Reklama

Reklama

Poskarżyła się na drożyznę, minister powiadomił przełożonych. Jest oświadczenie

Naczelnik poczty w Pacanowie używała wulgaryzmów, jej zachowanie nie licowało z powagą urzędu - przekazał w oświadczeniu minister w KPRM Michał Cieślak. Potwierdza, że o zachowaniu naczelniczki, która skarżyła się na drożyznę powiadomił przełożonych. "Poprosiłem prezesa Poczty o wyrozumiałość dla pani naczelnik" - zapewnił. Sprawę skomentował rzecznik rządu Piotr Müller, który przyznał, że "nie zachowałby się tak, jak minister".

Redakcja portalu wyborcza.pl w Kielcach napisała we wtorek, że naczelniczkę poczty z Pacanowa czekają surowe konsekwencje za to, że pożaliła się ministrowi Cieślakowi na drożyznę. "W błyskawicznym tempie została wezwana 'na dywanik'. Usłyszała, że zostanie zwolniona. Poczta Polska przyznaje tyle, że skarga (ministra na naczelnik - red.) wpłynęła i jest wyjaśniana" - podał portal.

Cieślak we wtorek opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie w tej sprawie. "Podczas odbioru korespondencji w placówce pocztowej w Pacanowie byłem uczestnikiem zachowania pani naczelnik, które nie licuje z powagą piastowanego urzędu" - napisał.

Reklama

Oświadczenie ministra Cieślaka. "Używała wulgaryzmów"

Według ministra naczelnik "używała wulgaryzmów oraz słów nieprzystających urzędnikowi państwowemu". "O okolicznościach w trybie regulaminowym powiadomiłem przełożonego, który oceni zaistniałą sytuację, porozmawia z pracownikami i podejmie decyzję w tej sprawie" - zaznaczył Cieślak.

Zobacz też: Prezes RARS Michał Kuczmierowski: Skala pomocy Ukrainie rośnie

"Zdaję sobie sprawę, że wszyscy żyjemy w ogromnym napięciu, mierząc się ze skutkami wojny w Ukrainie i efektami dwóch lat pandemii COVID-19. Rozumiem, że każdy może mieć gorszy dzień, dlatego poprosiłem pana prezesa Poczty Polskiej (Tomasza Zdzikota - red.) o wyrozumiałość dla pani naczelnik" - napisał.

Cieślak zwrócił się też o to, aby dalsze pytania dotyczące czynności wyjaśniających kierować do Poczty Polskiej.

Piotr Müller: Nie zachowałbym się, jak minister Cieślak

O sprawę został zapytany w środę w TVN24 rzecznik rządu Piotr Müller. - Nie wiem, czy tak rzeczywiście było, że ktoś z tego powodu jest zwolniony, mamy tu jak rozumiem relacje dwóch stron - powiedział. Przyznał, że chciałby, aby "to było bardziej szczegółowo wyjaśnione i żeby te osoby zweryfikowały swoje relacje".

- Mogę powiedzieć, że na pewno bym nie zachował się tak, jak minister Cieślak w tej sytuacji. A zdarzają się różne rzeczy, przecież jesteśmy osobami publicznymi - nie raz niemiłe słowa usłyszałem, czy to na ulicy, czy w innych miejscach, ale też słyszałem wiele miłych słów, więc to się jakoś równoważy - powiedział.

Cieślak we wtorek opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie w tej sprawie, w którym napisał, że w placówce pocztowej w Pacanowie był uczestnikiem zachowania naczelnik, "które nie licuje z powagą piastowanego urzędu". Według ministra kobieta "używała wulgaryzmów oraz słów nieprzystających urzędnikowi państwowemu". - O okolicznościach w trybie regulaminowym powiadomiłem przełożonego, który oceni zaistniałą sytuację, porozmawia z pracownikami i podejmie decyzję w tej sprawie - zaznaczył Cieślak.

Mówiła o wydatkach na paliwo. Minister odpowiedział

Wyborcza.pl podała, że zajście miało miejsce w piątek, 3 czerwca. Naczelnik, gdy zorientowała się, że w placówce jest Michał Cieślak - wybrany do Sejmu ze świętokrzyskiej listy PiS poseł Partii Republikańskiej, minister ds. samorządu - pożaliła mu się na obecną sytuację. Miała mówić o wydatkach na paliwo i o tym, że po spłacie kredytów zostają jej grosze na życie. Miała też dodać, że Cieślak jako poseł nie zna takich problemów. Według jej relacji minister miał odpowiedzieć, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby kandydowała do Sejmu.

Portal podał, że niedługo po dyskusji minister wyszedł z budynku poczty, a naczelnik została wezwana przez dyrektora z Kielc. - Zgłosiłam się, nie miałam wyjścia. Pan dyrektor powiedział mi, że będę dyscyplinarnie zwolniona, bo wpłynęła na mnie skarga ministerialna, bo rozmawiałam na tematy polityczne z panem Cieślakiem. Zarzucił mi, że używałam wulgaryzmów, co nie było prawdą. Tłumaczyłam, że ja niczym nie zawiniłam, po prostu frustracja w człowieku narasta, kiedy wszystko tak drożeje. Usłyszałam, że jest słowo przeciwko słowu, ale i tak wszyscy uwierzą ministrowi, nie mnie - powiedziała portalowi naczelnik.

Według wyborcza.pl naczelnik jeszcze w piątek została odsunięta od kierowania pocztą w Pacanowie. Formalnie wypowiedzenia nie dostała, a obecnie przebywa na urlopie. - Usłyszałam, że jako urzędnik państwowy nie powinnam rozmawiać w miejscu pracy z panem ministrem. Na nic się zdały moje tłumaczenia, że emocje wzięły górę nad rozumem, a w podobnej sytuacji jest wielu ludzi - mówiła portalowi naczelnik.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy