<ul><li>Prom "Jan Heweliusz" <b>zatonął 14 stycznia 1993 roku na Morzu Bałtyckim</b>, niedaleko niemieckiej wyspy Rugia. Była to największa katastrofa w historii polskiej żeglugi morskiej w czasie pokoju. Przed zatonięciem prom miał co najmniej 28 wypadków, m.in. dochodziło do przechyłów na pełnym morzu, dwa razy przewrócił się w porcie. </li><li>Polski prom "Jan Heweliusz" <b>zatonął w czasie silnego sztormu z wiatrem o sile 12 w skali Beauforta</b>. Przyczyną była m.in. zła stabilność promu, nieprawidłowe naprawy kadłuba po wcześniejszych uszkodzeniach oraz błędy w załadunku i balastowaniu. </li><li><b>W katastrofie promu "Jan Heweliusz" zginęło 56 osób</b> (20 członków załogi i 36 pasażerów). Katastrofę przeżyło 9 marynarzy. Przez 32 lata podawano, że liczba ofiar wynosi 55. Dopiero w 2025 r. dopisano do niej nazwisko <b>17-letniej Silvii Eichert z Austrii</b>, która podróżowała z ojcem - Karlem Eichertem - kierowcą. Stało się to po publikacji książki Adama Zadwornego o morskiej katastrofie.</li><li>Po tragedii wprowadzono zaostrzone przepisy dotyczące bezpieczeństwa promów typu ro-ro w Polsce i w Unii Europejskiej.</li></ul><div><h2>Prom MF "Jan Heweliusz"</h2></div><div>Statek <b>MF "Jan Heweliusz"</b> był pr<b>omem samochodowo-kolejowym typu ro-ro</b>, skonstruowanym w 1977 roku w stoczni Trosvik Verkstad w Breviku w Norwegii na zamówienie Polskich Linii Oceanicznych (w późniejszym okresie od 1 września 1991 r. armatorem promu była wydzielona z PLO spółka <b>Euroafrica</b>).<br /></div><div><br /></div><div>Jednym z projektantów był <b>Herfinn Osland</b>: "Pracowałem w dziale projektowym, w biurze konstrukcyjnym. Odpowiadałem za projekt maszynowni, urządzeń maszynowych i instalacji rurowych. <b>Projektowałem maszynownię i całe zaplecze techniczne "Jana Heweliusza"</b> - wspominał Norweg.<br /></div><div><br /></div><div><b>Jednostka otrzymała imię Jana Heweliusza</b> (1611-1687), gdańskiego astronoma, browarnika, rajcy miejskiego i jednego z najwybitniejszych uczonych XVII wieku. Wybór patrona był zgodny z tradycją Polskich Linii Oceanicznych, które nadawały swoim statkom imiona wybitnych Polaków. W tym przypadku miał symbolizować także precyzję, wiedzę i związek z Gdańskiem - miastem Heweliusza i portem macierzystym armatora. Jednak Heweliusz nie okazał się szczęśliwym patronem. <br /></div><div><br /></div><div>Od momentu zwodowania<b> statek miał problemy ze statecznością</b>, wynikające z wadliwie zaprojektowanej i zbudowanej nadbudówki oraz nieprawidłowo pracującego systemu balastowego.</div><div><br /></div><div>Niemal od samego początku <b>statkowi przytrafiały się wypadki i awarie</b>. Dochodziło do nadmiernych przechyłów, statek zderzał się z kutrami, dwa razy przewrócił się w porcie. W 1979 roku, w zaledwie dwa lata po wodowaniu, <b>prom uderzył w nabrzeże w Świnoujściu</b>. Trzy lata później <b>zderzył się z duńskim promem "Stena Nordica"</b>. Mimo że nikt wówczas nie zginął, statek wymagał poważnych napraw. W 1986 roku "Jan Heweliusz" wszedł na mieliznę w pobliżu szwedzkiego miasta Ystad.</div><div><br /></div><div><b>7 września 1986 roku na wysokości przylądka Arkona na pokładzie promu "Jan Heweliusz" wybuchł pożar</b>, wskutek którego nikt nie ucierpiał. W wyniku zwarcia w agregacie chłonicznym jednej z zaparkowanych na pokładzie samochodowym ciężarówek pojawił się ogień, który zniszczył pomieszczenia nad głównym pokładem towarowym. Po pożarze armator przeprowadził remont jednostki w stoczni Blohm & Voss w Hamburgu. W trakcie naprawy nierówny pokład pofałdowany wskutek oddziaływania wysokiej temperatury został wyrównany <b>wylewką betonową o wadze 60-ton</b>. Została ona zamaskowana materiałami wykończeniowymi. Naprawa ta pogorszyła jeszcze stateczność - co potwierdzili później eksperci z politechniki.<br /></div><div><br /></div><div>W 1987 roku podczas sztormu <b>zerwały się łańcuchy kotwiczne</b>, a dryfujący bez kontroli w porcie <b>prom uderzył w nabrzeże</b>. Przez 15 lat specjaliści od transportu morskiego odnotowali <b>około trzydziestu istotnych incydentów z udziałem promu</b>.</div><div><br /></div><div>10 stycznia 1993 roku, zaledwie cztery dni przed ostatnim rejsem,<b> podczas manewrów w porcie Ystad, doszło do uszkodzenia rufowej bramy załadunkowej</b>. Armator nakazał jednak jedynie <b>prowizoryczne uszczelnienie bramy</b>, która była kluczowym elementem systemu bezpieczeństwa jednostki, chroniącym pokład samochodowy przed zalaniem.<br /></div><div><h2>Katastrofa promu "Jan Heweliusz"</h2></div><div><b>13 stycznia 1993 roku</b> o godzinie 23:35 MF Jan Heweliusz wyruszył ze Świnoujścia do Ystad z dwugodzinnym opóźnieniem ze względu m.in. na remont furty rufowej. Był to <b>5087 rejs tego statku</b>, który był przeznaczony do przewożenia samochodów ciężarowych i wagonów kolejowych. <b>Co przewoził "Heweliusz"? </b>Tego dnia na pokładzie miał 28 tirów i 10 wagonów. <br /></div><div><br /></div><div>Początkowo statek płynął bez przeszkód. Jednak po minięciu niemieckiego portu Sassnitz na wyspie Rugia, najprawdopodobniej około godz. 2:00 w nocy, jednostka weszła w <b>zasięg silnego sztormu</b> o pięciometrowej wysokości falach, którego siła przekraczała <b>12 w skali Beauforta</b>. Według niektórych doniesień prędkość wiatru miała przekraczać w czasie sztormu 160 km/h.</div><div><br /></div><div><b>Doszło do przechyłu statku</b>, stan techniczny jednostki znacznie pogarszał sytuację, a decyzje załogi nie zapobiegły postępującej destabilizacji jednostki. Około godz. 4:00 silny <b>wiatr uderzył w burtę, doprowadzając do znacznego przechyłu</b>. Dramatyczna sytuacja jeszcze się pogarszała, na pokładach ładunkowych zerwały się mocowania przewożonych ładunków - samochodów ciężarowych i wagonów, a przez nieszczelną furtę rufową na pokład samochodowy zaczęła wlewać się woda. Przy przechyle 30 stopni, <b>kapitan <a href="https://wydarzenia.interia.pl/tematy-andrzej-ulasiewicz,gsbi,7586">Andrzej Ułasiewicz</a></b> nadał komunikat na międzynarodowej częstotliwości alarmowej, następnie wydał komendę do opuszczenia statku. <b>Sygnał SOS z "Jana Heweliusza"</b> odebrały o godz. 4:12 stacje w Polsce, Niemczech i Danii. Duńska stacja brzegowa na Bornholmie nawiązała łączność ze statkiem i otrzymała informację o 70-stopniowym przechyle. Była to <b>ostatnia wiadomość z jednostki</b>.</div><div><br /></div><div>Statek znajdujący się około <b>20 mil morskich od wybrzeży wyspy Rugia</b>, znalazł się w dramatycznej sytuacji. Ewakuacja pasażerów i załogi przebiegała z problemami, m.in. związanymi z <b>niewłaściwym stanem technicznym kamizelek</b> i kombinezonów ratowniczych oraz <b>problemami z otwarciem tratw ratunkowych</b>, które wynikały z ekstremalnego przechyłu.</div><div><br /></div><div>O godzinie 5:12 <b>MF "Jan Heweliusz" obrócił się do góry dnem i zatonął</b>. Na tej godzinie zatrzymały się zegary na statku. W akcji ratunkowej - jednej z największych na Bałtyku - brały udział śmigłowce służb poszukiwawczo -ratowniczych z Warnemünde i Kilonii w Niemczech oraz służby duńskie z Bornholmu. Na miejsce doleciały polskie śmigłowce Marynarki Wojennej. W akcji brały udział także cywilne statki. Z morza wydobyto dziewięciu rozbitków, którzy byli członkami załogi. Przewiezieni zostali m.in. do <b>szpitala w Stralsundzie</b>. Pozostali pasażerowie i marynarze zginęli. <b>Kapitan <a href="https://wydarzenia.interia.pl/tematy-andrzej-ulasiewicz,gsbi,7586">Andrzej Ułasiewicz</a> pozostał na pokładzie do końca</b>.</div><div><br /></div><div><b>W katastrofie promu MF "Jan Heweliusz" zginęło 56 osób</b> (20 członków załogi i 36 pasażerów). <b>Katastrofę "Heweliusza" przeżyło 9 marynarzy</b>. Przez 32 lata podawano, że liczba ofiar wynosi 55. Dopiero w 2025 r. dopisano do niej nazwisko 56. ofiary - <b>17-letniej Silvii Eichert z Austrii</b>, która podróżowała z ojcem - Karlem Eichertem - kierowcą. Stało się to po publikacji książki Adama Zadwornego o najtragiczniejszej morskiej katastrofie w historii polskiej floty handlowej. W katastrofie "Heweliusza" zginęli obywatele Polski, Austrii, Węgier, Szwecji, Czech i Norwegii. <b>Odnaleziono 39 ciał</b>.</div><div><h2>Przyczyny katastrofy "Jana Heweliusza"</h2></div><div><b>Przyczyny tragedii promu "Jan Heweliusz"</b> nie są do końca znane. Według pierwszych ustaleń zawinił <b>huragan "Junior"</b>. Jednak już w pierwszych dniach po katastrofie coraz częściej pojawiały się głosy, że wina leży po stronie konstruktorów, obwiniano też armatora, który miał zignorować stan techniczny jednostki oraz załogę, która miała podjąć niewłaściwe decyzje podczas rejsu. <b>Doszukiwano się także błędów po stronie Niemców</b>, którzy jakoby niewłaściwie zorganizowali akcję ratowniczą.<br /></div><div><br /></div><div>Po katastrofie "Dziennik Bałtycki" napisał: "Jeden z konstruktorów 'Jana Heweliusza' Oddvar Vangnes twierdzi stanowczo, że 'prom był niestabilny, ale <b>15 lat temu, kiedy był budowany, wszystkie wymagane normy bezpieczeństwa i stabilności były spełnione</b>'".<br /></div><div><br /></div><div>Postępowanie w sprawie katastrofy prowadziły przez kilka lat Izby Morskie w Szczecinie i Gdyni. <b>Postępowanie w pierwszej instancji winą obarczyło kapitana promu</b>. Odwołała się od tego wdowa po nim. <b>W kolejnym procesie kapitana oczyszczono z zarzutów</b>, za wyjątkiem podania niewłaściwej pozycji tonącego promu w czasie wzywania pomocy.</div><div><br /></div><div>Odwoławcza Izba Morska w Gdyni stwierdziła, że prom wypłynął w morze niezdatny do żeglugi, przy <b>pewnych błędach nawigacji</b> oraz niezwykle trudnych warunkach pogodowych: "najbardziej <b>prawdopodobną przyczyną zatonięcia promu było przejście niesymetrycznie zabalastowanego promu przez linię wiatru</b>, czego następstwem był jego <b>gwałtowny napór na prawą burtę i przemieszczenie się ładunku</b>, w wyniku czego <b>nastąpiło wlanie się wody do wnętrza promu aż do utraty pływalności</b>".<br /></div><div></div><h2>Prom MF "Jan Heweliusz" - dane techniczne </h2><div><b>Dane eksploatacyjne promu "Jan Heweliusz":</b></div><div><ul><li><b>długość całkowita</b>: 120 metrów,<br /></li><li><b>długość ładowna</b>: 4 tory razem 400 metrów oraz 790 m pasów kołowych, </li><li><b>ładowność</b>: 36 wagonów towarowych, 18 ciężarówek i 30 przyczep, </li><li><b>prom przewoził wyłącznie pojazdy</b>, a za pasażerów uznawano kierowców i pasażerów przewożonych tirów,</li><li><b>napęd</b>: 4 silniki Sulzer o łąznej mocy 4358 koni mechanicznych,</li><li><b>prędkość rejsowa</b>: 14 węzłów</li><li><b>szerokość</b>; 17 metrów,<br /></li><li><b>wysokość</b>: 26 metrów,<br /></li><li><b>nośność</b>: 2035 ton.<br /></li></ul></div><div>Razem <b>z bliźniaczym promem MF "Mikołaj Kopernik"</b>, MF "Jan Heweliusz" <b>kursował na linii Świnoujście-Ystad</b>. Oba <b>promy typu ro-ro</b> przewoziły samochody ciężarowe, ciągniki siodłowe z naczepami oraz kolejowe wagony towarowe.<br /></div><div><h2>Serial Netflix "Heweliusz"</h2></div><div>"Heweliusz" to <b>pięcioodcinkowy miniserial zrealizowany przez platformę VOD Netflix</b>, którego premiera miała miejsce <b>5 listopada 2025 r.</b> Serial o katastrofie polskiego promu był w chwili premiery dostępny w 190 krajach.</div><div><br /></div><div>Serial dramatyczno-historyczny "Heweliusz" został oparty na prawdziwych wydarzeniach związanych z <b>zatonięciem promu "Jan Heweliusz"</b>, do którego doszło <b>nocą z 13 na 14 stycznia 1993 r. na Morzu Bałtyckim</b>.<br /></div><div><br /></div><div>W serialu "Heweliusz", do którego <b>zdjęcia kręcono od stycznia do sierpnia 2024 r.</b>, pojawia się 120 postaci, a w scenach realizowanych m.in. w Świnoujściu, Gdyni, Sopocie, Warszawie i Wrocławiu, wzięło udział około 3 tys. statystów i ponad 140 osób ekipy filmowej. <br /></div><div><br /></div><div>W rolach głównych wystąpili: <b>Borys Szyc jako kapitan Andrzej Ułasiewicz</b> oraz <b>Magdalena Różczka jako Jolanta Ułasiewicz</b>, a także m.in.: Michał Żurawski, Konrad Eleryk, Andrzej Konopka, Jacek Koman, Jan Englert, Magdalena Zawadzka, Mirosław Zbrojewicz, Mia Goti oraz Łukasz Lewandowski.<br /></div>