Reklama

Reklama

"Zdrada islamu". Brytyjski premier o zamachu

"Zdrada islamu". Tak premier Wielkiej Brytanii mówi o wczorajszym zamachu w Londynie. Zaatakowany przez dwóch czarnoskórych muzułmanów młody żołnierz zginął od ciosów nożem i tasakiem.

Po posiedzeniu brytyjskiego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego premier zapewnił, że wczorajszy atak - paradoksalnie - wzmocni i zjednoczy jego kraj. Londyn nie spocznie, dopóki nie pokona terroryzmu.

Reklama

David Cameron przekonywał, że atak był dziełem jednostki, a nie całej społeczności muzułmańskiej. Dodał, że w ten sposób uderzono nie tylko w Wielką Brytanię, ale też w brytyjski islam i społeczność muzułmańską. "Islam nie usprawiedliwia tak przerażającego czynu" - mówił Cameron.

Brytyjski premier zapewnił o pełnym wsparciu dla działań policji w tej sprawie. Do Brytyjczyków apelował, by żyli jak dotąd. - To najlepsza odpowiedź na terror - powiedział szef brytyjskiego rządu.

Komitet Bezpieczeństwa Narodowego Cobra zebrał się po raz pierwszy już wczoraj wieczorem - niespełna pięć godzin po zamachu. Minister spraw wewnętrznych Theresa May oświadczyła po tej naradzie, że zaostrzono środki bezpieczeństwa na terenie Londynu.

Komendant Scotland Yardu powierzył śledztwo brygadzie antyterrorystycznej. Policja ma obfity materiał dowodowy. Brytyjską telewizję i media społecznościowe obiegły zdjęcia napastników, którzy nie uciekli z miejsca zamachu, tylko stali okrwawieni, dając się fotografować. Wykrzykiwali też w stronę przechodniów, że morderstwo i ucięcie głowy ofierze to odwet za brytyjską politykę w świecie muzułmańskim. Wiadomo, że obaj mężczyźni są z pochodzenia Nigeryjczykami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama