Reklama

Reklama

Zatonął statek z polską załogą. "Zagadkowa katastrofa"

Wznowiono akcję poszukiwania załogi cypryjskiego statku Cemfjord, który zatonął u wybrzeży północnej Szkocji. Na pokładzie było osiem osób - siedmiu Polaków i jeden Filipińczyk. Wszyscy zostali uznani za zaginionych. Według ekspertów, najgorszy scenariusz nie jest wykluczony. Podkreślają, że szanse na wydostanie się marynarzy ze statku są nikłe.

Z informacji, do których dotarli reporterzy TVP Info wynika, że cztery osoby z załogi cementowca pochodzą z Trójmiasta (w tym kapitan), dwie z województwa zachodniopomorskiego, a jedna z centralnej Polski. Najmłodszy z marynarzy miał 24-lata.

Reklama

Według rzecznika MSZ Marcina Wojciechowskiego, od początku akcji ratowniczej konsulat w Edynburgu był w stałym kontakcie z instytucjami prowadzącymi akcję ratunkową. Rzecznik MSZ poinformował także, że w tej chwili należy poczekać na dalszy ciąg akcji ratunkowej. - Od jej przebiegu będą uzależnione nasze kolejne działania - dodał Marcin Wojciechowski.

Akcja na dużą skalę

Poszukiwania załogi statku "Cemfjord" wznowiono w niedzielę po godzinie dziewiątej. Brytyjskie media piszą o "akcji na dużą skalę" na wodach cieśniny Pentland Firth między Orkadami, a najbardziej na północ wysuniętym przylądkiem Szkocji John O'Groats.

Wystający z wody dziób statku zauważono w odległości ok. 15 mil morskich na północny wschód od portu Wick w cieśninie Pentland Firth w sobotę ok. 14.30 czasu lokalnego. Załoga nie wysłała sygnału SOS, ani nie skorzystała z sygnalizacji świetlnej.

"Szanse są nikłe"

Eksperci kreślą bardzo pesymistyczne scenariusze. Zdaniem Bohdana Wawrzynowicza, starszego mechanika pracującego na masowcach, szanse na wydostanie się marynarzy ze statku są nikłe.

-  Jeżeli to wydarzyło się w nocy, to załoga, która przebywała pod pokładem na pewno spała - mówił  na antenie TVP Info.

- Jeśli statek miałby przechył kilkunastu czy kilkudziesięciu stopni, to wydostanie się z takiego statku jest naprawdę trudne. Wszędzie jest wąsko, a z pomieszczenia, gdzie przebywa załoga wychodzi jeden korytarz - dodał. 

Wawrzynowicz podkreśla, że katastrofa statku jest bardzo zagadkowa.  - Ci, którzy pełnili wachtę na mostku powinni się ratować w jakiś sposób. To jest zastawiające. Członkowie załogi, którzy byli na mostku powinni znaleźć się w wodzie - zaakcentował. - To jest zagadka - dodał.


W lipcu statek wpadł na mieliznę

Według brytyjskiej Agencji Ratownictwa Morskiego i Ochrony Wybrzeża nie zauważono dotychczas żadnych rozbitków.

Liczący 83 metry długości "Cemfjord", o wyporności 2301 t, zbudowano 30 lat temu jako uniwersalny statek do przewozu towarów. W 1998 r. przebudowano go i przystosowano do transportu cementu. W lipcu statek wpadł na mieliznę, a u jego rosyjskiego kapitana stwierdzono we krwi alkohol.

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne