Reklama

Reklama

Rozpoczął się proces urzędnika NFZ oskarżonego o korupcję

W Sądzie Rejonowym w Kielcach rozpoczął się w środę proces, oskarżonego o korupcję, szefa działu kontroli aptek świętokrzyskiego NFZ. W akcie oskarżenia śledczy zarzucili mu przyjęcie ponad 180 tys. zł łapówek. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

46-letni Zbigniew K. - formalnie nadal pracownik NFZ - przed sądem odpowiada za cztery przestępstwa korupcyjne. Zdaniem prokuratury oskarżony, kierując działem kontroli aptek, recept i ordynacji lekarskiej w świętokrzyskim Oddziale NFZ w Kielcach, uczynił sobie z przyjmowania łapówek stałe źródło dochodu; proceder miał trwać kilka lat.

Według śledczych z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie pierwsze łapówki oskarżony miał przyjąć blisko siedem lat temu. Najpierw, od właścicielki kilku aptek w woj. świętokrzyskim, miał przyjąć 25 tys. zł - za pośrednictwo w pozytywnym rozstrzygnięciu przetargu na kontrakt związany z refundacją usług medycznych. Kilka lat później, w grudniu 2012 r., zażądać miał od niej za to samo 40 tys. zł, a jako zaliczkę przyjąć 2 tys. zł.

Reklama

W latach 2012-2013 urzędnik miał przyjąć pieniądze jeszcze pięciokrotnie - w sumie 9 tys. zł - za pośrednictwo w przyspieszeniu wypłat refundacji za leki i świadczenia medyczne. Ponadto w latach 2009-2013 K. miał regularnie przyjmować określone kwoty za odstąpienie od kontroli aptek i punktów aptecznych.

Chodziło o apteki należące do dwóch sióstr - jedna z nich jest magistrem farmacji druga - lekarzem stomatologiem.

W toku śledztwa i podczas pierwszej rozprawy procesu, Zbigniew K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Jak wyjaśniał przed sądem, wpłaty, jakie pojawiały się na jego bankowym koncie w latach obejmujących akt oskarżenia, pochodziły m. in. z kredytu gotówkowego, jaki zaciągnął, z oszczędności jego i żony, prezentów ślubnych, a także z funduszu socjalnego i kasy zapomogowo-pożyczkowej instytucji, w której pracuje.

K. - niegdyś zaangażowany politycznie - wyjaśnił, że jedną z kobiet znał ze wspólnej działalności w lokalnej Platformie Obywatelskiej. Drugą - jak mówił - spotkał tylko raz w życiu. W jego ocenie cała sprawa to zemsta za nieprawidłowości, jakie wykazała kontrola recept, realizowanych w jednym z punktów aptecznych należących do kobiet.

Jak poinformował dziennikarzy po rozprawie prokurator Andrzej Lewandowski, proces Zbigniewa K. jest pokłosiem innej sprawy prowadzonej przez tarnowską prokuraturę, zakończonej aktem oskarżenia wobec dwóch właścicielek aptek. Informację o możliwych nieprawidłowościach, które było podstawą do wszczęcia śledztwa, przekazała organom ścigania dyrekcja świętokrzyskiego NFZ.

Oskarżone kobiety odpowiedzą przed sądem za m. in. podrobienie dokumentów - recept i wprowadzenie w błąd NFZ, dla uzyskania kilkudziesięciu tysięcy zł refundacji za leki. "Na już wystawionych przez lekarzy receptach dopisywano leki przeciwzakrzepowe, których potem apteki nie kupowały. Właścicielki aptek występowały o refundację recept do funduszu" - mówił Lewandowski.

Oskarżone w swoich zeznaniach w tym śledztwie skierowały podejrzenia na urzędnika NFZ.

K. został zatrzymany pod koniec marca w swoim miejscu pracy - policjanci wyprowadzili go z siedziby świętokrzyskiego NFZ w Kielcach. Przez niemal trzy miesiące przebywał w areszcie. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Jak poinformowała PAP rzeczniczka świętokrzyskiego NFZ Beata Szczepanek, Zbigniew K. przebywa na zwolnieniu lekarskim.

Następna rozprawę zaplanowano na 12 października.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama