Reklama

Reklama

Referendum ws. odwołania prezydenta Kielc

W niedzielę w Kielcach odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta, Wojciecha Lubawskiego. Inicjatorzy zarzucają Lubawskiemu m.in. brak działań przyciągających inwestorów. Aby można było uznać referendum za ważne, do urn musiałoby pójść ponad 39 tys. osób.

Organizację referendum zainicjowała grupa osób niezadowolonych z rządów kierującego miastem czwartą kadencję Lubawskiego. Wśród zastrzeżeń wobec prezydenta są m.in. wysokie zadłużenie miasta, zła polityka kadrowa w urzędzie, brak działań, które mogłyby ściągnąć do Kielc inwestorów i złe zarządzanie klubem piłkarskim Korona.

Reklama

Inicjatorzy referendum podkreślają, że nie są reprezentantami żadnej opcji politycznej. Dlatego nie wskazali potencjalnego kandydata na następcę Lubawskiego. Zachęcali do udziału w referendum m.in. przez swoją stronę internetową, portale społecznościowe i kolportując wśród kielczan informator referendalny.

Tuż po ogłoszeniu przez komisarza wyborczego terminu referendum, prezydent Lubawski deklarował, że będzie zachęcał kielczan aby 12 czerwca grillowali i spacerowali. "Niech absolutnie nie chodzą na referenda wymyślone przez panów z Kielc i spoza" - powiedział dziennikarzom. Jak podkreślił, w jego ocenie "niepójście na referendum, to też akt demokratyczny".

Zauważył, że biorąc pod uwagę wymaganą frekwencję, w referendum musiałaby wziąć udział także część jego wyborców. "Pytanie, czy dałem takie powody - ja nie znajduję. Nic się nie stało w ciągu tego półtora roku negatywnego, żeby ludzie powiedzieli najwyższy czas, by tego Lubawskiego odwołać. Spokojnie, zobaczymy" - dodał.

62-letni Lubawski sprawuje funkcję prezydenta od 2002 r. W ostatnich wyborach samorządowych zwyciężył już w I turze, uzyskując niemal 56 proc. głosów. Startował z poparciem PiS oraz Polski Razem Jarosława Gowina. W wyborach stał na czele komitetu Porozumienie Samorządowe, który sygnował własnym nazwiskiem. W latach 1999-2001 pełnił także funkcję wojewody świętokrzyskiego. Jesienią ub.r. został członkiem Narodowej Rady Rozwoju, powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Niedzielne referendum odbędzie się w godz. 7-21 w 95 siedzibach komisji obwodowych w mieście. Kampania referendalna zakończy się w piątek o północy.

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść 3/5 osób, które wzięło udział w wyborach prezydenta Kielc w 2014 r., czyli 39 371 osób. Referendum będzie rozstrzygające, jeżeli za jednym z rozwiązań w sprawie poddanej pod głosowanie, będzie oddane więcej niż połowa ważnych głosów.

Do udziału w referendum namawia m.in. SLD. To jedyne ugrupowanie, które podczas kampanii referendalnej przedstawiło potencjalnego następcę Lubawskiego. W ewentualnych przedterminowych wyborach prezydenta Kielc miałby wystartować szef miejskich struktur partii, radny Marcin Chłodnicki.

Do udziału w głosowaniu, m.in. z bannerów rozmieszonych w mieście zachęcają też: b. radny SLD, drugi w wyborach prezydenta Kielc w 2014 r. Krzysztof Adamczyk oraz poseł PO Artur Gierada.

Zbieranie podpisów ws. referendum

Akcja zbierania podpisów ws. referendum dotyczącego odwołania prezydenta Kielc rozpoczęła się 2 lutego. Dzień wcześniej jej inicjatorzy złożyli dokumenty w tej sprawie w urzędzie miasta oraz u komisarza wyborczego. Jak uzasadniał wtedy podczas spotkania z dziennikarzami przewodniczący komitetu referendalnego Arkadiusz Stawicki, "inwestycje, które przeprowadza pan prezydent, nie doprowadziły do tego, że mieszkańcy chcą w tym mieście zostać. Mamy największy odsetek osób, które wyjeżdżają". "Jeżeli za 15 lat w mieście ma zostać 150 tys. mieszkańców, nie będzie z czego spłacać tych kredytów, które już zostały zaciągnięte" - argumentował.

Pod koniec marca przedstawiciele komitetu złożyli w biurze komisarza wyborczego w Kielcach karty z podpisami ponad 22 tys. osób, popierających organizację referendum. Po weryfikacji podpisów okazało się, że prawidłowych jest 16 005, a wymagana do organizacji referendum liczba podpisów wynosiła 15 913.

Komisarz zakwestionował ponad 6 tys. podpisów. Błędy dotyczyły m.in. wadliwie podanego lub wielokrotnie powtarzającego się numeru PESEL, podpisów osób, które nie miały prawa wybierania prezydenta Kielc, oraz podpisów pod inną inicjatywą referendalną. Kielecka prokuratura bada, czy przy zbieraniu podpisów nie doszło do nieprawidłowości - analizowane są te podpisy, których nie wziął pod uwagę przy zliczaniu komisarz.

Krytycy organizatorów referendum zarzucali im nieetyczne zachowanie, m.in. płacenie osobom angażującym się w zbiórkę podpisów za przeprowadzeniem referendum, co jest zgodne z prawem. Jeden z miejskich radnych prezydenckiego Porozumienia Samorządowego ma ich przeprosić za wypowiedź na antenie "Radia Kielce" sugerującą, że płacili oni mieszkańcom za poparcie inicjatywy. Sądowe orzeczenie w trybie wyborczym w tej sprawie, nie jest prawomocne.

Krytykowano również wywieszenie przez organizatorów referendum na jednej z kamienic w rynku banneru z hasłem "Kielce odwołują Lubawskiego" - bez zgody właściciela budynku i konserwatora zabytków.

Lubawski wniósł do sądu przeciw Stawickiemu prywatny akt oskarżenia w związku z publikacjami zawartymi informatorze referendalnym. Oskarżenie dotyczy pomówienia przez rozpowszechnianie nieprawdziwych treści, odnoszących się do sprawowania przez prezydenta swojej funkcji.

Wiele osób krytykowało też wpis inicjatorów referendum, jaki zamieścili na jednym z portali społecznościowych po spotkaniu z biskupem kieleckim Janem Piotrowskim. Wpis można było zinterpretować jako poparcie działań komitetu przez duchownego. Biskup w specjalnie opublikowanym oświadczeniu podkreślił, że nie udzielił poparcia komitetowi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje