Reklama

Reklama

Zatrzymano grupę działaczy Związku Polaków na Białorusi

Ponad 20 działaczy Związku Polaków na Białorusi (ZPB), w tym dwoje wiceprezesów, zostało w piątek zatrzymanych podczas pikiety w obronie polskiej szkoły w Grodnie - poinformowała prezes nieuznawanego przez władze w Mińsku ZPB Andżelika Orechwo.

- Dzisiaj Związek Polaków zorganizował przy urzędzie obwodowym pikietę w obronie szkoły i jeszcze zanim się rozpoczęła, zostali zatrzymani działacze Związku, m.in. wiceprezes Mieczysław Jaśkiewicz, prezes oddziału w Wiercieliszkach Giennadij Picko, a prezes Rady Naczelnej Andrzej Poczobut został wezwany na milicję. Zatrzymano dziennikarza telewizji Biełsat Jana Romana - powiedziała Orechwo.Jak dodała, już podczas pikiety zatrzymano wiceprezes Związku Renatę Dziemiańczuk oraz innego znanego działacza Igora Bancera.

Cztery osoby zwolnione

Reklama

Około 13 pierwsze osoby zostały zwolnione z aresztu.

Wiceszef nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi Mieczysław Jaśkiewicz i osiem innych osób zatrzymanych w piątek podczas pikiety zorganizowanej przez ZPB w obronie polskiej szkoły w Grodnie zostali zwolnieni - poinformowała prezes Związku.

- Został zwolniony pan Jaśkiewicz i osiem innych osób. Te osiem osób ma w poniedziałek stanąć przed sądem. Natomiast Mieczysław Jaśkiewicz został zatrzymany i zwolniony bez wytłumaczenia - powiedziała prezes ZPB Andżelika Orechwo.

Wcześniej zwolniono dziennikarza związanego z telewizją Biełsat Jana Romana i prezesa oddziału ZPB w Wiercieliszkach Giennadija Pickę, zatrzymanych jeszcze przed rozpoczęciem pikiety. Na wolności jest także prezes Rady Naczelnej ZPB Andrzej Poczobut, który przez kilka godzin był w piątek przetrzymywany przez podlegający MSW inspektorat wykonywania wyroków.

"Rwano ubranie"

Pikieta, zorganizowana przez ZPB przeciwko wprowadzeniu klas rosyjskojęzycznych do polskiej szkoły średniej w Grodnie, odbywała się bez zgody władz.

- Pikieta została szybko rozpędzona przez milicję. Ludzi zabierano do autokarów, wynoszono (trzymając) za ręce i za nogi, rwano ubranie. Było sporo osób starszych, w wieku 60-70 lat. Wyjechały trzy autokary z ludźmi, na razie nie wiemy gdzie - powiedziała Orechwo.

"Pierwszy krok ku likwidacji szkoły"

Orechwo na początku maja informowała, że władze Grodna podjęły decyzję o ulokowaniu w polskiej szkole nr 36 klas rosyjskojęzycznych ze szkoły nr 27 w tej samej dzielnicy. Podkreślała, że byłby to "pierwszy krok ku likwidacji szkoły".

Szef wydziału oświaty urzędu dzielnicowego w Grodnie Siarhiej Łamieka uzasadniał ulokowanie klas rosyjskojęzycznych w polskiej szkole znacznym wzrostem liczby klas w szkole nr 27, które już nie mieszczą się we własnym budynku.

- Dlatego pomyśleliśmy o ewentualności ulokowania dwóch klas pierwszych w innej placówce edukacyjnej - powiedział. Jak zapewnił, byłoby to rozwiązanie tymczasowe, które ma odciążyć szkołę nr 27 do czasu wybudowania nowej szkoły w dzielnicy. Podkreślił, że kwestia zmiany statusu szkoły z polskim językiem nauczania "nie była, nie jest i nie będzie podnoszona".

Klas rosyjskojęzycznych nie można w szkole umieścić bez zgody właściciela budynku, czyli uznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi, który jeszcze nie podjął decyzji w tej sprawie.

Orechwo powiedziała, że nieuznawany przez władze ZPB obawia się, że jeżeli decyzja nie zostanie podjęta i ogłoszona teraz, to może dojść do próby wprowadzenia klas "po cichu".

- Oficjalny ZPB zapowiada cały czas, że podejmie decyzję na swojej Radzie. Ale mamy już koniec roku szkolnego. Wszyscy liczą pewnie na to, że sprawa ucichnie, a na jesieni dzieci przyjdą do szkoły i zobaczą, że są też klasy rosyjskojęzyczne - powiedziała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje