Reklama

Reklama

Zamieszki w Irlandii Płn. Boris Johnson: Jestem głęboko zaniepokojony

Niepokoje w Irlandii Północnej nasilają się. W kraju dochodzi do zamieszek w lojalistycznych dzielnicach miast. W dokonywanie aktów przemocy wciągane są kilkunastoletnie dzieci. "To nie protest. To wandalizm i próba morderstwa" - skomentowała liderka jednego z dwóch największych ugrupowań w kraju Arlene Foster.

"Jestem głęboko zaniepokojony scenami przemocy w Irlandii Północnej, w szczególności atakami na PSNI (Pólnocnoirlandzkie Służby Policyjne), które chronią obywateli i przedsiębiorstwa, atakiem na kierowcę autobusu oraz napaścią na dziennikarza" - napisał Johnson na Twitterze.  

Na napiętą atmosferę w lojalistycznych dzielnicach północnoirlandzkich miast złożyły się dwie sprawy. Od kilkunastu tygodni północnoirlandzcy unioniści i lojaliści, czyli zwolennicy utrzymania prowincji w składzie Zjednoczonego Królestwa, coraz głośniej wyrażają niezadowolenie z protokołu w sprawie Irlandii Północnej, który jest częścią umowy o brexicie i który faktycznie stworzył granicę celną między nią a pozostałą częścią kraju.

Reklama

Natomiast bezpośrednią przyczyną wybuchu zamieszek była decyzja prokuratury z zeszłego tygodnia, by nie postawić nikomu zarzutów w związku z pogrzebem wysokiego rangą bojownika Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), w którym - mimo restrykcji przeciwepidemicznych - uczestniczyło ok. 2000 osób, w tym 24 polityków Sinn Fein.

Eskalacja przemocy

We wtorek nadinspektor Davy Beck z PSNI ocenił, że trwające akty przemocy są wyraźnie inspirowane przez grupy przestępcze i ostrzegł, że odpowiedzialne za nie grupy wciągają w to nawet kilkunastoletnie dzieci. - Myślę, że uczciwie jest również powiedzieć, że prawdopodobnie nie ma w tym żadnego przypadku. Jesteśmy skuteczni na tych obszarach w stosunku do niektórych z tych gangów przestępczych. Więc myślę, że to może być reakcja niektórych z tych ludzi, którzy są zaangażowani w przestępczość - powiedział Beck.

Od wybuchu zamieszek rannych zostało kilkudziesięciu policjantów. Demonstranci, wśród których były nastoletnie dzieci, zaatakowali policjantów przy użyciu kamieni. Protestujący palili samochody, rzucali koktajle mołotowa, porwali i podpalili autobus - informuje Reuters. Liderzy największych północnoirlandzkich ugrupowań, stojących po przeciwnych stronach sceny politycznej Sinn Fein i DUP, potępili przemoc.  

"To nie protest. To wandalizm i próba morderstwa. Te czyny nie reprezentują ani unionizmu ani lojalizmu. To wstyd dla Północnej Irlandii, który służy tylko temu by odwrócić uwagę od Sinn Fein, którzy są prawdziwymi łamaczami prawa. Moje myśli są z kierowcą autobusu" - napisała liderka DUP Arlene Foster, komentując wideo ukazujące obrzucenie autobusu koktajlem Mołotowa.    

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje