Reklama

Reklama

Ale gafa, panie pośle!

Obawiam się, że jeszcze gorzej jest z kuluarowym słownictwem naszych polityków... Jak pani je ocenia?

Reklama

- Używanie wszelkiego rodzaju słów powszechnie uznanych za nieparlamentarne jest dowodem na posiadanie dużych braków w znajomości rodzimego języka. Zwłaszcza że język polski jest niezwykle bogaty i istnieje wiele możliwości eksponowania racji i przekonań bez konieczności sięgania po słowa obraźliwe.

- Niestety, w polskiej debacie publicznej, gdy brakuje siły argumentu, często używany jest argument siły. Jej uczestnicy atakują się personalnie w sposób absolutnie niedopuszczalny. Pięknie jest się różnić - to powinien pamiętać każdy z nas - i świetnie, gdy potrafimy nie tylko mieć przekonania, ale również ich bronić, jednak klasę człowieka poznaje się po tym, że nawet po najbardziej zaciętej dyskusji potrafi podać rękę swojemu oponentowi, pójść z nim na kawę i podyskutować dla samej dyskusji, już bez świateł jupiterów.

Jak pani przyjęła ujawnienie nagrań tzw. afery taśmowej?

- Przyznam, że byłam zszokowana. Rozumiem, że były to rozmowy, których nikt inny z założenia nie powinien był słyszeć, ale takie "przerywniki" nie przystoją w jakiejkolwiek rozmowie, a co dopiero osobom, które reprezentują naród.

Mówiła pani, że jeśli chodzi o maniery wśród polityków "nie jest dobrze, nie jest też źle, ale po prostu średnio"... Są wśród nich tacy, którzy mogliby  stanowić przykład dla pozostałych?

- Obecnie mamy wielu polityków, którzy mimo że są obecni są na niej od wielu lat, to niezmiennie reprezentują wysoką kulturę osobistą i dobre maniery w praktyce, każdego dnia i w każdych okolicznościach. Wydaje mi się, że każdy z nas, zwłaszcza jeśli zalicza się do obserwatorów codziennego życia politycznego, jest w stanie wymienić choć kilka nazwisk.

- Ja z ogromną przyjemnością oglądam wszystkie programy z udziałem pani Barbary Nowackiej. Bynajmniej nie dlatego, że zgadzam się z jej poglądami, ale dlatego, że wprowadza "powiew świeżości" do debaty publicznej, stara się używać racjonalnych argumentów, atakuje stwierdzenia, nigdy osoby, które je wygłosiły. Nie podnosi głosu. Nie daje się wciągać w dyskusje "o wiejskich głupkach i weselach", zaś tych, którzy takich epitetów używają, potrafi umiejętnie spuentować i utemperować. Takich uczestników debaty wciąż mi brakuje.

A co z tymi, którzy nad swoim zachowaniem powinni jeszcze sporo pracować?

- Z założenia chciałabym pokazywać dobre przykłady, z których powinniśmy czerpać wzory. Jednak przyznać trzeba, że słownictwo, którym posługuje się poseł Brudziński, czy zachowanie posła Niesiołowskiego - pozostawiają wiele do życzenia. Najbardziej jednak boli mnie zachowanie świadczące o braku dobrych manier wśród polityków posiadających tytuły naukowe, bo oni, jako osoby wykształcone, powinni być wzorem dla innych. Mam tu na myśli chociażby posłankę Pawłowicz, która niedawno, w chwili wzburzenia, określiła dziennikarkę TVN-u mianem "idiotki".

Czy może pani dać naszym politykom jakieś wskazówki dotyczące dobrych manier?

- Po pierwsze, powinni umieć w sposób kulturalny debatować. Robienie wycieczek osobistych, przekrzykiwanie się w czasie rozmów w studiach telewizyjnych czy radiowych jest niedopuszczalne. To jest moim zdaniem najważniejsze.

- Po drugie dress code, czyli pielęgnowanie w sobie przeświadczenia, że dobrze dobranym, niekoniecznie drogim strojem okazujemy innym szacunek, dlatego trzeba o niego dbać.

- I po trzecie,  umiejętność zachowania się przy stole. Istnieją programy telewizyjne, w formułę których wpisane są poczęstunki. To, w jaki sposób nasi politycy piją i jedzą, wiele mówi o ich kulturze. I niestety w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje