Reklama

Reklama

Zatrzymany czas

W Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie (Świętokrzyskie), w ramach II Świętokrzyskich Dni Muzeów, otwarto wystawę "Zatrzymany czas". Tworzy ją ponad 380 kartek pocztowych z kolekcji znanego wrocławskiego filokartysty Stanisława Chmury.

Na widokówkach przedstawione są różne zegary: na wieżach i różnych budynkach, świąteczne, ręczne, słoneczne a nawet kwiatowe.

Reklama

Przy okazji otwarcia wystawy zapytaliśmy Stanisława Chmurę o początki i powody jego kolekcjonerskiej pasji.

W jaki sposób zaczęła się pana przygoda z pocztówkami?

- Zbieram pocztówki od lat 50. Mieszkałem wtedy w Trzebnicy pod Wrocławiem. Jakiekolwiek pocztówki przychodziły wówczas do domu, odkładane były do szuflady, a potem lądowały na strychu. Kiedy w 1964 r. przeprowadziłem się do Wrocławia, zabrałem to co ocalało i też zacząłem zbierać: najpierw do szuflady, potem tematycznie wkładałem do albumów. Miałem albumy poświęcone polskim górom, polskiemu morzu, województwom czy stolicom Europy. W tym czasie w zakładzie pracy prowadziłem też koło PTTK i wyjeżdżałem na różne rajdy oraz wycieczki. Zbierałem, odpowiednio opieczętowane, pocztówki z różnych schronisk PTTK i znaczki turystyczne z rajdów. Robiłem również wówczas kursy przewodnika turystyki pieszej różnych regionów, zdobywałem poszczególne odznaki, a to łączyło się z turystyką i kolekcjonowaniem.

W latach 60. istniało pismo studenckie "Radar": było tam mnóstwo adresów z całego świata do wymiany. W tym czasie wymieniałem znaczki pocztowe i fotosy aktorów. Modne ostatnio karty telefoniczne również zamieniam na widokówki, a dzięki tej wymianie moja kolekcja stale rośnie.

Kiedy przeszedłem na emeryturę pomyślałem: odpocznę sobie trzy miesiące, potem poszukam sobie pracy.

Nie miałem samochodu, nie byłem dyspozycyjny, więc trudno było znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie. Pomyślałem w końcu: trzeba się zająć tym, co człowiek lubi robić najbardziej i wróciłem do pocztówek. Tam, gdzie mieszkam mieści się galeria. Pewnego dnia jej prezes mnie zapytał: pan tak często spaceruje ze swoją psinką, może pan przystąpi do nas. Co pan robi? Może pan pisze, maluje, może coś zbiera. Odpowiadam: owszem, zbieram pocztówki, mam np. kartki z przedwojennym Wrocławiem. Ten przyklasnął i powiedział: no to robimy wystawę i tak się to zaczęło.

Ile aktualnie liczy pańska kolekcja?

- Skromnie mówię, że mam ponad 50 tys. sztuk. Jedni mówią, że wiele, a ja twierdzę, że jeszcze by się coś przydało, bo mam takie tematy w zanadrzu, gdzie mam dopiero dwadzieścia parę pocztówek. Przeżyłem tragedię w 1997 r., podczas słynnej powodzi. Miałem wtedy ponad 10 tys. pocztówek. Prawie 4 tys. zostało zniszczonych, bo piwnica gdzie magazynowałem kolekcję została zalana, a ja wówczas byłem na urlopie w Austrii. Wystawy organizowałem z tego, co ocalało i dość szybko zbiór się powiększał. Głównie dzięki prezentacjom i społeczeństwu, bo wiele osób po tych wystawach przekazywało mi swoje pocztówki.

Czy Pani zauważyła, że kartka jest tańsza niż znaczek?

- Muszę się przyznać, że już około 50 kartek wysłałem z Jędrzejowa do znajomych. Wszyscy wiedzą, że powinny one do mnie trafić z powrotem. Powtarzam im: pozdrowienia są dla was, a kartki - do zwrotu. Na wystawie i w całej kolekcji niektóre pocztówki są czyste, pozostałe - zapisane pozdrowieniami.

Zbiera pan pocztówki tematycznie. Które z nich są najcenniejsze?

- Cenne są dla mnie widokówki z lat 90. XIX, pokazujące to jak Wrocław wyglądał przed wojną. Najbardziej lubię właśnie takie pocztówki retro, osnute mgiełką sepii i mam do nich szczególny sentyment. W 1998 r., po Kongresie Eucharystycznym, zaprosiłem naszego biskupa kard. Gulbinowicza na wystawę obiektów sakralnych różnych wyzwań zatytułowaną "Wiele jest dróg, jeden Bóg". Kardynał, znany z poczucia humoru, przybył na otwarcie i wręczył mi 800 pocztówek, które otrzymał z różnych stron świata mówiąc, że wreszcie zrobił sobie porządek w korespondencji. Jedna z pocztówek zapoczątkowała temat ptaków: kardynał Nowego Jorku przesłał pocztówkę kardynałowi Gulbinowiczowi, która przedstawia ptaka ...kardynała. Od księdza Wawrzyńca Bochenka z Trzebnicy otrzymałem pocztówkę z Janem Pawłem II i dziś mam już ponad 400 kartek z wizerunkiem papieża-Polaka.

Mogę przygotowywać wystawy na wiele tematów, a te można by mnożyć: Boże Narodzenie, Wielkanoc, kobiety, dzieci, kwiaty, teatry, obiekty sakralne, drewniane budownictwo sakralne, Unia Europejska czy europejskie państwa. Mogę przedstawiać różne tematy i dowolnie łączyć widokówki. Czasami słyszę: Panie Stanisławie, może by jakąś wystawę? No jaką - pytam ? Niech pan pomyśli. Myślę i mówię: właściwie mogę zorganizować każdą wystawę np. w styczniu - konie, w lutym - ptaki, w marcu - koty, w kwietniu - psy. Życie pisze scenariusze i tematy moich wystaw.

W jaki sposób Pana wystawa trafiała do Jędrzejowa?

- Nie po raz pierwszy jestem na tym terenie. Kiedy tu bywam korzystam z gościny w Obiechowie, w zamian za co przygotowuję w miejscowej szkole podstawowej wystawy swoich pocztówek. Zorganizowałem ekspozycje związane z Unią Europejską, Wojskiem Polskim, a ostatnio - z ptakami i końmi. W maju, przy okazji wystawy o wojsku, odwiedziłem Jędrzejów, trafiłem do muzeum i zapytałem dyrektora Przypkowskiego czy byłaby możliwość zorganizowania wystawy, której tematem były zegary.

To, co prezentuję w Jędrzejowie, to połowa z tego, co przygotowałem na wystawę. Wybierałem pocztówki z zegarami. Są tu zegarki: ręczne, kieszonkowe, słoneczne, kwiatowe czy zegary na budynkach. Pierwotnie w jednej sali chciałem zaprezentować zegary świąteczne. Ograniczyłem ich liczbę na korzyść zegarów z różnych kontynentów. Jak już wystawa była gotowa, żałowałem że nie zrezygnowałem w ogóle z zegarów świątecznych, a nie pokazałem więcej zegarów z obiektami. Miałem gotowe plansze z zegarami na ratuszach, kościelne, typowe wieże zegarowe, chciałem też zaprezentować zegary na zamkach. Może uda się więcej pokazać przy okazji innej wystawy.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Agnieszka Smorąg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy