Reklama

Reklama

​Zamieszki w Kenoshy. 17-letni zwolennik Donalda Trumpa oskarżony o zabójstwo dwójki protestujących

Wciąż nakręca się spirala przemocy w Kenoshy w stanie Wisconsin w USA po siedmiokrotnym postrzeleniu czarnoskórego Jacoba Blake'a przez policjantów. 17-letni zwolennik Donalda Trumpa, sympatyzujący z samozwańczą uzbrojoną "milicją", został oskarżony o zabójstwo w związku ze śmiercią dwójki demonstrantów - informuje Reuters. Zespół prasowy kampanii Trumpa, poproszony o komentarz przez "The Hill", odcina się od młodego mężczyzny.

We wtorek 25 sierpnia, w trakcie kolejnej demonstracji po siedmiokrotnym postrzeleniu przez policję czarnoskórego Jacoba Blake'a na oczach trójki jego małych dzieci, doszło do strzelaniny. W jej wyniku zginęły dwie osoby. Tego dnia samozwańcza "milicja", która nazwała siebie "Gwardią Kenoshy", skrzykiwała się za pośrednictwem portali Facebook i Reddit. Nie jest to jednak żadna sformalizowana organizacja. Uzbrojone grupy "samoobrony" miały "patrolować miasto" - informuje Reuters. Te wezwania zostały udostępnione blisko 300 razy na Facebooku, dzięki czemu dotarły do 100 tys. użytkowników serwisu.

Reklama

Wiele spośród tych osób zgłaszało administratorom alarmujące treści, jednak strona nie została zablokowana. Wśród komentarzy pojawiały się jawne wezwania do przemocy. "Ludzie, strzelajcie, żeby zabić. Nie dadzą wam drugiej szansy" - napisał jeden z użytkowników, którego wypowiedź cytuje agencja Reutera. Dopiero w środę Facebook, prawdopodobnie w konsekwencji wtorkowej strzelaniny, poinformował o usunięciu strony "Gwardii Kenoshy", która publikowała wezwania pod broń skierowane do swoich zwolenników. Także Reddit zdecydował o skasowaniu postów, w których użytkownicy nawoływali do "oczyszczenia ulic Kenoshy z uczestników zamieszek" przy użyciu broni i bomb rurowych.  

17-latek z karabinem automatycznym

Strzały w czasie wtorkowego protestu ruchu Black Lives Matter padły po tym, jak na ulicach miasta pojawili się uzbrojeni uczestnicy kontrprotestów oraz członkowie samozwańczych milicji i osoby, które zareagowały na ich wezwanie pod broń - zwraca uwagę "The Washington Post". Wśród tych osób był 17-latek z Antioch, w sąsiednim stanie Illinois (około 30 km. od Kenoshy w Wisconsin). Jak podkreśla gazeta, jego profile w mediach społecznościowych pełne były wiadomości zawierających słowa wsparcia dla policji, Blue Lives Matter (ruchu społecznego domagającego się, aby osoby sądzone za zabójstwa funkcjonariuszy organów ścigania były skazywane na podstawie przepisów dotyczących przestępstw z nienawiści) oraz jego zdjęć z karabinami automatycznymi. Ponadto nastolatek uczestniczył w programach kadetów lokalnej policji i straży pożarnej.

Nagranie z mediów społecznościowych pokazuje, jak biały mężczyzna otwiera ogień z broni długiej po tym, jak w jego stronę ktoś rzucił jakiś przedmiot. "Ludzie zaczęli krzyczeć, że ktoś został ranny, a mężczyzna trzymający broń opada na ziemię, skąd zdaje się strzelać do kolejnych osób, podczas gdy inni próbują go rozbroić. Ten sam mężczyzna jest następnie widziany, gdy idzie w kierunku pojazdów policyjnych z podniesionymi rękoma, jednak radiowozy go mijają" - relacjonuje "Forbes". Na nagraniu z radiowozami nastolatek nadal ma na ramieniu karabin automatyczny. Do aresztowania doszło dopiero w środę - informuje Reuters, powołując się na oświadczenie na stronie sądu. 

W dniu strzelaniny 17-latek udzielił wywiadu wideo, który cytuje "Milwaukee Journal Sentinel". - Ludzie doznają obrażeń i naszym zadaniem jest ochrona tej formy. Moim zadaniem jest także ochrona ludzi. Jeśli ktoś zostaje ranny, biegnę w stronę niebezpieczeństwa. Dlatego mam przy sobie mój karabin. Oczywiście muszę się bronić, ale mam też apteczkę - powiedział nastolatek, który oskarżany jest o to, że tego samego wieczoru zabił dwie osoby.

Uczestniczył w wiecu Donalda Trumpa

Użytkownicy internetu, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o 17-latku, któremu postawiono zarzut zabójstwa pierwszego stopnia, natrafili na materiały z początku roku, dowodzące, że jest on aktywnym zwolennikiem Donalda Trumpa. Jak informuje BuzzFeed, na nagraniu ze styczniowego wiecu urzędującego prezydenta USA w Des Moins, nastolatek siedzi w jednym z pierwszych rzędów. Zaledwie kilka metrów od głowy państwa. Na kampanijnej trasie Donald Trump i jego otoczenie potępiali "pozbawiony kontroli, brutalny motłoch", który przejmuje amerykańskie ulice. Nowojorski korespondent "The Washington Post" Phillip Bump zwraca uwagę na to, że nie da się zignorować "jak ta retoryka odbija się w tym, co wydarzyło się w Kenoshy".

"The Hill" poprosiło zespół prasowy kampanii Donalda Trumpa o komentarz w sprawie strzelaniny. Rzecznik kampanii Tim Murtaugh stwierdził, że prezydent "wielokrotnie i konsekwentnie potępiał wszelkie formy przemocy i uważa, że musimy chronić wszystkich Amerykanów przed chaosem i bezprawiem".

- Ta osoba nie miała nic wspólnego z naszą kampanią i w pełni wspieramy nasze fantastyczne organy ścigania za ich szybkie działania w tej sprawie - skomentował Murtaugh.   

Jak zauważa "The Hill", Donald Trump nazywał demonstrujących przeciwko policyjnej brutalności "terrorystami" i używał retoryki, w której wspierał siły porządkowe. Te poglądy podziela 17-latek przebywający w areszcie.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje