridan, narastająca frustracja życiem w cieniu rosyjskiej dominacji doprowadziła do rosnącego oporu na granicy. Jednym z prowodyrów akcji blokowania granic jest Lenur Islyamov, właściciel tatarskiej stacji telewizyjnej. Działa w Kijowie i dąży do utworzenia 500 osobowego batalionu. Jego zdaniem, dalsze represje na tatarach będą katalizatorem w rekrutacji.

"Młode pokolenie jeszcze się nie obudziło, jeszcze nie mamy wojny. Kiedy nadejdzie moment i ktoś obrazi ich dziewczyny; ktoś przyjdzie do ich domu, żeby go przeszukać; kiedy ktoś uderzy ich matki, a oni sami będą poniżani - wtedy rozpocznie się 'osobista wojna'" - mówi Islyamov, szef ATR TV, lider ruchu blokującego granice.

Rosyjski prezydent Władimir Putin twierdzi, że aneksja Krymu to historyczne osiągnięcie. Ale - jak zauważa Sheridan - zablokowane granice i przerwy w dostawie prądu powodują ogromną dziurę w krymskim budżecie. Spadające ceny ropy powodują, że Moskwa nie chce inwestować we wsparcie tego terenu.

Tatarzy na Krymie mają długą historię represji. W 1944 roku radziecki przywódca Józef Stalin zesłał 200 tys. Tatarów w głąb Azji Centralnej. Była to reakcja na podejrzenie, że kolaborują oni z nazistami. Tysiące osób zginęło.

Dziś wielu Tatarów krymskich uznaje, że życie bez elektryczności jest zaledwie niedogodnością w porównaniu z tym, ile wycierpieli w przeszłości.

(jt)


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy